<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169</id><updated>2012-01-26T20:11:41.667+01:00</updated><category term='miłość'/><category term='mieszkanie'/><category term='metafizyyyyyka'/><category term='papióry'/><category term='meeen'/><category term='talenty'/><category term='kołysanki'/><category term='rzeczy'/><category term='kobiecość'/><category term='Kura'/><category term='wspomnienia'/><category term='chichoty'/><category term='wybory'/><category term='ciąża'/><category term='Pratchett'/><category term='rozwój'/><category term='macierzyństwo'/><category term='podróże'/><category term='praca'/><category term='zachwyty'/><category term='dziadkowie'/><category term='polityka'/><category term='Mąż'/><category term='Jaworki'/><category term='rozdmuchane ego'/><category term='śpiewanie'/><category term='Mama'/><category term='zimna krew'/><category term='komunikacja interpersonalna'/><category term='czułość bywa jak'/><category term='ogród'/><category term='góry'/><category term='myszka'/><category term='dobrzy ludzie'/><category term='Lwów'/><category term='seks'/><category term='Karol'/><category term='muzyka'/><category term='dobranoc'/><category term='rodzeństwo'/><category term='owoce'/><category term='nowości'/><category term='czas'/><category term='przedszkole'/><category term='remont'/><category term='Nowy Rok'/><category term='Weltschmerz'/><category term='zima'/><category term='księżyc'/><category term='psy'/><category term='zwierzyna'/><category term='małżeństwo'/><category term='wiosna'/><category term='dorośli'/><category term='kuchnia'/><category term='pieniądze'/><category term='imponderabilia'/><category term='duch'/><category term='Winnetou'/><category term='Nat King Cole'/><category term='sąsiedzi'/><category term='smoki'/><category term='siostra'/><category term='jesień'/><category term='język giętki'/><category term='wysokie C'/><category term='książki'/><category term='dziecko'/><category term='dziękuję'/><category term='banki'/><category term='przeprowadzka'/><category term='ojć'/><category term='szczęście'/><category term='zamyślenia'/><category term='blogi'/><category term='media'/><category term='Kraków'/><category term='dom'/><category term='tolerancja'/><category term='codzień'/><category term='Ojciec'/><category term='TN'/><category term='Harry Potter'/><category term='Rondo Mogilskie'/><category term='kultura'/><category term='zagadki'/><category term='śmieci'/><category term='informacja'/><category term='harmonia'/><category term='przystosowanie społeczne'/><category term='głosy'/><category term='zabawa'/><category term='inteligencja'/><category term='literatura'/><category term='wychowanie'/><category term='czasopisma kobiece'/><category term='wariat'/><category term='konflikty'/><category term='internet'/><category term='rozmowy'/><category term='Warszawa'/><category term='baśnie'/><category term='Kuba'/><category term='Wielkanoc'/><category term='uuuu...'/><category term='rodzice'/><category term='lato'/><category term='gadanie'/><category term='przekłuwanie baloników'/><category term='zakupy'/><category term='sztuka'/><category term='róże'/><category term='braterstwo broni'/><category term='czekolada'/><category term='iluminacje'/><category term='galerie handlowe'/><category term='poezja'/><category term='szlag'/><category term='dzieci'/><category term='blogger'/><category term='dzieciństwo'/><category term='rodzina'/><category term='szpony edukacji'/><category term='wakacje'/><category term='biblioteki'/><category term='brat'/><category term='turyści'/><category term='strachy'/><title type='text'>W kątku z książką</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>147</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-3016609616544763772</id><published>2011-12-17T22:56:00.000+01:00</published><updated>2011-12-17T22:56:00.928+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chichoty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zakupy'/><title type='text'>Mieszanki szczegółowe</title><content type='html'>Co miesiąc zdarza mi się bardzo niemiła przypadłość.&lt;br /&gt;Idę na zakupy do sklepu wielkopowierzchniowego. Wielkopowierzchniowy oznacza w moim słowniku "każdy większy od przeciętnego Kefirka czy innego Lewiatana". Poprzedzam tę wizytę studiowaniem promocji i kupuję różne rzeczy, głównie ciężkie/hurtowe/podstawowe. I cierpię.&lt;br /&gt;Jedyne, co mnie pociesza, to myśl, że przez kolejny miesiąc nie będę tego miejsca musiała oglądać.&lt;br /&gt;No, ale zrobiłam niedawno różne Słuszne i Oszczędne Zakupy i przy okazji kiwałam głową nad zjawiskiem, które ostatnimi czasy pogłębia się bardzo poważnie. Chodzi o przyprawy. Nie wiem, czy tylko mnie się wydaje, że są one ostatnio produkowane w wersji "dla nietwórczego leniwca"?&lt;br /&gt;Tak sobie myślałam, mniej więcej:&lt;br /&gt;Zdarzyło mi się kiedyś kilka miesięcy, tak, nic nie przesadzam, szukać zielonego pieprzu. Nie zależało mi aż tak strasznie, tylko patrzyłam, żeby uzupełnić zapas - ale na półkach były liczne mieszanki pieprzów, pieprz czarny, pieprz ziołowy, pieprz cytrynowy, pieprz z opiłkami złota, pieprz z pawimi piórami, pieprz ze szlachetnym drewnem egzotycznym... no dobra, odrobineczkę przesadzam. W każdym razie - nie było prostego, nieskomplikowanego pieprzu zielonego. W końcu, kiedy mi się wyczerpał zapas w słoju, udałam się po prostu i bez kłopotu do stosownego sklepu przyprawowego i kupiłam tam nie tylko zielony pieprz, ale i czosnek niedźwiedzi i inne jeszcze miłe rzeczy. Nie w tym rzecz - wiadomo, że to nie filozofia.&lt;br /&gt;Od tego jednak czasu przyglądam się uważnie przyprawom na półkach supermarketów i obserwuję, że coraz częściej przyprawy normalne i uczciwe - oregano, chili, rozmaryn - przygniatane są po prostu gotowymi mieszankami. Przyprawa do gulaszu z wieprzowiny, przyprawa do pizzy, przyprawa do flaczków - no ludzie! &lt;br /&gt;Nie mówię, że każdy ma się posuwać do ekstremów (choć czy to ekstremum, że wolę np. własną przyprawę piernikową, ubijaną na świeżo w moździerzu, niż jakieś podejrzane proszki?). W końcu i ja czasem używam mieszanek: na przykład ziół prowansalskich. Ale jeśli ta tendencja ma jakieś pokrycie w zapotrzebowaniu ludzkości, to boleję nad ludzkością i nad jej kuchennymi doświadczeniami. Do licha, przecież gotowanie jest średnio zabawne, jeśli się przy nim nie eksperymentuje, nie szuka smaków, nie miesza i nie ryzykuje samemu! Gotowanie jest żmudne, nudne i paskudne, jeśli nie ma w nim żadnej przygody, na świętego Dunstana! Idąc radośnie w tym kierunku, jeszcze nigdy-przenigdy nie upiekłam kurczaka przyprawiając go w ten sam sposób, i sypię nagietki do sałatek i tak dalej, i tak dalej. Nic szczególnego - żaden ze mnie Mistrz, raczej frywolny praktyk - ale tak, żeby było ciekawiej. A ludzkość - czy to możliwe - miałaby dobrowolnie przysypać swoją dociekliwą i twórczą naturę warstwą glutaminianu sodu i jakichś roztoczy w gotowej saszetce?&lt;br /&gt;NIE!&lt;br /&gt;I co widzę - cóż widzą moje udręczone marketem oczy? Przyprawę do złocistych piramidek z kurczaka średniej wielkości, w załączeniu woreczek. O nie. O nie. Pomocy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyne, co mnie odrobinę rozwesela, to fakt, że nie powiedzieli, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;na co&lt;/span&gt; właściwie jest ten woreczek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-3016609616544763772?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/3016609616544763772/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=3016609616544763772&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3016609616544763772'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3016609616544763772'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2011/12/mieszanki-szczegoowe.html' title='Mieszanki szczegółowe'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-1543986859635852293</id><published>2011-12-06T00:50:00.002+01:00</published><updated>2011-12-06T01:03:27.757+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Karol'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='informacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zachwyty'/><title type='text'>Dreszcz</title><content type='html'>Przeżyłam najprzyjemniejszy dreszcz, jaki może się chyba zdarzyć matce. Ha! Karol studiował książkę o Rzymianach i doszedł do raczej stylizowanych wizerunków rozmaitych gladiatorów. Przeczytał starannie opisy i wszystko, przyglądał się przez chwilę, po czym ruszył do biblioteczki.&lt;br /&gt; - Czegoś szukasz? - spytałam, przyznaję, z roztargnieniem, a moje dziecko popatrzyło na mnie tymi wściekle bystrymi oczami, które nie zaznały jeszcze edukacji szkolnej, i odpowiedziało mniej więcej tak:&lt;br /&gt; - Znalazłem tu coś takiego, co muszę koniecznie sprawdzić w innych książkach. Nie zgadza mi się opis i muszę zdecydować, w której książce o Rzymianach jest lepszy.&lt;br /&gt;No więc on już robił takie rzeczy, i owszem, ale nigdy mnie jeszcze nie uderzyło z taką siłą zrozumienie, że mój syn porównuje źródła informacji. Co więcej, że nie przyjmuje po prostu przeczytanego tekstu tak, o, bezkrytycznie - on chce podjąć świadomą decyzję, które ze źródeł uznać za bardziej wiarygodne. Kurczę, na własne oczy widziałam, jak dorośli się na tym wykładali. No więc chrzanię to, zachowuję się jak klasyczna zaślepiona matka, ale jestem z Karola dumna - taka dumna, że w moim bibliotekarskim sercu, znękanym kontaktami z tyloma ludźmi, traktującymi informację na wiele okropnych sposobów, panuje wiosna, festiwal świateł i karnawał w Rio. No.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-1543986859635852293?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/1543986859635852293/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=1543986859635852293&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1543986859635852293'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1543986859635852293'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2011/12/dreszcz.html' title='Dreszcz'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-6068796987794699546</id><published>2011-09-10T22:12:00.002+02:00</published><updated>2011-09-10T22:25:27.043+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sąsiedzi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ogród'/><title type='text'>Ogrody</title><content type='html'>Zmarł niedawno sąsiad, starszy pan. Lubił sobie z nami pogadać przez płot i powtarzał historyjki (czasem z mężem słyszeliśmy je w różnych wersjach i porównywaliśmy). &lt;br /&gt;Kiedyś przełożył do nas skrzynkę z królikiem, żeby sobie chłopcy go pokarmili i pogłaskali, i paląc papierosa zaczął mi opowiadać:&lt;br /&gt; - Tu wszędzie, proszę pani, poniżej ulicy to za Niemca były ogrody, sady. Jako młode chłopaki żeśmy stamtąd jabłka kradli. Aż prawie do samego dołu się te ogrody ciągnęły. Psy ich pilnowały, więc żeśmy zawsze wymyślali na nie jakieś sposoby.&lt;br /&gt;I opowiadał mi o tych szalonych, okupacyjnych eskapadach na jabłka, a ja się wyłączyłam i już widziałam w wyobraźni zamiast niskich bloków i domków schludne rzędy drzew i szmaragdową trawę pod nimi - dokładnie takie, jak w pozostałych gdzieniegdzie kawałkach tych mitycznych sadów.&lt;br /&gt;Sąsiad zmarł, a ja sobie myślę - ilu jeszcze ludzi je pamięta? Coraz mniej, to jest pewne. I w końcu nadejdzie taki dzień, że ogrody pozostaną tylko w przekazanych wspomnieniach. Osuwają się w baśń, zaplątują w pajęczyny niepamięci.&lt;br /&gt;Na zieloną trawę jabłka spadają z dawno ściętych drzew, a niewidzialne psy oszczekują pięty schowanych między niewidzialnymi gałęziami niewidzialnych chłopaków.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-6068796987794699546?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/6068796987794699546/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=6068796987794699546&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6068796987794699546'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6068796987794699546'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2011/09/ogrody.html' title='Ogrody'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-1506865113925632143</id><published>2011-06-08T22:13:00.000+02:00</published><updated>2011-06-08T22:13:01.287+02:00</updated><title type='text'>Przez płot</title><content type='html'>Jedną z rzeczy, które nam się niewiarygodnie dobrze udały, są bez wątpienia sąsiedzi. Już pisałam, że otaczają nas sami mili ludzie, a należy dodać, że z biegiem czasu wcale nie stają się mniej mili. Bardzo się tak przyjemnie żyje - z uśmiechami i rozmowami, czasem zdawkowymi, ale zawsze sympatycznymi, przelatującymi przez płot.&lt;br /&gt;Na pewno wiele z tego zawdzięczamy urokowi osobistemu mojego Męża, człowieka otwartego i życzliwego, a także angażującego się w lokalne sprawy. Niedawno właśnie chodził po sąsiadach z petycją o przesunięcie trasy autobusu z naszej uliczki na sąsiednią, lepiej przystosowaną do ciężkich pojazdów. I w ogóle nad tymi płotami przemieszcza się naprawdę mnóstwo życia.&lt;br /&gt;Moje muffinki i porzeczkowe ciasto Sabiny, kawałek tortu, dwie brzoskwinie, czekolada dla chłopaków, list odebrany kiedy nas nie było, sadzonki kwiatów, odszczepki krzewów, sprzęt ogrodniczy, dzieci zostawiane na chwilę i przypadkiem nakarmione zupą, kanapką, krojoną akurat do słoików papryką; książki, dżemy, darmowe płytki z gazet, skoszona trawa dla królików, nawozy do kwiatków, hulajnogi, ścięte pęki aktualnie kwitnących kwiatów, drabina, ubranka dziecięce, okazyjnie kupione skarpetki, miski malin, porzeczek, orzechów, wiśni; drewno do porżnięcia, płytki chodnikowe, butelki soków i win, piernikowe szopki, mazurki, makowce - &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anonimowość wielkiego miasta jest czasami bardzo kojąca, ale na obecnym etapie życia naprawdę dobrze się czuję z tym wszystkim, co przefruwa przez płot.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-1506865113925632143?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/1506865113925632143/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=1506865113925632143&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1506865113925632143'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1506865113925632143'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2011/06/przez-pot.html' title='Przez płot'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-3238330062172463194</id><published>2011-05-19T22:47:00.005+02:00</published><updated>2011-06-05T22:10:39.782+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lwów'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozmowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zamyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zachwyty'/><title type='text'>Konwalie</title><content type='html'>Odwiedziliśmy Lwów - taka wiosenna, dość szalona randka. &lt;br /&gt;Och!&lt;br /&gt;Nie wiem, czy mi się kiedyś zdarzyło poczuć się w jakimś mieście tak natychmiast na miejscu. Nie przeszkadzała mi bariera językowa, bo jej nie było - pierwszy raz w życiu doświadczyłam sytuacji, kiedy słynna polska metoda dogadywania się za granicą - po polsku, ale powoli i wyraźnie - sprawdza się stuprocentowo. Nie czułam się kulturowo obco - zupełnie - bo we Lwowie wszystko dla mnie krzyczało bliskim pokrewieństwem z Krakowem. W ogóle - to było zupełnie jak Kraków, tylko tu i ówdzie zatrzymany w czasie, swobodnie i frywolnie: a to w dziewiętnastym wieku, a to w dwudziestoleciu międzywojennym, a to w latach dziewięćdziesiątych wieku dwudziestego...&lt;br /&gt;Patrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem i radością, bo wszystko nam się wydawało takie urocze, przejmujące, zabawne, wzruszające, podniosłe - tyle, tyle dobrych emocji. Przetestowaliśmy chyba wszystkie możliwe środki transportu, od oszalałych tramwajów na powykręcanych szynach po taksówkę z kierowcą kamikadze. Piliśmy pyszną kawę i właziliśmy praktycznie na wszystko, co było dostatecznie wysoko.&lt;br /&gt;We Lwowie nie udało im się jeszcze - a może, o radości, w ogóle nie planują - wypacykować wszystkiego od frontu a wypatroszyć od środka, tkanka miasta jest nienaruszona i niemal wszystko ciągle jest tam prawdziwe. Nie robią też tam czegoś, co w Krakowie doprowadza mnie do bladej furii: nie wycinają wysokich drzew! Chce im się je przycinać i pielęgnować! Rany, jakie tam są nieziemskie, zielone aleje!&lt;br /&gt;Patrzyłam na to wszystko z podziwem i zazdrością.&lt;br /&gt;Poszliśmy też na wesele kolegi, nieco skrępowani - bo było nadzwyczaj kameralne w porównaniu do polskich obyczajów. Mój Boże! To było wesele moich marzeń.&lt;br /&gt;Może trzydzieści osób, mieszczących się pod wielkim namiotem w cudownie wiosennym ogrodzie graniczącym ze starym parkiem. Trzyosobowy zespół, grający wszystko - od lirycznych standardów typu Moon River aż po ludowe kawałki - z talentem i w fajnych aranżacjach. I żadnej wódy, żadnych uginających się stołów z pięciuset potrawami - wino, przekąski, kwitnące wiśnie, ptaki.&lt;br /&gt;Rozmawialiśmy lokalną metodą - my po polsku, pozostali po ukraińsku - i z dogadaniem się nie było problemów. Dla kolegi ze wschodniej Ukrainy jednak przeszliśmy na angielski - znak czasów - i też było bardzo przyjemnie, bo na poziomie kulturowym, doprawdy, niewiele było powodów do zgrzytania. Oczywiście, w takich sytuacjach zawsze problemy stwarza historia i nie sposób się tak po prostu uwolnić od myślenia po swojemu. Oczywiście, że dla nas, mówiąc w skrócie, Lwów to Lwów, a dla nich - Lviv. Ale czy to nie jest krzepiące, że, jak się zdaje, wszyscy to rozumieliśmy i wiedzieliśmy, że to tylko punkt wyjścia? Że historię należy poznać, wyciągnąć z niej wnioski i z szacunkiem - pozostawić w przeszłości?&lt;br /&gt; - No cóż, u was jest Galicja i u nas jest Galicja - zauważył Mark. I do licha, coś w tym jest.&lt;br /&gt;Nie wiem, czy widziałam kiedyś, żeby gdzieś tak, jak w Galicji różne kultury współistniały ze sobą, dziwacznie, ale bez wątpienia interesująco. Na Łyczakowie świetnie było to widać, wśród grobów polskich, ukraińskich i niemieckich. Czas szarpie tym miastem i przewiewa przez nie różnymi nacjami. W Hotelu George wyraźnie snują się polskie duchy, w podominikańskim kościele dziwnie wygląda cerkiewny wystrój, miasto zdecydowanie aż prosi się o doklejenie paru tysięcy Żydów, kamienice noszą nazwy od niemieckich i polskich właścicieli, a na Wysokim Zamku tablica mówi o Chmielnickim jakby był normalnie Janem III Sobieskim, i powiewa nad nią niebiesko-żółta flaga, i nieledwie wczoraj pobito mówców, którzy sugerowali, że nauczą Lwów wywieszać czerwone sztandary... &lt;br /&gt;Idąc na Cmentarz Łyczakowski kupiliśmy bukiet konwalii. We Lwowie pełno było konwalii - wszystko nimi pachniało. Potem położyliśmy je na grobie Grottgera, ale trochę sobie z nimi pochodziłam, wąchając radośnie.&lt;br /&gt; - Jak te kwiaty nazywają się po ukraińsku? - spytał kwiaciarkę mój Mąż.&lt;br /&gt; - Konwalie - odpowiedziała, zdziwiona.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-3238330062172463194?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/3238330062172463194/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=3238330062172463194&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3238330062172463194'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3238330062172463194'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2011/05/konwalie.html' title='Konwalie'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-8879061409877771485</id><published>2011-03-13T21:43:00.003+01:00</published><updated>2011-03-13T22:08:17.068+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='brat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzeństwo'/><title type='text'>Kiedy przyjdzie wuuuuuujeeeeeeeeek?</title><content type='html'>Moi synowie kochają mojego brata.&lt;br /&gt;Nie widzę w tym nic dziwnego, bo po pierwsze - jest wobec nich niezłomnie kochający, cierpliwy i chętny do poświęceń, po drugie - jest ogólnie cool, a po trzecie - zawsze ma gdzieś otwartego laptopa lub inne atrakcje.&lt;br /&gt;Wczoraj, będąc u mojej Mamy na urodzinowym podwieczorku, poczyniliśmy wstępne ustalenia w sprawie przybycia Wojtka do nas dzisiaj - i na nieszczęście chłopaki zafiksowali się w tej sprawie na amen, choć w zasadzie wuj ich nie obiecał niczego na pewno. Dręczyli mnie więc całe rano, jeden przez drugiego miaucząc:&lt;br /&gt; - A kiedy przyjdzie wujeeeeeeeeeeek?&lt;br /&gt; - Pojęcia nie mam - odpowiadałam. - Wujek na pewno jeszcze śpi.&lt;br /&gt;Jakoś tak o ósmej trzydzieści rano (o ósmej trzydzieści rano w niedzielę) dzieci zaczęły się chwytać za telefon. Po kilku bezładnych próbach połączeń, odbijaniu się i ogólnym chaosie zdołaliśmy wymienić z Wojtkiem esemesy, tego mniej więcej brzmienia:&lt;br /&gt;Wojtek: Siostra. DOBRANOC.&lt;br /&gt;Ja: Jasne. Sorry. Dobranoc.&lt;br /&gt;O dziesiątej zdanie "a kiedy przyjdzie wujeeeeeeeeeeeeeeek?" zostało szczęśliwie powtórzone po raz pięćdziesiąty ósmy, a ja miałam już pianę na ustach. Kolejne próby połączeń telefonicznych zaprowadziły hen w pole. Moje dzieci markowały zabawę, z naciskiem powtarzając:&lt;br /&gt; - Mamoooooooo. A kiedy wujek przyjdzieeeeeeee?&lt;br /&gt;W południe ustalenia zaczęły nabierać przytomniejszych kształtów, więc byłam w stanie udzielić w miarę ściślejszych informacji moim podekscytowanym dzieciom. Nie przestawały jednak powtarzać swojego "a kiedyyyyyy..." i w końcu nawet moja święta cierpliwość skonała w konwulsjach.&lt;br /&gt; - NIE WIEM! - eksplodowałam niegodnie. - Nie mam pojęcia, wujek nic ścisłego nie napisał, jak napisze to wam powiem, a do tej pory bądźcie ostrzeżeni, że kiedy tylko usłyszę jeszcze jedno "A kiedy przyjdzie wujek", dzwonię do wujka i proszę go, żeby przełożył wizytę na kiedy indziej, bo nie będę go narażała na spotkanie z tak oszalałą widownią!!!&lt;br /&gt;Moje dzieci uciszyły się natychmiast.&lt;br /&gt;Po dziesięciu minutach ich skręcających wnętrzności starań i ćwiczenia samokontroli usłyszałam, jak Kuba szepcze do Karola:&lt;br /&gt; - Ciekawe, kiedy przyjdzie wujeeeeeeeek?&lt;br /&gt;Na co Karol zerknął na mnie trwożnie i uprzedzając moją reakcję wrzasnął rozpaczliwie:&lt;br /&gt; - MAMO! Nie słyszałaś, co tam Kuba bez sensu mamrotał DO SIEBIE, prawda? DO SIEBIE! I w ogóle mówił tak BARDZO niewyraźnie, prawda? Ja na przykład nic nie słyszałem...&lt;br /&gt;Zapewne to bardzo niepedagogiczne, ale obawiam się, że ryknęłam śmiechem, a mój brat całe szczęście niemal jednocześnie wysłał smsa z wieścią, że będzie za pół godziny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-8879061409877771485?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/8879061409877771485/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=8879061409877771485&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8879061409877771485'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8879061409877771485'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2011/03/kiedy-przyjdzie-wuuuuuujeeeeeeeeek.html' title='Kiedy przyjdzie wuuuuuujeeeeeeeeek?'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-4147421103780059536</id><published>2011-02-25T00:20:00.005+01:00</published><updated>2011-02-25T00:54:18.358+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rzeczy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przystosowanie społeczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szczęście'/><title type='text'>Czerwone, koniecznie</title><content type='html'>Przy całym moim, ekhem, uduchowionym podejściu do życia mam jednak kilka słabych punktów, jeśli idzie o pożądanie przedmiotów. &lt;br /&gt;Po pierwsze, oczywiście, są książki. Po drugie - przybory do rozmaitych działań artystycznych. A po trzecie - glany.&lt;br /&gt;Moje obecne martensy są już czwartą z kolei parą, jaką posiadam. Ich poprzedniczki zostały zdarte, wyłatane, zdarte, pozszywane i wreszcie zdarte na amen. Te są czerwone, wytłaczane w kwiatowy wzór - najpiękniejsze z nich wszystkich, przewspaniały prezent od Rodziców. &lt;br /&gt;Choć jednak są estetycznie uskrzydlające, nie to stanowi o ich największej wartości.&lt;br /&gt;Otóż są to buty Odmieniające Życie. Naprawdę. &lt;br /&gt;Na ogół jestem nieśmiałą, niepewną siebie i starającą się zajmować jak najmniej miejsca osobą. Ale w martensach - w tych butach na nogach mam ochotę iść metr nad ziemią, co przy moich gabarytach bez wątpienia byłoby efektowne; mam na twarzy uśmiech, w sercu radość życia, a w duszy determinację... &lt;br /&gt;No, prawie, ale tak bardzo prawie, jak to tylko dla mnie możliwe.&lt;br /&gt;W każdym razie to są bez wątpienia buty zwracające uwagę. Ludzie, których normalnie poważnie podejrzewam o to, że nie dostrzegają mnie, jakbym była bohaterem "Pachnidła" - nagle mnie widzą. Ba, załapałam się nawet na pierwsze w życiu typowe uwagi, daj im Panie Boże zdrowie, budowlańców robiących remont przy mojej pracy od mniej więcej pół roku (to znaczy nie ja, tylko martensy, ale akurat ten zaszczyt chętnie im oddeleguję). Nagle dostrzegło mnie kilka osób, które od kilku lat mijam w pracy, a nawet już zaprzestałam prób mówienia im "dzień dobry".&lt;br /&gt;Zabawne.&lt;br /&gt;Czerwone buty mają, oczywiście, całe tomy historii znaczącej i magicznej obecności w kulturze, więc właściwie nic dziwnego, że i moje dysponują cząstką tej mocy.&lt;br /&gt;Poważnie podejrzewam, że te kobiety, które mają po pięćdziesiąt par butów, mają ich tak wiele, bo nie wiedzą, która para zrobi im właśnie to: podkreśli, nada znaczenia, uskrzydli i rozbudzi. No... ja wiem.&lt;br /&gt;Chociaż, po namyśle, stwierdzam, ze na cieplejsze dni muszę sobie chyba nabyć takie czerwone, wysokie... niekoniecznie może Converse'y, bo z zawartości portfela jestem bibliotekarką, a nie licealistką, ale z pewnością "saving the world type"...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-4wfxuGfYeCY/TWbufZWSd0I/AAAAAAAAAlk/GC17Wa3qNrY/s1600/trampki.jpeg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 149px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-4wfxuGfYeCY/TWbufZWSd0I/AAAAAAAAAlk/GC17Wa3qNrY/s320/trampki.jpeg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5577407411692664642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-4147421103780059536?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/4147421103780059536/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=4147421103780059536&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4147421103780059536'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4147421103780059536'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2011/02/czerwone-koniecznie.html' title='Czerwone, koniecznie'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-4wfxuGfYeCY/TWbufZWSd0I/AAAAAAAAAlk/GC17Wa3qNrY/s72-c/trampki.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-5812063475363466005</id><published>2011-01-22T22:23:00.003+01:00</published><updated>2011-01-22T22:37:46.205+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zamyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wybory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przystosowanie społeczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imponderabilia'/><title type='text'>Przeloty</title><content type='html'>Źle mi się myśli, kiedy choruję, za to tendencje eskapistyczne zdecydowanie mi wówczas rozwijają się. Oglądam sobie z przyjemnością serial ("Doctor Who") i oto kolejny świat daje mi radosną alternatywną rzeczywistość.&lt;br /&gt;Myślę sobie czasami, że mogłabym prawdopodobnie (a przynajmniej bym to poważnie rozważyła) przenieść się do wnętrza własnej głowy na amen i na zawsze (na przykład ładując niezbędne elementy w jakiś słoik podłączony gdzie trzeba i porzucając bez żalu pozostałe flaki). Nie wydaje mi się, żebym odniosła jakieś szkody. Przynajmniej teoretycznie, oczywiście, bo znając ludzkość tymi słoikami zaraz zacząłby bawić się jakiś polityk, ideolog czy inny uszczęśliwiacz - a ja nawet mając pazury do drapania i nogi do kopania nie mam ochoty się do takich zbliżać, a co dopiero jako byt w słoiku.&lt;br /&gt;Dla kogoś, komu wartością najukochańszą jest Możliwość Odmowy Udziału, eskapizm jest oczywistym sposobem na życie. Zauważyłam już dawno, że nie mam absolutnie żadnego wpływu na tak zwany szerszy aspekt i jedyne, co być może uda mi się w życiu osiągnąć, to pozostawić nieco mniej beznadziejnym ten kawałek świata, do którego mogę sięgnąć ręką (podejrzewam, że to bardzo kobiecy punkt widzenia). To konstruktywne i realistyczne. Ale człowiek jednak tak ma, że chciałby gdzieś, coś, trochę bardziej i trochę prawdziwiej - a niemożność zrealizowania tego to pewne źródło frustracji i goryczy, jakie obserwuję w wielu, wielu bliskich mi, inteligentnych, twórczych ludziach. Rozumiem, że wielu ludzi znajduje w takiej sytuacji pocieszenie w wierze w życie wieczne - tymczasem mnie ten właśnie aspekt mojej wiary śmiertelnie przeraża. &lt;br /&gt;Jedyne bezpieczne miejsce jest we własnej głowie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-5812063475363466005?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/5812063475363466005/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=5812063475363466005&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5812063475363466005'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5812063475363466005'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2011/01/przeloty.html' title='Przeloty'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-6671243994316123289</id><published>2010-11-26T09:19:00.005+01:00</published><updated>2010-11-26T10:15:33.099+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szlag'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przystosowanie społeczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>Hurra na raz, dwa, trzy</title><content type='html'>Właściwie wiedza na temat funkcjonowania korporacji i dużych firm jest dość powszechna - ale to, czego się na ten temat dowiaduję, nie przestaje mnie zaskakiwać.&lt;br /&gt;Mój mąż miał w pracy rozmowę - z tego, co rozumiem, standardową - z ocenianiem, perspektywami i takimi innymi, typowe, korporacyjne ple ple. Co mną w tym absolutnie wstrząsnęło, i nim w zasadzie też, to fakt, że pojawił się wobec niego zarzut... ha, ja też w to nie mogę uwierzyć... marudzenia.&lt;br /&gt;Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że każdy szef, jak dobry tatuś, chciałby widzieć swoją trzódkę wesołą, ale trzeba też wiedzieć, jak w takiej przykładowej dużej firmie wygląda odprężanie i budzenie radosnego nastroju - na przykład co jakiś czas pracownicy znad monitorów pełnych poważnej treści rzucają się kredą... wróć, odstresowującymi piłeczkami. Można też stać się beneficjentem licznych "eventów", pośród których jest sporo fajnych i sensownych, ale są i imprezy integracyjne, o których kiedyś napiszę pewnie osobno (mam już z pięć stron własnych ataków spienionej wściekłości na ten temat zapisane na uboczu) i inne urągające inteligencji i spokojowi ducha przyjemności.&lt;br /&gt;Mój Mąż, człowiek porządny i życzliwy światu, nie jest jednakże (podobnie jak ja) skłonny do figli i bezpretensjonalnych rozrywek na żądanie publiczności, chyba że w towarzystwie dzieci w wieku przedszkolnym. Nie jest wesołym typem, i już.&lt;br /&gt;W związku z tym, żeby nie zostać negatywnie oceniony w pracy jako czynnik destrukcyjny dla entuzjastycznej i ogólnie radosnej atmosfery w zespole, musiał na zarzuty w rodzaju "no... bo mówią, że marudzisz jak jest brzydka pogoda... i że mówisz, kiedy coś nie działa" wyciągać różne konkretne sytuacje, kiedy występował w interesie kolegów czy koleżanek, pomagał innym i się angażował (a przecież nie po to tak robił, żeby się z jęzorem na wierzchu wykazywać aktami teamwork spirit, tylko z życzliwości, do cholery!).&lt;br /&gt;Natura zarzutów kierownictwa też była interesująca: żadnych faktów, tylko jakieś mgliste wrażenia, nie wiadomo przy tym czyje. Bronić się przed czymś takim nie sposób!&lt;br /&gt;Wywalczył sobie w końcu lepszą ocenę, ale dużo go to kosztowało nerwów. A ja głową kręcę i zastanawiam się, co ma jemu do komu - co wspólnego ma chęć do rzucania się piłeczkami na komendę z byciem profesjonalistą? &lt;br /&gt;Ale oczywiście dziwaczę i nie znam się na nowoczesnym zarządzaniu zespołem: przecież optymalnie zestrojony team na wejście kierownika tańczy kankana i beka w kanonie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/We8t_dsot8g?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/We8t_dsot8g?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-6671243994316123289?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/6671243994316123289/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=6671243994316123289&amp;isPopup=true' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6671243994316123289'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6671243994316123289'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/11/hurra-na-raz-dwa-trzy.html' title='Hurra na raz, dwa, trzy'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-8326674771224424560</id><published>2010-11-20T23:00:00.006+01:00</published><updated>2010-11-20T23:56:43.785+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szlag'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imponderabilia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Hieno, ustaw się</title><content type='html'>Doświadczyłam dzisiaj uczucia agresji tak niespodziewanego, że aż mam ochotę to opisać. Otóż mój Mąż... Nie, nie należy się bać... ma on w każdym razie całkiem przyjemny zbiór książek podróżniczych - z pięknej serii Bernardinum, z National Geographic i inne - ze szczególnym uwzględnieniem Cejrowskiego.&lt;br /&gt;Można Cejrowskiego lubić lub nie, ale moim zdaniem jego podróżnicze książki są po prostu szalenie ciekawe i inne, a o to wszak chodzi w książkach podróżniczych. Przyzwyczaił mnie też ten człowiek do czegoś, co może się u tak... barwnej osoby wydać zaskakujące: do szacunku, z jakim odnosi się on do napotkanych obcych kultur, a nawet - do dużej nieżyczliwości wobec typowej arogancji białego człowieka.&lt;br /&gt;Zacząwszy od takiego pułapu, sięgnęłam dzisiaj po &lt;a href="http://www.martynawojciechowska.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=68&amp;Itemid=63"&gt;książkę Martyny Wojciechowskiej&lt;/a&gt;, którą Mąż mój kupił sobie na targach niedawno i zaczęłam ją przeglądać.&lt;br /&gt;Łup.&lt;br /&gt;Mniej więcej po dziesięciu minutach krew mi po prostu dudniła za uszami i zduszając w ustach wściekłe mamrotanie udałam się do Pawła, żeby poinformować go, że to doprawdy przechodzi ludzkie pojęcie.&lt;br /&gt;Chodzi o to, że chyba nie sposób dobitniej udowodnić, że telewizja, że media w dużej mierze, są z natury swojej czymś poza jakąkolwiek moralnością, poza wszelkimi regułami, są same dla siebie systemem wartości i właściwie można je swobodnie zakwalifikować do osobistych wynalazków szatana. &lt;br /&gt;Podejrzewam, że Martyna Wojciechowska nie jest sama w sobie aroganckim, odrażająco ślepym stworzeniem. Przeciwnie, sprawia wrażenie dość miłej osoby, zainteresowanej bądź co bądź światem i ludźmi (mówię po lekturze książki, albowiem skądinąd znam ją jedynie z nazwiska i biogramu). Jednak opisywana przez nią wizyta w Etiopii roi się od wydarzeń, które chyba każdemu by ciśnienie podniosły. &lt;br /&gt;Jest wielka różnica między podróżnikiem a realizatorem programu, to oczywiste, ale nie potrafię pogodzić się z tym, że ta różnica celów potrafi tak całkowicie pozbawić ludzi wrażliwości na inność, delikatności uczuć, pokory wobec nieznanego, zrozumienia dla cudzej godności, dla tajemnicy, dla zastanego teatru kultury. Kiedy przeczytałam o tym, jak ekipa ustawiała sceny parzenia kawy... och. Ale naprawdę diabli mnie zaczęli brać, kiedy przeczytałam o hienach. Historia jest prosta: miejscowe tradycje "przebłagiwania" hien zostawianiem im pożywienia, facet, który w niezwykłym stylu karmi te zwierzęta padliną z ręki... Ciemność, lśniące w ciemności oczy hien - słowem, nastrój niemal misteryjny, z pewnością bardzo niezwykły. I w to wszystko ładuje się ekipa z telewizji. Przestawia faceta, dyryguje nim, oświetla teren, na środek pakuje swoją dziennikarkę - i hajda.&lt;br /&gt;O, mamo.&lt;br /&gt;I pomyślałam sobie, że coś jest niedobrze z instytucją, która tak bardzo odmienia świat, zamiast go pokazywać. Coś niedobrego jest w tym, że opisana przez Wojciechowską ekipa, ludzie przecież normalni, tak gładko wchodzą w rolę trybików machiny tak bezdusznej. &lt;br /&gt;Grupa Europejczyków z kamerami wkracza w inny świat i nie rejestruje go, a przekształca, nie odzwierciedla, a reżyseruje - choć rzekomo mieli opowiadać o tym obcym świecie takim, jaki on istnieje. Przecież to straszne nadużycie, arogancja, buta, kłamstwo!... &lt;br /&gt;Pewnie gadam truizmy, i jeszcze niezbornie, ale wciąż mi nie przeszło. Czytałam bowiem jednak dalej i byłam wściekła, i było mi bardzo nieswojo i wstyd, jak zawsze, kiedy dowiaduję się o kompromisie zbyt daleko idącym, o cenie zbyt wysokiej.&lt;br /&gt;Wojciechowska też wydaje się nie być zupełnie szczęśliwa, ale - jakby to powiedzieć... No, ja bym na coś takiego nie poszła, nawet gdybym miała zobaczyć jakiś piękny, egzotyczny kraj. Czułabym się wprost ohydnie. I już dość ohydnie czułam się czytając te opisy.&lt;br /&gt;Chciałabym przy tym być dobrze zrozumiana: nie jest tak, że mam coś przeciwko samej Wojciechowskiej. Mam natomiast bardzo wiele przeciwko demoralizującemu, choremu, zwyrodniałemu "etosowi" mediów. I serdecznie współczuję wszystkim realizatorom i autorom programów, zmuszonych zarabiać na życie w takich warunkach. Bez maseczek ochronnych.&lt;br /&gt;Żeby się wypowiadać rzetelnie o książce, powinnam ją zapewne przeczytać od deski do deski - ale chyba w tym wypadku jednak tego nie zrobię. Nadciśnienie - cichy zabójca.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-8326674771224424560?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/8326674771224424560/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=8326674771224424560&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8326674771224424560'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8326674771224424560'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/11/hieno-ustaw-sie.html' title='Hieno, ustaw się'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-1400531929933166628</id><published>2010-11-14T23:45:00.006+01:00</published><updated>2010-11-15T00:13:29.193+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zagadki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czułość bywa jak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zamyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metafizyyyyyka'/><title type='text'>Przebłysk</title><content type='html'>Jedną z bardziej wstrząsających rzeczy, na jakie się człowiek, dojrzewając, natyka, jest fakt, że nie on jeden ma Wielkie Myśli i Głębię Przeżyć. A potem, co jeszcze gorsze, że nie tylko on jeden nie dzieli się ze wszystkimi wszystkim, ale wszyscy nie  dzielą się też, i są, do diabła, jeszcze bardziej zagadkowi, niż on sam myślał, że jest. I tak dalej, i szok za szokiem, a im dalej, tym głębiej. Oczywiście, że się to wie, że tak powiem, intelektualnie: cóż, kiedy pewnego dnia nagle, zupełnym przypadkiem odkrywa się, że znany Ci dotychczas człowiek to tylko mały ząbek na powierzchni wody, a oto Twój Titanic wrąbał się właśnie w pozostałe dziewięćdziesiąt procent.&lt;br /&gt;Bardzo współczuję sobie nastoletniej, kiedy tak naprawdę naprawdę odkrywałam takie różności. Teraz przebłyski tego, co w ludziach tkwi głębiej, choć czasami bywają przerażające - nieodmiennie stanowią najciekawszą część moich kontaktów z żywymi ludźmi oraz z niektórymi postaciami literackimi. Zbieram je jak coś bardzo cennego, niezależnie od tego, czy trafiłam na nie przypadkiem, czy zostały mi powierzone, czy wreszcie - wmuszone.&lt;br /&gt;Dostałam książkę - tom poezji. Z tyłu wpisany jest wiersz, ręką poprzedniej właścicielki. Dość gwałtownie pokreślony. Nie spytam, czyj, ani dlaczego, ale już od lat myślę sobie o tym wierszu i czuję się, jakby przede mną była przepaść.&lt;br /&gt;Natrafiam na bloga bliskiej osoby, o którym nie wiedziałam, i czuję się, jakby przede mną była przepaść.&lt;br /&gt;Widzę u kogoś, kogo - wydawałoby się - tak dobrze znam, zupełnie zdumiewającą wizytówkę i spoglądam na tego kogoś zupełnie na nowo i czuję się, jakby przede mną była przepaść.&lt;br /&gt;Mówię coś zdawkowego i absolutnie niewinnego, a nagle mój rozmówca płacze, i nie wiem, za co przepraszam, i czuję się, jakby przede mną była przepaść.&lt;br /&gt;Na stronie przyjaciółki zawisa pewnego dnia to zdjęcie i czuję się, jakby przede mną była przepaść.&lt;br /&gt;A w końcu bez tego nic nie miałoby sensu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-1400531929933166628?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/1400531929933166628/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=1400531929933166628&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1400531929933166628'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1400531929933166628'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/11/zagladam-ci-w-oczy.html' title='Przebłysk'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-3518004322470345334</id><published>2010-10-26T00:43:00.004+02:00</published><updated>2010-10-26T01:23:01.052+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><title type='text'>Niestare były rączki...</title><content type='html'>Jarzyny na zupę powędrowały do garnka bez przeszkód, przyprawiłam więc wszystko i nawet zrobiłam wstępny porządek - a z małego pokoju wciąż nie dobiegały żadne niepokojące dźwięki i wciąż widziałam dwa tyłeczki moich synów wypięte na mnie znad jakiejś najwyraźniej poważnej pracy.&lt;br /&gt;Powiesiłam pranie i znów zajrzałam do nich... Ha! Ani drgnęli.&lt;br /&gt; - Co tam rysujecie? - spytałam z zaciekawieniem, na co Karol odparł gwałtownie, że nic takiego, a Kuba rzucił się zasłaniać z okrzykiem, że niegotowe.&lt;br /&gt;Po kilku chwilach i paru moich coraz bardziej zaintrygowanych spojrzeniach, Lolek udzielił mi niechętnego objaśnienia:&lt;br /&gt; - Nie rysujemy, tylko piszemy.&lt;br /&gt;Nie wytrzymałam:&lt;br /&gt; - Ale co piszecie, i to tak długo?&lt;br /&gt;Na co Kuba też już nie wytrzymał, złapał kartkę i zaczął pędzić do mnie, zatem poddał się i Karol, i odparł z powagą:&lt;br /&gt; - "Pana Tadeusza".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-3518004322470345334?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/3518004322470345334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=3518004322470345334&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3518004322470345334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3518004322470345334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/10/niestare-byy-raczki.html' title='Niestare były rączki...'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-8318778980700548836</id><published>2010-10-14T22:26:00.001+02:00</published><updated>2010-10-14T22:26:00.194+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozmowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kuba'/><title type='text'>Stronnictwo Bohuna</title><content type='html'>Rzecz wzięła się od muzyki do "Ogniem i mieczem", na którą trafiliśmy, przeszukując YouTube pod kątem motywów ukraińskich - mamy takie różne fazy: na folklor, na jazz, na musicale, na domino - różne rzeczy. Synowie moi, zaintrygowani dość akurat lirycznym wideo do któregoś kawałka, zażyczyli sobie streszczenia fabuły tego całego "Ogniem i mieczem" (co uczyniłam nadzwyczaj powściągliwie, albowiem Sienkiewicz jak wiadomo absolutnie nie nadaje się dla dzieci, chyba, że ktoś wieńce z głów dziatek i ciągnące się jelita uważa za właściwe tło wychowawcze). &lt;br /&gt;No i usypiałam sobie czas jakiś później Kubę śpiewając mu "Hej, sokoły" w wersji chillout, kiedy moje trzyletnie niewiniątko powiedziało z westchnieniem:&lt;br /&gt; - A Bohun kochał tę dziewczynę, prawda?&lt;br /&gt; - Prawda - odpowiedziałam.&lt;br /&gt;Kuba zamilkł i zamyślił się.&lt;br /&gt; - A ona jego nie.&lt;br /&gt; - Ona jego nie. Helena kochała kogoś innego, Skrzetuskiego.&lt;br /&gt; - To Bohun nie mógł jej przytulać, prawda?&lt;br /&gt; - Skoro nie chciała, to nie powinien - potwierdziłam, lekko zaniepokojona wyrazem zadumy na twarzy mojego synka.&lt;br /&gt; - E tam, tak trochę poprzytulać to chyba można - Kuba na to, sondująco.&lt;br /&gt; - No, jeśli ktoś nie chce, to się nie powinno. A Helena nie chciała.&lt;br /&gt;Kuba znowu chwilę milczał i miałam już nadzieję, że zasypia.&lt;br /&gt; - Mógłby ktoś przecież mu ją przytrzymać, to wtedy by mógł &lt;span style="font-style:italic;"&gt;bezpiecznie &lt;/span&gt;przytulić. Albo co - wymruczał w końcu z wyraźną dezaprobatą dla wszelkiego frajerstwa.&lt;br /&gt;I zasnął.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-8318778980700548836?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/8318778980700548836/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=8318778980700548836&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8318778980700548836'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8318778980700548836'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/10/stronnictwo-bohuna.html' title='Stronnictwo Bohuna'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-4676118795476311120</id><published>2010-10-08T21:46:00.007+02:00</published><updated>2010-10-08T22:24:40.151+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czułość bywa jak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieciństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='baśnie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Karol'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kuba'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imponderabilia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miłość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Mieszkańcy prześwietnego miasta Staraszafa</title><content type='html'>Od dziecka uwielbiam "Opowieści z Narnii" Lewisa. Jak dziś pamiętam pierwszy raz, kiedy czytałam "Wędrowca do Świtu", pierwszą książkę z serii, jaka wpadła mi w ręce. Do dzisiaj najbardziej lubię ten właśnie tom, ale właściwie najbardziej uwielbiam po prostu wziąć swoje dwutomowe wydanie, piękny prezent od Męża, i jechać od początku do końca. Mniej więcej raz do roku. &lt;br /&gt;Wychodziłoby na to, że znam "Opowieści..." od około dwudziestu lat, więc mniej więcej tyle razy je czytałam. &lt;br /&gt;Nie spieszyłam się jednak z czytaniem dzieciom o Narnii, uważając, że mogą spokojnie poczekać, jeden i drugi.&lt;br /&gt;A tu dowiedziałam się, że w przedszkolu pani czyta grupie Karola "Lwa, czarownicę i starą szafę"! Ponieważ w porze czytania Karol bywał już w domu, a usłyszawszy przypadkowy odcinek namiętnie się dopraszał, żeby mu przeczytać od początku, zaryzykowałam i zaczęłam lekturę. Ha!&lt;br /&gt;Czytaliśmy jak zwykle, na zmianę: każdego dnia najpierw trochę ja, a potem, kiedy Kuba już usypiał, Karol sam sobie po cichutku. Później Kuba kazał sobie czytać najciekawsze kawałki z tego, co go ominęło (Kuba szczególnie sobie upodobał sceny z udziałem Piotra Pevensie, podczas gdy Karol polubił zwłaszcza Łucję).&lt;br /&gt;Trzeba było zobaczyć Karola, błagającego, żeby nie wychodzić jeszcze do przedszkola, bo on czyta (został ułagodzony obietnicą, że poprosimy panią wychowawczynię, żeby mu pożyczyła jeszcze przed zajęciami egzemplarz przedszkolny).&lt;br /&gt;Dzisiaj właśnie skończyliśmy pierwszy tom. OBAJ chłopcy siedzieli koło mnie jak trusie przez GODZINĘ - zasłuchani, zamyśleni, podekscytowani - aż do ostatnich wyrazów. Ostatnie dwa rozdziały przeczytałam im w drugiej sesyjce, tuż przed spaniem, dwie godziny temu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głośne czytanie ma w mojej rodzinie wspaniałe tradycje. Całe dzieciństwo i lata młodzieżowe miałam zaszczyt i szczęście być słuchaczem lektorskich sesji mojego Ojca. Tata czyta z pasją i talentem: czy to "Władca Pierścieni", czy przygody Paddingtona, nie można wprost oprzeć się temu, co człowiek ten wyczynia z książkami. Z czułością wspominamy w rodzinie scenki (liczne), kiedy Ojciec czytał Wojtkowi Paddingtona właśnie, a my, z różnych zakątków mieszkania, wołałyśmy jedna przez drugą: Głośniej tam, głośniej! Uśmiecham się, kiedy słyszę w głowie zapamiętane, charakterystyczne chrząknięcie Taty i widzę ten charakterystyczny gest wygładzania kartek, które zapowiadały kolejną wspaniałą godzinę słuchania.&lt;br /&gt;No cóż: zhańbiłabym rodzinę, gdybym tak pielęgnowanej tradycji nie próbowała nieść dalej przez pokolenia. I na razie wygląda, że jest nieźle. Tak: widzieć ten cudowny, inteligentny blask w oczach dzieci, kiedy historia rozwija się przed nimi - ach, to coś, dla czego warto znosić te wszystkie śmiertelnie nudne rzeczy w rodzaju obszywania spodni, akcji Kindersztuba Ogólna i przypominania o myciu zębów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - Kotek, do spania - mówię Karolowi. - Patrz, Kuba już śpi; chodź, pośpiewam Ci jeszcze na dobranoc.&lt;br /&gt; - Nnno dobra - zgadza się z ociąganiem moje dziecko i pedantycznie zakłada książkę starannie poskładaną kartką (znana mi dobrze strategia pod tytułem Im Dłużej Robisz Zakładkę, Tym Więcej Jeszcze Przeczytasz Kątem Oka). - Ale masz mi dzisiaj zaśpiewać też same piosenki z książek.&lt;br /&gt;Co też uczyniłam, wysilając maniakalnie wymęczony już o tej porze mózg, by jakoś dobrać zestaw piosenek do co lepszej literatury.&lt;br /&gt;Nie odmawia się takiej prośbie mieszkańca prześwietnego miasta Staraszafa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-4676118795476311120?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/4676118795476311120/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=4676118795476311120&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4676118795476311120'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4676118795476311120'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/10/mieszkancy-przeswietnego-miasta.html' title='Mieszkańcy prześwietnego miasta Staraszafa'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-4426449548058252144</id><published>2010-09-21T22:39:00.005+02:00</published><updated>2010-09-22T01:28:21.789+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozmowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sztuka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozwój'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='inteligencja'/><title type='text'>Bagnety, bociany i herezje</title><content type='html'>Moi synowie jako zespół są obecnie w wieku, który sporo od rodzica wymaga, ale już nie w sprawach podstawowych w rodzaju kompletowania skarpetek, ale sprawach podstawowych w rodzaju głębszych myśli i złożonych uczuć.&lt;br /&gt;Kuba, który powolutku lecz dzielnie adaptuje się do życia przedszkolnego, chwilowo potrzebuje ode mnie przede wszystkim czułości, historyjek, piosenek i gotowości na złagodzenie skutków kolejnej dzikiej eskapady. Jest nieopisanie wprost męski. Odważny, pogodny i pełen wdzięku. Bystry, śmiały i zmysłowy. Czuły.&lt;br /&gt;Karol znów, entuzjastyczny i wrażliwy, mądry i nieprzytomnie zachłanny wiedzy o świecie, wprawia mnie często w duże zakłopotanie, zmusza do myślenia, porządkowania wiedzy, przypominania sobie faktów i poszukiwania nieznanych odpowiedzi. &lt;br /&gt;Przedwczoraj w Sukiennicach widać to było bardzo fajnie: Kuba cieszył się, kiedy można było gdzieś zajrzeć, z czymś wejść w interakcję, czegoś dotknąć, doświadczyć i ogólnie zmusić coś do współpracy. Oczywiście, niektóre próby, na przykład macania brązu lub rzucania się na obrazy przedstawiające konie czy bociany, przyjmowane były przez personel jakoś tak nerwowo, więc Paweł zmuszony był poświęcić się całkowicie podejrzliwemu obserwowaniu swojego młodszego syna i wciąż musiał temu czy owemu zapobiegać, rzucając się szczupakiem między ludzi.&lt;br /&gt;Ja zaś asystowałam starszemu, który w towarzystwie przewodniczki z pasją analizował, przyglądał się i kombinował na całego. Interesowały go, na przykład, techniczne zagadnienia malarskie (farby, rodzaje pociągnięcia pędzla, sygnatury, sposoby przedstawienia realistycznych tekstur). Ciągle znajdował odniesienia do posiadanej już wiedzy: "Wieczór nad Sekwaną" Gierymskiego bez trudu i interesująco porównał ze znanym sobie z książki o Linnei malarstwem Moneta, a mój ulubiony "Wschód księżyca" Stanisława Masłowskiego przypomniał mu nasze rozmowy o księżycach i ich zachowaniach. Na "Kościuszce pod Racławicami" natychmiast wyszukał znajome (ech) rodzaje broni, a samego Kościuszkę rozpoznał bezbłędnie - z pomnika na Wawelu. &lt;br /&gt;Bardzo ciekawie się obserwowało ich obu w tym muzeum (choć Kuba ewidentnie ma jeszcze czas na takie rozrywki; odnowione czy nie, Muzeum Narodowe jest jednak dość tradycyjne).&lt;br /&gt;Zresztą, zawsze ich lubię obserwować. Nawet - zwłaszcza wtedy, kiedy Karol nie odpuszcza i męczy:&lt;br /&gt; - Maaaaamo, jestem starszy od Kuby, ja nie chcę iść spać, chcę czytać! (a kiedy mu pozwalam, i przychodzę dwadzieścia minut potem, on jest już siedem stron dalej).&lt;br /&gt;Nawet - zwłaszcza wtedy, kiedy Kuba patrzy mi w oczy i mówi z przekonaniem:&lt;br /&gt; - Zapewniam cię, mamo, że to ja mam rację.&lt;br /&gt;Nawet - zwłaszcza wtedy, kiedy Karol pyta mnie, dlaczego Bóg nie zrobi czegoś z wojnami, albo kiedy Kuba tłumaczy mi, że śniło mu się, że nie poszedł do przedszkola, tylko, mamusiu, budowałem długie tory dla samochodów ze wszystkich materaców i czy ty musisz dzisiaj koniecznie iść do pracyyyy?&lt;br /&gt;I szczególnie wtedy, kiedy wieczorem, śpiewając dajmy na to, "Na Wojtusia z popielnika" rejestruję zamknięte oczy i sympatyczne fufanie i ściszam śpiew, tylko po to, by usłyszeć nieprzytomny głos, dajmy na to, Karola, który pyta, przykładowo:&lt;br /&gt; - Czy na chatce z masła dach kładzie się z kiełbasy, czy może być wegetariański?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-4426449548058252144?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/4426449548058252144/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=4426449548058252144&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4426449548058252144'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4426449548058252144'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/09/bagnety-bociany-i-herezje.html' title='Bagnety, bociany i herezje'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-417921004897990715</id><published>2010-08-27T20:34:00.007+02:00</published><updated>2010-09-01T10:31:40.221+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tolerancja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dobrzy ludzie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imponderabilia'/><title type='text'>Tolerancja polowa</title><content type='html'>Wakacje nam się udały - nawet bardzo. Zwiedziliśmy całkiem spory kawałek Polski i tłukliśmy się po zupełnie nieprawdopodobnych drogach, pieszo i autem, które musiało między innymi przejeżdżać rzeki i wyprzedzać sarny. Opla naszego niniejszym przepraszam z całego serca.&lt;br /&gt;Zwróciłam przy tym z wielką przyjemnością uwagę na fakt, że świat pełen jest interesujących ludzi, nawet tam - a może przede wszystkim tam - gdzie dużo ich nie ma.&lt;br /&gt;Są też - dawno przeze mnie nie widziani - zwykli ludzie. I, żeby było zabawniej, to oni zaskoczyli mnie najbardziej.&lt;br /&gt;Na zwykłych ludzi paskudnie się nadaje. Są uważani za ciemnych prymitywów, nietolerancyjnych fanatyków i w ogóle wyjącą tłuszczę. Jakże niesłusznie! W czasie tych wakacji po raz kolejny zaobserwowałam, że owszem, wśród zwykłych ludzi panuje coś takiego, jak tolerancja. Uważam, że WSZYSCY aktywiści, niezależnie od swojej przynależności ideologicznej, są siebie warci - odmawiają innym prawa do własnego zdania i życia po swojemu. Jedni drugich nazywają ciemnymi moherami, farbowanymi Polakami, wstrętnymi pedałami i heteryckimi świniami, i co tam jeszcze, i wszyscy są przekonani, że są ostatnią redutą zalewaną przez zatrute zgniłymi miazmatami masy.&lt;br /&gt;A tymczasem masy są, powiedziałabym, zupełnie inne.&lt;br /&gt;Składają się w dużej mierze z ludzi, którym to wszystko zwisa. Następnie zaś można zaobserwować zdumiewająco dużą grupę zupełnie, zdawałoby się, prostych ludzi, którzy są zupełnie po prostu życzliwie lub mniej życzliwie tolerancyjni.&lt;br /&gt;Zgadało się tak przy ognisku z gospodarzami w agroturystyce o kimś tam, kto kupował dom w okolicy: że z miasta przyjechali, że para. Nie małżeństwo i do kościoła nie chodzili, ale wie pani, każdy niech sobie po swojemu żyje, a ona bardzo miła była, on taki trochę bardziej z daleka, ale dobrzy byli sąsiedzi.&lt;br /&gt;W wiejskim sklepie pani w średnim wieku rozmawia z panem w średnim wieku. Jedno za PO, jedno za PiSem. Jakieś sprzeczki, jakieś spięcia? A skąd. Spokojnie kiwają głowami nad różnymi dziwnościami polityków. &lt;br /&gt; - Ludzie, proszę pani, to różni są - opowiada mi gospodyni. - Jak się z kimś ma złe doświadczenia, to nic dziwnego, że człowiek nieufny, ale jeśli kogoś nie znam, to co ja mam przeciwko niemu mieć?&lt;br /&gt;Doprawdy.&lt;br /&gt;Moja refleksja wakacyjna w każdym razie jest taka, że wiele niedobrego między ludźmi bierze się niekoniecznie z faktycznych problemów między nimi, ale stąd, że czerpią oni obraz świata i wzorce zachowań z tego, co zobaczą już przetworzone. Przede wszystkim w mediach - to wcale nie jest proste powiedzieć sobie "no cóż, dziennikarze muszą pokazywać rzeczy wyraziste, co wcale nie znaczy, że reprezentatywne". Poza tym uogólnienie jest rzeczą bardzo trudną i sztucznie narzucone komuś, kto na co dzień ma przed sobą głównie konkretnych ludzi i konkretne sytuacje, może zadziałać niszcząco. Postawcie archetypicznego zwykłego człowieka przed kontrowersyjną sytuacją i  dajcie mu zareagować odruchowo - najpierw się przeżegna, a potem będzie zaciekawiony. Chyba, że pojawi się jakiś archetypiczny manipulant i zacznie mu robić taką czy inną wodę z mózgu, zamiast rozmawiać normalnie i z szacunkiem.&lt;br /&gt;Ale może ja jakichś innych zwykłych ludzi spotykam, czy co :)&lt;br /&gt;Chciałabym, żeby przestało się tak paskudnie stereotypowo myśleć o przeciętnych, banalnych ludziach z Nikąd Specjalnąd; tak, jakby z założenia musieli być źli, uprzedzeni i nieżyczliwi. Pewnie, że bywają wśród nich różne niesympatyczne typy, ale powiedzmy sobie - jednak statystycznie mniej, niż wśród ideologów i aktywistów politycznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zwykle chaotycznie i w związku z tym spodziewam się nieporozumień i okrzyków oburzenia, ale w razie czego objaśnię, co niejasne, i już poślę tego posta, bo mnie Mama udusi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-417921004897990715?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/417921004897990715/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=417921004897990715&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/417921004897990715'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/417921004897990715'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/08/tolerancja-polowa.html' title='Tolerancja polowa'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-1456973567106852585</id><published>2010-08-04T00:16:00.003+02:00</published><updated>2010-08-04T00:34:57.724+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Warszawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże'/><title type='text'>Frywolne myśli prowincjuszki</title><content type='html'>Mrugam z wakacji, ale jeszcze nie o wakacjach.&lt;br /&gt;W Warszawie będąc, z okazji chrztu mojego uroczego siostrzeńca, porozglądaliśmy się również to tu, to tam po mieście. I nie chce być inaczej - muszę się zdefiniować jako prowincjuszka. &lt;br /&gt;Od zawsze uważam, że proporcje Warszawy są zupełnie nie dla ludzi, a na pewno nie dla nieuodpornionych. Co mi przyjdzie z tego, że znajdę w stolicy jakieś miłe miejsce, skoro aby do niego dojść - muszę prawdopodobnie przemierzyć przejście dla pieszych niewiele węższe od Błoni? Te kolosalne budynki urzędowe (właśnie dopiero co moje przerażone oczy zarejestrowały budynek NBP)... To centrum, jak z przeproszeniem La Défense... Nawet domy mieszkalne wydają mi się jakieś takie dla olbrzymów. Muszę się zapuścić, powiedzmy, w okolice skweru Sue Ryder albo w jakieś podobne miejsce (wygląda tam mniej więcej tak, jakby ktoś ścieśnił i rozdął budynki starego osiedla oficerskiego w Krakowie), żeby troszkę złapać oddech.&lt;br /&gt;Nie, żebym miała do Warszawy jakieś pretensje - to nadzwyczaj interesujące miasto o fascynującej historii i pełne ciekawych ludzi (serdecznie pozdrawiam), i w ogóle ma wiele zalet dla człowieka zainteresowanego byciem zainteresowanym. Ale dla mnie, która rozpacza nad każdym wielkomiejskim rozwiązaniem architektonicznym, jakich ostatnio pełno w Krakowie, ogrom stołecznych proporcji jest zupełnie po prostu przytłaczający.&lt;br /&gt;I wszystko można by na tej prostej informacji zakończyć, gdyby nie fakt, że gdzieś w otchłaniach nieświadomości pałęta mi się myśl: o, kochaaaana... ale ta Warszawa, pomyśl, o ile rozmiarów jest od ciebie większa...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-1456973567106852585?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/1456973567106852585/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=1456973567106852585&amp;isPopup=true' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1456973567106852585'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1456973567106852585'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/08/frywolne-mysli-prowincjuszki.html' title='Frywolne myśli prowincjuszki'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-4204915792791464833</id><published>2010-07-26T23:05:00.003+02:00</published><updated>2010-07-26T23:28:14.188+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='braterstwo broni'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chichoty'/><title type='text'>Robocika</title><content type='html'>Spędziłam niedawno wiele pogodnych chwil w kolejkach do lekarzy, z okazji badań okresowych do pracy. Był makabryczny upał, a poczekalnie bywają całkiem chłodne. Miałam ze sobą dużo wody, empetrójka, notes i ołówki, książkę - więc absolutnie wyluzowana odsiadywałam swoje. Zabrałam się za szkicowanie byle czego w notesie - jakieś ścianki w perspektywie i nieokreślone postaci, ale wyglądało może nawet i tak kosmicznie, ja wiem?&lt;br /&gt; - Pani rysuje ilustracje do science fiction? - spytał z zaangażowaniem pan z prawej, z grubsza mój równolatek. - Nie widziałem jeszcze, żeby kobieta rysowała coś do sci-fi.&lt;br /&gt;Wyjaśniłam grzecznie, że właściwie sama nie wiem, co sobie rysuję, a za to internet roi się od adresów, pod którymi można zobaczyć, że kobiety i owszem, malują, rysują i rzeźbią do licha i trochę w pożądanej przez mojego rozmówcę stylistyce. &lt;br /&gt;Nastąpiła dość miła konwersacja, która upewniła mnie, że mam przed sobą amatora raczej Gwiezdnych Wojen, niż nękania bab spotkanych w kolejce do rejestracji. Po czym pan jakby się spłoszył i spytał, trochę bardziej niepewnie, niż go mogło uprawniać moje, przyznaję, że powściągliwe, zachowanie:&lt;br /&gt; - A czy mogłaby pani... narysować dla mnie... takiego robota?...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-4204915792791464833?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/4204915792791464833/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=4204915792791464833&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4204915792791464833'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4204915792791464833'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/07/robocika.html' title='Robocika'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-1578014405817264615</id><published>2010-07-06T20:42:00.004+02:00</published><updated>2010-07-06T21:13:19.158+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wybory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wysokie C'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przystosowanie społeczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imponderabilia'/><title type='text'>Nie</title><content type='html'>Wybory były znowu; i znowu miałam wrażenie, że odbywa się teatr jakiś. Od zawsze podchodzę do głosowań solidnie i uczciwie. Czytam te programy, no czytam, a nawet guglam nazwiska, jeśli mi niewiele mówią i w ogóle się staram, choć nie mam poczucia, że demokracja ma cokolwiek wspólnego z reprezentowaniem &lt;span style="font-style:italic;"&gt;mnie&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Chodzę jednak na wybory skrupulatnie (ominęłam może jedne od uzyskania pełnoletniości). Trzeba przyznać,że stosunkowo najbardziej z przekonania idę wybierać wszelkie władze samorządowe i lokalne. Ordynacja, jaką się cieszą polscy wyborcy, nieco zaćmiewa mi wszakże naturalną radość i uniesienie płynące z wyborów parlamentarnych. A wybory prezydenckie są już naprawdę bardzo przykre. &lt;br /&gt;Jeszcze mi się nie zdarzyły, mianowicie, takie, żebym mogła zagłosować na swojego kandydata. Zawsze najpóźniej w drugiej turze staję przed kuszącą możliwością wyboru mniejszego zła (a propos mniejszego zła, jeśli ktoś nie zna: &lt;a href="http://wybierz-wieksze-zlo.pl/index.php"&gt;Większe Zło&lt;/a&gt;). Coś zaś bardzo radykalnie powstrzymuje mnie przed głosowaniem w ten sposób, zaraz wyjaśnię dlaczego.&lt;br /&gt;Wypracowałam sobie zatem metodę, którą stosuję z powodzeniem od dawna. Pozostawiając mój głos nieważnym, dopisuję "Dopełniam obywatelskiego obowiązku biorąc udział w wyborach prezydenckich, czynię to jednak dlatego, by zdeklarować, że żaden z powyższych kandydatów nie wydaje mi się wart mojego głosu".&lt;br /&gt;I nie mam najmniejszego zamiaru się wstydzić.&lt;br /&gt;Albowiem uważam, że ustrój demokratyczny, totalny i wszechogarniający, pozwala na bardzo niewiele furtek dla indywidualistów i dziwolągów, każąc im zachowywać się &lt;span style="font-style:italic;"&gt;rozsądnie i robić to, co wszyscy&lt;/span&gt;. Jedną z tych nielicznych furtek jest możliwość oddania nieważnego głosu w wyborach prezydenckich. Jest to dla mnie, która jako zdeklarowana dziwaczka nie lubię być zmuszana ani manipulowana, wielka ulga i może jedyne, co mi pozwala znieść ochlokratyczne tendencje naszego najlepszego z ustrojów.&lt;br /&gt;Słyszę często argument, że nie głosując na tego Mniej Obrzydliwego Typa powoduję, że większe szanse ma Bardziej Obrzydliwy Typ... Tylko, że moi rozmówcy jakoś nie biorą pod uwagę, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;dla mnie&lt;/span&gt; wybór jest między dwoma Z Grubsza Równie Obrzydliwymi Typami i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;mnie&lt;/span&gt; jest doprawdy wszystko jedno, który z nich będzie kompromitował mój kraj.&lt;br /&gt;Zaraz pewnie usłyszę, że mam egocentryczny pogląd na demokrację... odpowiem, że chyba nie o to chodzi w demokracji, żeby w imię jakiegoś mgliście w tym wypadku pojętego powszechnego dobra kłamać, udawać i się przemagać do zrobienia rzeczy niesłusznych. Jeśli demokracja ma mieć, moim zdaniem, jakiś sens, musi być - MUSI - systemem uczącym i doskonalącym swoich obywateli. Jeśli tego nie robi, jest ustrojem degradującym i upadlającym! Ergo, w demokracji absolutnie nie wolno działać na zasadzie mniejszego zła! Dlatego właśnie, że w ten sposób czyni się z demokracji tę ochlokrację...&lt;br /&gt;Jest to, być może, pogląd skrajnie idealistyczny. Nawet ja sama miałam w burzliwej wczesnej młodości okazję podpatrzeć politykę od zaplecza i przyświadczam, że idealistów to tam najmniej potrzeba, chyba do roli użytecznych idiotów. Całe szczęście jednak nie jestem politykiem, tylko wyborcą. Mam nadzieję, że mam prawo do własnej, idealnej wizji ustroju, do jakiegoś świetlanego celu. I mam nadzieję, że mój nieważny głos, paradoksalnie, może być jedną z iskierek, które się złożą na jakieś światełko. Że mój nieważny głos mówi, ba, krzyczy: nie, nie muszę udzielać wam poparcia, nie muszę się koniecznie opowiadać za jednym z was, nikt mnie nie może zmusić do powiedzenia "tak", kiedy chcę powiedzieć "nie".&lt;br /&gt;Nie - to najważniejsze słowo z całej demokracji, jej papierek lakmusowy i egzamin maturalny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-1578014405817264615?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/1578014405817264615/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=1578014405817264615&amp;isPopup=true' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1578014405817264615'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1578014405817264615'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/07/nie.html' title='Nie'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-3125345496170004774</id><published>2010-06-03T22:41:00.003+02:00</published><updated>2010-06-03T22:54:02.237+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zachwyty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miłość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Gorączka czytelnicza</title><content type='html'>Zdarza mi się krążyć po mieszkaniu jak lew po klatce, wyciągać przypadkowe tomy Pratchetta, wracać do "Dumy i uprzedzenia" po raz siedemset tysięcy siedemdziesiąty ósmy i ciskać tym draństwem, bo przecież nie to chciałam przeczytać; no gdzie jest ta książka, w której mogłabym zatonąć, gdzie jest to grube, rozkoszne tomiszcze, które może do torebki się i nie zmieści, ale na brzeg wanny już tak? No gdzie jest ta literatura, co mi będzie supernową, gdzie ta, co będzie toporem na zamarznięte morze kapusty i prania w mojej głowie? (wolna interpretacja cytatu z Kafki)&lt;br /&gt;Ach, kiedy już człowiek znajdzie wtedy odpowiednią lekturę i zanurzy się w niej, jest jak ktoś, kto przebył Kalahari i na jej brzegu odkrył park wodny.&lt;br /&gt;Właśnie tak pochłaniam bardzo gruby tom (minęłam pięćsetną stronę, a tu nawet połowy nie ma, ach, ach!) i chodzę z nim między domem a ogrodem; gotuję nad nim; czytam znad niego dzieciom ich książeczki; sprzątam mając go wygodnie otwartego na trasach, którymi przenoszę różne rzeczy; kąpię się z nim; no, spać jeszcze nie zdążyłam; nawet przy komputerze mi leży, nawet kwiatki sadziłam z tą książką rozłożoną z boczku -&lt;br /&gt;I tak to kolejny świat, i rozwija się kolejne moje życie; miłość, gorączka, nieustająca eksplozja w umyśle.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-3125345496170004774?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/3125345496170004774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=3125345496170004774&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3125345496170004774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3125345496170004774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/06/goraczka-czytelnicza.html' title='Gorączka czytelnicza'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-6011973583920694390</id><published>2010-05-11T21:50:00.005+02:00</published><updated>2010-05-12T01:36:31.089+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='baśnie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='iluminacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zachwyty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szczęście'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chichoty'/><title type='text'>Saj faj end aj</title><content type='html'>Mimo, że od dzieciństwa czytałam całkiem sporo, niemal nie zetknęłam się z fantastyką naukową w najogólniejszym choćby sensie. Jedyne, co solennie i z zainteresowaniem czytałam, to powieści Lema. Pamiętam dobrze, jak zostałam sama w domu (mając lat może z dziesięć) i czytałam "Niezwyciężonego", tak potwornie przerażona, że siedziałam za szafką pod parapetem, żeby na pewno nic znikąd na mnie nie mogło wyskoczyć, no, ale czytałam dalej.&lt;br /&gt;Nawet bardzo lubiany Lem nie zrobi jednak za człowieka wszystkiego. Nie mając telewizora nie miałam też okazji zażyć sci-fi w jej wizualnej postaci. Nietrudno się domyślić, że mój wrodzony eskapizm, marzycielstwo i ogólne niezainteresowanie rzeczywistością musiały spotkać się zatem z fantasy, via Tolkien. Okazjonalnie wdeptywałam w urban fantasy, co jest pewnym fiknięciem w stronę przyszłości. I tak mi zostało na długie lata, aż do tego roku.&lt;br /&gt;Namówiona przez Pewną Współbibliotekarkę zapoznałam się bowiem z fenomenem Star Treka i zupełnie dla siebie niespodziewanie wpadłam po uszy. Naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego. Nigdy mnie nie interesowały te wszystkie statki kosmiczne, technologie przyszłości, odległe galaktyki i co jeszcze. O wiele barwniejsze Gwiezdne Wojny oglądałam z wielką przyjemnością, ale dość mi jednak daleko do bycia fanką. Tymczasem Star Trek coś mi takiego w mózgu uruchomił, że sama nie wiem kiedy, a już nawet synów zaraziłam. Nie mam jakichś wielkich wyrzutów sumienia, albowiem przesłanie Star Treka jest w zasadzie prawidłowe, a piękne i powolne sekwencje ukazujące statki kosmiczne - całkiem stosowne dla młodego wieku. Niemniej jednak zarobiłam już pewną ilość oszołomionych spojrzeń ze strony niewinnych obserwatorów, którzy zetknęli się ze mną, zmierzającą z synami na planetę osiołkową (przy stajni w Sierczy mieszka osiołek, którego odwiedzamy w drodze z przedszkola) lub do Przedszkolnej Bazy Gwiezdnej. Z prędkością warp 4.&lt;br /&gt;Ja sama mam dziką frajdę oglądając stare seriale, albowiem liczne nawiązania literackie i ogólnokulturowe, cytaty, przerażające (a do tego nieco autoironiczne) aktorstwo, przezabawna muzyka, autentycznie moralny wydźwięk przesłania, ewidentne braki w budżecie oraz kompletnie szalone, natchnione i naprawdę nie wiem, przy paleniu czego wymyślone pomysły scenarzystów czynią z tego wszystkiego prawdziwie odjechaną rozrywkę.&lt;br /&gt;A czy ktoś ma pojęcie, jak świetnie się buduje statki kosmiczne Federacji z klocków lego?&lt;br /&gt;Albo ile można dziecku astronomii przyswoić przy okazji? Musiałam sobie zresztą, o ja nieszczęśliwa, przypomnieć sporo fizyki z astronomią, bo otrzymuję ostatnio pytania w rodzaju: mamoooo, a co to jest orbita? W najlepszym wypadku.&lt;br /&gt;Ale najlepsze ze wszystkiego jest to, że grzęznąc w Star Treku nie muszę wcale rezygnować z tego, co we wszelkiej fantastyce od zawsze jest moim dzikim fetyszem:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;są tam spiczaste uszy, i to u kilku ras.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;...No więc kiedy już będę obrzydliwie bogatą, starą kobietą, zdegenerowaną do szpiku kości i kąpiącą się w mleku oślic, to dam też sobie zoperować uszy na spiczasto.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-6011973583920694390?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/6011973583920694390/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=6011973583920694390&amp;isPopup=true' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6011973583920694390'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6011973583920694390'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/05/saj-faj-end-aj.html' title='Saj faj end aj'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-6738932221199035411</id><published>2010-04-25T21:53:00.006+02:00</published><updated>2010-04-25T22:21:55.106+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozmowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ojciec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chichoty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina'/><title type='text'>Półkomentarze praktyczne</title><content type='html'>Była wczoraj impreza w domu moich rodziców. Przełom kwietnia i maja to u nas istny kataklizm wszelkich okazji: mój Brat ma imieniny, Ojciec - urodziny, a potem też imieniny, moje starsze dziecko urodziny, a wujowie, stryjowie, ciotki, babcie, ślubów rocznice (jutro nasza) - o, wymaga to zorientowania i strasznie często mnie przerasta cała logistyka Pamiętania, za co niniejszym oświadczam że mi naprawdę wstyd. No, ale co do imprezy mojego brata.&lt;br /&gt;Mój mąż zabrał dzieci na plac zabaw (co za człowiek, naprawdę, on ciągle robi takie rzeczy). Wojtek wycofał się do swojego pokoju, wyraźnie znużony kontaktami offline. Siadłam koło rodziców, róg zajęła moja jedna babcia, zaś na skos przez stół zaczęły rozmawiać Pełne Pasji Politycznej Panie - druga babcia i ciocia. &lt;br /&gt;Dysputa polityczna krążyła wokół wyborów, prezydenckiego pogrzebu na Wawelu, patriotyzmu w ogólności i w szczegółach, a w końcu do sceny politycznej pod kątem kandydatów na urząd Prezydenta i po drodze, jak to Dysputy, nabierała kolorów i emocji, podsycanych przecudownym menu (swoją drogą, że tak pozwolę sobie na dygresję, u mojej Mamy zawsze się czuję jak kulinarny plebejusz: wszystko jest PIĘKNE, smaczne i przecudownie podane, i wygląda jak obraz, i w ogóle idę płakać w kącie).&lt;br /&gt;Padały nazwiska, opowieści, skojarzenia, pogłoski i burzliwe oceny, babcia się zaczęła unosić, ciocia wzruszać...&lt;br /&gt;A mój niezawodny Ojciec, siedząc sobie na uboczu, wtrącał od czasu do czasu w co bardziej zapalnych momentach półgłosem, lecz wyraźnie:&lt;br /&gt; - A ja uważam, że Prezydentem Polski powinien zostać Władimir Putin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z żalem zaświadczam, że jednak tego rodzaju poczucie humoru nie jest właściwą oliwą na wzburzone fale Dysputy. Ale u-wiel-biam, powtarzam, uwielbiam, kiedy wymieniam ze swoimi rodzicami te spojrzenia pełne sekretnej radości i pełnego zrozumienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkiego najlepszego raz jeszcze, Tato!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-6738932221199035411?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/6738932221199035411/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=6738932221199035411&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6738932221199035411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6738932221199035411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/04/pokomentarze-praktyczne.html' title='Półkomentarze praktyczne'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-3479909757845294414</id><published>2010-04-14T01:30:00.003+02:00</published><updated>2010-04-14T01:46:47.870+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='strachy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wychowanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wysokie C'/><title type='text'>Dylemat</title><content type='html'>Mój piosenkowy repertuar jest bardzo obszerny. Śpiewam szanty, piosenki harcerskie, dziecięce, patriotyczne, religijne, kabaretowe, musicalowe, poezję śpiewaną, no, mnóstwo tego jest. Na jakimś etapie nieprzytomnego przeszukiwania pamięci, no, tylko sennością da się to jakoś może wytłumaczyć, przypomniałam sobie sam refren "Wizji szyldwacha" (melodia znana lepiej z "Rycerzy trzech" Elity) i solennie go odśpiewałam Karolowi, zupełnie nie przewidując, gdzie mnie to zawiedzie.&lt;br /&gt; - Co to są ułani spod Samosierry? - spytało mnie dziecko, więc opowiedziałam mu zwięźle i w tym momencie zobaczyłam błysk w oku mojego syna:&lt;br /&gt; - Polacy są najodważniejsi, prawda, mamo? - spytał mnie entuzjastycznie.&lt;br /&gt;A mnie w tym momencie zrobiło się zimno. Stchórzyłam i odpowiedziałam:&lt;br /&gt; - No, zazwyczaj tak, jakkolwiek nie zawsze najrozsądniejsi.&lt;br /&gt;I teraz tak sobie myślę, co człowiek powinien robić: uczyć dziecko tego patriotyzmu, a potem patrzeć, jak idzie na jakąś cholerną, zapewne cudzą, głupawą wojnę? Czy nie uczyć i o coś go uczynić, ważnego, uboższym? Przysięgam, że nie wiem, i przysięgam, że jak nie cierpię Mickiewicza, tłucze mi się po głowie:&lt;br /&gt;"O matko Polko! źle się syn twój bawi!..."&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-3479909757845294414?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/3479909757845294414/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=3479909757845294414&amp;isPopup=true' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3479909757845294414'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3479909757845294414'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/04/dylemat.html' title='Dylemat'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-975145891247077745</id><published>2010-03-15T21:08:00.004+01:00</published><updated>2010-03-15T21:18:57.980+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='iluminacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='papióry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='język giętki'/><title type='text'>Piśmiennie</title><content type='html'>Piszę sobie tekst: słowo za słowem, zdanie za zdaniem, sceny mi się rozwijają w głowie jak z kłębuszka. Jak pięknie.&lt;br /&gt;Uwielbiam ten przyjemny ferment,kiedy historia już siedzi mi w głowie, a ja ją tylko muszę zapisać i trochę ociosać. I to istne sudoku, kiedy trzeba nagle coś dobrze uzasadnić, a gdzieś znaleźć niteczkę, którą można dowiązać do już istniejących splotów akcji, i jeszcze żeby bohaterowie mi się nie rozleźli...&lt;br /&gt;A kiedy wszystko wskakuje na swoje miejsca, kiedy już pozostają wykończenia - rany, ależ to jest wspaniałe, wspaniałe uczucie.&lt;br /&gt;Tylko jak to zrobić, żeby wystarczyło na 250 stron własnego tekstu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohaterowie aktualnie siedzą w krzakach na Igołomskiej, ale nie pamiętam, co było przedtem, a plik z zasadniczym tekstem jest na odłączonym, brykającym twardym dysku.&lt;br /&gt;Nalewam sobie herbaty, zaglądam do notesów, gdzie widnieją różne dziwne notatki ("Kiedy wychodziła z pokoju, biurko było czyste i uprzątnięte. Teraz na samym środku stał litrowy słoik, napełniony kostkami lodu, a z lodu wystawał czyjś odcięty palec" albo: "Uśmiechasz się tak, jakbyś cały czas układała sobie po cichu limeryki").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach, cudownie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-975145891247077745?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/975145891247077745/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=975145891247077745&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/975145891247077745'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/975145891247077745'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/03/pismiennie.html' title='Piśmiennie'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-8547026269088784400</id><published>2010-02-28T12:12:00.003+01:00</published><updated>2010-02-28T12:24:04.115+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='język giętki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>O, edukacjo wczesnodziecięca!</title><content type='html'>Moi synowie leżeli sobie na podłodze i czytali książeczkę. Początkowo czytałam im ja, ale musiałam oderwać się na chwilę od tego miłego zajęcia i zabrać się za doglądanie obiadu i poprosiłam Karola, żeby przez chwilę (i całkowicie wbrew surowym zakazom specjalistów od nauki czytania, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;mea culpa, mea culpa&lt;/span&gt;) poczytał Kubie.&lt;br /&gt;Karol ochoczo zabrał się za czytanie, ale wkrótce stwierdził, że niepiśmienny brat to nudny brat.&lt;br /&gt; - Czytaj: MPK - polecił więc surowo, zaś Kuba posłusznie powtórzył: MPK, a potem jeszcze kilka różnych wyrazów, troskliwie dobranych przez starszego brata, żeby nie było za trudno.&lt;br /&gt; - A teraz cyferki - zarządził Karol. - Tu, na tym tramwaju, jaka jest cyferka?&lt;br /&gt; - Tramwajowa - odparł z przekonaniem Kuba.&lt;br /&gt; - Ale ile to jest? - niecierpliwił się Lolek.&lt;br /&gt;Kuba w końcu się poddał.&lt;br /&gt; - Nie wiem - przyznał.&lt;br /&gt;Karol wywrócił oczami i westchnął z niesmakiem.&lt;br /&gt; - No to może chociaż po angielsku!...&lt;br /&gt;Kuba wyraźnie odzyskał humor:&lt;br /&gt; - Five - powiedział. Zgodnie z prawdą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz ćwiczą z moją Mamą polskie liczebniki na wagonach pociągów.&lt;br /&gt;No.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-8547026269088784400?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/8547026269088784400/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=8547026269088784400&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8547026269088784400'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8547026269088784400'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/02/o-edukacjo-wczesnodziecieca.html' title='O, edukacjo wczesnodziecięca!'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-5980846950074301122</id><published>2010-02-10T11:26:00.002+01:00</published><updated>2010-02-11T14:47:22.134+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czułość bywa jak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szczęście'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzeństwo'/><title type='text'>Dzień dobry!</title><content type='html'>Co ja tu będę w literaturę owijała: urodził się mój siostrzeniec i jestem tak dumna z mojej siostry, że mi uszami paruje, pączki wypuszcza i ogólnie - no, nie mam słów.&lt;br /&gt;Nie potrafię tego opisać. To trochę tak, jakbym sama miała dziecko, ale bez wszystkich tych początkowych rewolucji, jakie własne dzieci wnoszą w życie, i bez zmęczenia - sama przyjemność z nowego, maleńkiego chłopczyka. I może kolejna sposobność, żeby zobaczyć, jaką radością są dla mnie i byli od początku moi synkowie. Jego obecność między nami liczy się dopiero na godziny, a ja już nie mam wątpliwości, że jest w naszej rodzinie absolutnie niezbędny.&lt;br /&gt;Gratuluję im i kocham, jak tylko potrafię.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-5980846950074301122?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/5980846950074301122/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=5980846950074301122&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5980846950074301122'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5980846950074301122'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/02/dzien-dobry.html' title='Dzień dobry!'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-2518158209323548081</id><published>2010-01-25T21:14:00.007+01:00</published><updated>2010-02-03T22:08:45.029+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zamyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='harmonia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przystosowanie społeczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Wieczór eskapisty</title><content type='html'>Eskapista - czy też eskapistka, to akurat nie ma większego znaczenia - skończył na dzisiaj z robotą. Oddycha z ulgą. Ściąga rzeczywistość jak brudne skarpetki. Kilkunastoma rytualnymi czynnościami oczyszcza się i obmywa z doczesności. A potem kładzie się na łóżku z książką. Albo siada przy komputerze. Albo rozkłada notes i pudełko z przyborami do rysowania. Albo co. I zaczyna życie.&lt;br /&gt;Albo: eskapista obiera ziemniaki, oliwi łańcuch od roweru, robi zakupy i uśmiecha się Bóg wie do czego, albo ściąga brwi w skupieniu, chociaż ziemniaki nie mają nawet oczek, a przed sobą ma rozłożoną książkę, w którą łypie, i nie odpowiada nam na pytania za pierwszym razem.&lt;br /&gt;Znamy ten obrazek? Znamy, oczywiście. Albo sami jesteśmy eskapistą, albo tępimy jakiegoś eskapistę, albo przynajmniej znamy zagadnienie teoretycznie.&lt;br /&gt;Ja, co nie sądzę, żeby kogoś dziwiło, jestem eskapistką. Rzeczywistość mnie raczej przerasta: albo jest trudna, albo nudna i monotonna, albo źle zredagowana, a już na pewno - tylko jedna. &lt;br /&gt;Pisałam kiedyś o tym uczuciu, które człowiek ma po skończeniu prawdziwie porywającej książki: żal, że to już koniec, że tylko tyle. W "Mojej historii czytania" Alberto Manguel pisze, że kiedy zdarzało mu się kończyć książkę pod wieczór, zostawiał sobie ostatnie kilkanaście stron na następny dzień, żeby jeszcze nie rozstawać się z tym światem, który polubił. Od siebie dodam, że każdą zaangażowaną lekturę kończy pewien rodzaj śmierci i określenie "rozstawać się ze światem" jest jak najbardziej na miejscu.&lt;br /&gt;Podobnie działa pisanie fanfiction, czynność przez wielu pogardzana jako wtórna i nietwórcza (nie podzielam tej opinii, jako że sama pisywałam fanfiction i nie zauważyłam podówczas w sobie nic szczególnie i nadnormatywnie nietwórczego :) ). &lt;br /&gt;Wyspiański pisał, jak to przeszkadza pospolitość, kiedy skrzeczy. I uwaga, symptomatyczna jest ta typowo celebrycka wpadka w cytacie: pospolitość, a nie rzeczywistość, to bardzo ważne. Nie sama rzeczywistość, tylko jej tępa dotykalność, wulgarne chamstwo i wygórowane wymagania. Takie to różne formy wciągnięcia się w nierzeczywistość - przez ciekawość, tęsknotę, obrzydzenie - a trafiają do jednej szufladki z eskapizmem... &lt;br /&gt;Nie rozumiem zupełnie, dlaczego eskapizm uważa się za coś złego. Przecież zazwyczaj eskapista nie robi innym nic szczególnie niedobrego. A na pewno nie grozi postawą aktywnie agresywną. A przecież drażni większość ludzi normalnych. O co tu chodzi? Jak na razie najbardziej mi się podoba odpowiedź, że idzie o normalną frustrację, jaką powoduje odmowa udziału. Już dzieci tępią tych, którzy się nie przyłączają do większości. Nie przyłączanie się jest społecznie ryzykowne - stawia pod znakiem zapytania to poczucie słuszności, które wypływa z tego, że "wszyscy tak robią". &lt;br /&gt;Kordian taki jeden na przykład mówi: "Niechaj tłum ów drobny!/Jak mrówki drobny! ludem siebie wyzna!/Nie będę z nimi!", ale gdzie on to mówi? W więzieniu. Znaczy jak sobie nagrabił i już nie ryzykuje niczego, bo w sumie kara śmierci mu zapewnia jakie takie bezpieczeństwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w ogóle to zdefiniujmy: rzeczywistość. Powodzenia.&lt;br /&gt;Ja sobie wolę poczytać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-2518158209323548081?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/2518158209323548081/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=2518158209323548081&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/2518158209323548081'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/2518158209323548081'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/01/wieczor-eskapisty.html' title='Wieczór eskapisty'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-6980671661942958285</id><published>2010-01-16T21:14:00.002+01:00</published><updated>2010-01-16T21:46:53.642+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rzeczy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wysokie C'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zachwyty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Pozytywki</title><content type='html'>Mam słabość do pozytywek. Do przedmiotów - tych rozmaicie otwieranych, wymyślnych i prostych, których mi się nawet zdarzyło parę w życiu rozmontować. I do melodii pozytywkowych. Walczyków, kurancików, dzwoneczków.&lt;br /&gt;Zupełnie czasem bez sensu: jak &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=q3anx_bfqPs&amp;feature=related"&gt;piosenka z beznadziejnego poza tym filmu "Anastazja"&lt;/a&gt;. Albo "Mon amour mon ami" Marie Laforêt, ale w wersji z "Ośmiu kobiet", który to film też mi się nie podobał, scena mi się nie podobała, &lt;a href="http://www.tudou.com/programs/view/658PyQK6Lyc/"&gt;Virginie Ledoyen fałszuje&lt;/a&gt;, no, ale ta pozytywka. I sporo muzyki filmowej to ma: "Edward Nożycoręki", chociażby. &lt;br /&gt;Uwielbiam też luźne nawiązania do pozytywek i mechanizmów grających. Klip do "Maszynki do świerkania" to niezły przykład takiej estetycznej sugestii. &lt;br /&gt;Lubię myśleć, że to wszystko przez to, że nasze serca - metaforycznie rzecz ujmując - to też są takie trochę sentymentalne pozytywki, wprawiające nas nawiasem mówiąc w nieludzkie zakłopotanie, kiedy znowu się okaże, że rozum rozumem, poczucie humoru poczuciem humoru, a i tak, jak przyjdzie najmniej odpowiedni moment, to - dzyń dzyń - dzwoneczki, cymbałki i szklane łezki, dokładnie tak, jak wiadomo było z góry, że dźwięknie.&lt;br /&gt;Ale to oczywiście dlatego, że chciałabym pod mirażami ogólnych sformułowań ukryć własny sentymentalizm. Jak już przyjdzie co do czego.&lt;br /&gt;Dzyń dzyń.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-6980671661942958285?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/6980671661942958285/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=6980671661942958285&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6980671661942958285'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6980671661942958285'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/01/pozytywki.html' title='Pozytywki'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-542505460712305991</id><published>2010-01-06T22:56:00.005+01:00</published><updated>2010-01-10T00:02:21.962+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zima'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czułość bywa jak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='baśnie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dobranoc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina'/><title type='text'>Bajka o zaklęciu czarodzieja</title><content type='html'>Oto bajka, jaką opowiedziałam moim synom, kiedy nie chcieli zasnąć (zwykle nie chcą, ale tym razem to przegięli). Tymi mniej więcej słowami, póki pamiętam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawno, dawno temu w dalekiej krainie, na wyspie, w wieży z kamienia, mieszkał sobie potężny czarodziej ze swoją żoną czarownicą i dwoma synkami, Karolem i Kubą&lt;br /&gt;("To o nas, to o nas!" - pisnął w tym miejscu Kuba i zamiast skakać mi po brzuchu dzieciątka ułożyły się grzecznie u mych boków). Dwaj synkowie czarodzieja byli światłem jego oczu, ale też i pinezką pod jego piętą i strażą pożarną jego sypialni. To znaczy, kochani, że wieczorami świrowali co najmniej tak, jak wy. Któregoś wieczoru, kiedy nie chcieli zasnąć, czarodziej uniósł się wielkim gniewem i rzekł do nich:&lt;br /&gt; - O, moi synowie! Jesteście światłem moich oczu, ale tym razem to przegięliście całkowicie. Oto wyczerpała się cierpliwość waszego ojca i zęby jego zgrzytają a osiwiały włos dęba staje, zatem zaśnijcie wreszcie.&lt;br /&gt;(Tu moje dzieciątka zerknęły ciekawie na swojego ojca, ale on już, obawiam się, dawno spał).&lt;br /&gt;Synkowie czarodzieja nie przejęli się jednak jego słowami i gniew jego wzrósł jeszcze, i rzekł czarodziej:&lt;br /&gt; - Nie słuchacie mnie, o, czarodziejskie dzieci moje, a zatem zamienię was w niedźwiedzie.&lt;br /&gt;Synkowie ucieszyli się bardzo, ale ich ojciec ciągnął dalej, wyjmując z rękawa złotą, czarodziejską różdżkę:&lt;br /&gt; - A że mamy, Najwyższemu niech będą dzięki, środek zimy, ogarnie was z pewnością senność niespożyta i zaśniecie, i spać będziecie aż do wiosny.&lt;br /&gt;I Karol i Kuba na te słowa zamienili się w niedźwiadki, które brykać poczęły i roznosić sypialnię swoją na strzępy, jako czyniły i w ludzkiej postaci. Czarodziej jednak niezłomnie czarował dalej i do komnaty wleciała wielka mnogość szeleszczących liści, miękkich gałązek wrzosu i wstążek brzozowej kory. Niedźwiadki zaczęły ziewać, potem zaś wsunęły się, zadowolone i ziewające coraz bardziej, w stertę liści, na gałęziowe posłanka.&lt;br /&gt;W oto w tej właśnie chwili do komnaty weszła czarownica, żona czarodziejowa, i spytała głosem znękanym i sennym: &lt;br /&gt; - O, mężu mój, radości oczu moich, czyżby synowie nasi już spali? I co robią tu te niedźwiedzie, które zapewne w swojej mądrości sprowadziłeś tu mocą czarów swoich?&lt;br /&gt;A czarodziej odrzekł:&lt;br /&gt; - O, małżonko moja, ucałuj oto kosmate czółka niedźwiedzi tych, albowiem są to synowie nasi, Karol i Kuba, których uśpić nie mogąc w dziecięcej postaci, zamieniłem w niedźwiadki one, senne i szczęśliwe w posłaniach dla niedźwiedzi stosownych.&lt;br /&gt;Żona czarodzieja już otwierała koral ust swoich, aby się z nich wydobył okrzyk protestu, ale powstrzymała się i przyjrzawszy się niedźwiedziom, i widząc je zadowolone i ziewające w posłaniach dla niedźwiedzi stosownych, uśmiechnęła się i rzekła:&lt;br /&gt; - O, najmędrszy z mężów i najczulszy z ojców! Oto ucałuję kosmate czółka synów moich... (Tu Kuba zaprotestował, że nie ma kosmatego czółka, nastąpiły szybkie wyjaśnienia i wróciliśmy do historii) ...i pozostawię ich tu, śpiących słodko, a pójdę tam, dokąd i ty pójdziesz.&lt;br /&gt;Tak się też stało: synkowie zasnęli, a rodzice ich udali się do swojej sypialni, rzucili się na łóżko i zapadli w sen jeszcze głębszy.&lt;br /&gt;Obudzili się po tygodniu i czarodziej rzekł do swojej żony:&lt;br /&gt; - Oto wyspany jestem i wypoczęty, a i ty twarz masz gładką i uśmiechniętą. Synowie nasi śpią słodko i miło na nich patrzeć - co byś powiedziała, o, gołębico na dachu mego intelektu (Chłopaki już prawie spali, a ja mówiłam monotonnie, więc treść przestawała powoli być istotna), gdybyśmy przedłużyli zimę do czerwca, a sami spać się pokładli, i wstawali tylko wtedy, kiedy jak dziś wyspani będziemy?&lt;br /&gt;Czarownica rozważyła jego słowa, a potem powiedziała:&lt;br /&gt; - Niech tak będzie, czarodzieju, mężu mój najczulszy. Mam bowiem przeczucie, że skutecznie rzuciłam czary i nie zaszkodzi im, a nawet pewnie i pomoże, zaklęcie twoje.&lt;br /&gt;Czarodziej więc rzucił czar i oboje z czarownicą spać się pokładli, i spali aż do kwietnia z kilkoma przerwami na herbatę i grzanki.&lt;br /&gt;Tak się jednak stało, że w połowie kwietnia wielu ludzi przypłynęło na ich wysepkę, i poczęli oni dobijać się do drzwi, i krzyczeć głośno, i wzywać czarodzieja. Obudziły go krzyki ich i hałasy, i wstał czarodziej, i drzwi im otworzył.&lt;br /&gt; - Cóż to - powiedział łagodnie. - Czyż nie byłem wam dobrym sąsiadem? Czy nie odgarniałem śniegu sprzed drzwi waszych i czyż nornic, wszystkim zagrażających, nie wypłoszyłem? Czemu sen mój przerywacie, akurat gdy sprzedawałem we śnie moim akcje wysoko stojące, a pewna nieruchomość moja, będąca wrzodem na pośladku spokoju ducha mojego, sprzedawana była oszalałemu milionerowi?&lt;br /&gt;(Nie muszę chyba dodawać, że tu już wszyscy, poza mną, spali słodko i obawiam się, że gadałam sama do siebie).&lt;br /&gt;Sąsiedzi zaś zapytali:&lt;br /&gt; - Czyż nie byłeś nam dobrym sąsiadem? Czy nie odgarniałeś śniegu sprzed drzwi naszych i czyż nornic, wszystkim zagrażających, nie wypłoszyłeś? Jeśli sen twój przerywamy, to dlatego, o zacny czarodzieju, że oto kwiecień nadszedł, spiżarnie nasze dawno już świecą pustkami, a wiosny jak nie było, tak nie ma. Muszą to być czary, nic innego, i dlatego pytamy, w czym uchybiliśmy ci, że tak nas gnębisz zimą wieczną.&lt;br /&gt;Wtedy zafrasował się czarodziej i wszystko wyznał sąsiadom swoim, a twarze ich rozjaśniły się zrozumieniem i blaskiem empatii, i odrzekli mu:&lt;br /&gt; - O, czarodzieju czcigodny, bądź nam jeszcze raz sąsiadem tak dobrym, i rozciągnij czar swój i na nasze dzieci, abyśmy i my mogli odpocząć nocą.&lt;br /&gt;A czarodziej bez słowa popatrzył im w oczy, a potem poszedł za nimi, a za nim żona jego, i oboje pracowali ciężko, rzucając czary, aż opary magii pokryły całą zatokę i wyspę czarodziejską. I wypełnili sąsiadom swoim spiżarnie jedzeniem, a łóżeczka niedźwiadkami śpiącymi, i sąsiedzi dziękowali im, i jeden po drugim spać się kładli.&lt;br /&gt;Wreszcie czarodziej i czarownica, znużeni wielce, ułożyli się w sypialni swojej na łożu wygodnym, ona z książką, on z gazetą, i już czytać mieli, kiedy nagle dostrzegli, że członki ich futrem się pokrywają, nosy wydłużają się wielce, a głosy mrukliwymi się stają. Książka wypadła z łapy czarownicy, niezdatnej już więcej do kart obracania, a czarodziej rzekł:&lt;br /&gt; - A niech to! Wiele magii kłębi się nad krainą naszą, o żono moja, kosmata różo ogrodu mego ducha, i ona to w niedźwiedzie senne nas obraca, bo oto sen mnie już ogarnia zimowy i czuję, że spać będę, aż nadejdzie wiosna.&lt;br /&gt;A czarownica odpowiedziała:&lt;br /&gt; - O, panie, i ja tak czuję, i takoż zapewne wszyscy sąsiedzi nasi.&lt;br /&gt;I dlatego właśnie w tej krainie wszystko jest do dzisiaj zupełnie zasypane śniegiem, zaś pod śniegowymi pagórkami, w zasypanych domach śpią ich mieszkańcy, a w zasypanej wieży rodzina czarodzieja - wszyscy zamienieni w niedźwiedzie, i będą tak spali, dopóki ktoś nie odczaruje wiosny.&lt;br /&gt;("Coś chciałaś, kochanie?" - wymamrotał przez sen mój mąż, a ja na to, oczywiście: "Nic, nic - śpij - Niedźwiadku"...)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-542505460712305991?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/542505460712305991/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=542505460712305991&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/542505460712305991'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/542505460712305991'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/01/bajka-o-zakleciu-czarodzieja.html' title='Bajka o zaklęciu czarodzieja'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-3986880411604119449</id><published>2010-01-03T22:36:00.003+01:00</published><updated>2010-01-03T22:52:19.501+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zima'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szlag'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konflikty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ogród'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ojć'/><title type='text'>Nornica blues</title><content type='html'>W nowym roku (serdecznie pozdrawiam, jeśli ktoś dotrwał) jest na razie biało, szkliście i skrząco, z jednym wyjątkiem.&lt;br /&gt;Na środku lirycznej, białej płachty ogródka naszego widnieje kopiec świeżego czarnoziemu.&lt;br /&gt;Podkopało nas jakieś zwierzę: studia doprowadziły nas do alternatywy Kret-Nornica, chociaż nie wiem właściwie, na ile ona ten wzruszony czarnoziem wyrzuca, za to on - czy robi wyraźne korytarzyki tuż pod powierzchnią ziemi; no, w każdym razie jakieś zwierzę pozbawione elementarnego poczucia estetyki nas podkopuje.&lt;br /&gt;Po raz kolejny obserwuję, jak cienką warstwą kładzie się na mnie jednak cywilizacja łagodności i jak łatwo się ściera w godzinie próby. Na początku co bardziej barbarzyńskie metody zwalczania Podkopywaczy budziły we mnie grozę; teraz, kiedy cholerne kopce pokrywają już z połowę powierzchni działki, a metody niebudzące moralnych wątpliwości zostały wyczerpane... No cóż. Coraz mniej we mnie zrozumienia dla potrzeb terytorialnych zwierząt i coraz większe wewnętrzne przyzwolenie na różne bardziej radykalne pomysły. Chociaż sypanie tłuczonego szkła i wykurzanie rurą wydechową motoru nadal mnie bulwersują, a czytałam i o takich.&lt;br /&gt;Ogólnie biorąc, zastanawia mnie to, jak ludzki umysł działa w takich, błahych w końcu, sprawach. Prawdopodobnie nie zmieniałabym tak szybko zdania, gdyby chodziło o rzeczy naprawdę ważne, bo bym miała tę świadomość, że to ważne, żeby w danej kwestii mieć niezłomne przekonania. &lt;br /&gt;Chyba.&lt;br /&gt;Oj.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-3986880411604119449?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/3986880411604119449/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=3986880411604119449&amp;isPopup=true' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3986880411604119449'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3986880411604119449'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2010/01/nornica-blues.html' title='Nornica blues'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-4851646871008725586</id><published>2009-12-16T13:32:00.002+01:00</published><updated>2009-12-16T13:47:16.276+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czułość bywa jak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ojciec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mama'/><title type='text'>Matko, Ojcze</title><content type='html'>Chciałabym kiedyś poznać swojego równolatka, który mówiłby do swoich rodziców "Matko" i "Ojcze".&lt;br /&gt;Ja mówię.&lt;br /&gt;W bardzo charakterystycznych okolicznościach, owszem, i nie tylko tak do nich mówię, ale jednakowoż.&lt;br /&gt;Mój Ojciec jest... no... ktokolwiek miał okazję go poznać, na pewno nie będzie się dziwił, że "Ojcze" pasuje do niego tak świetnie. Mieliśmy na temat zagospodarowania potencjału mojego Ojca wiele rodzinnych pomysłów: żeby go zalać w pleksi i wystawić w  muzeum; żeby go koronować; żeby zrobić Zamach Majowy i wprowadzić jego dyktaturę (aparycję ma Ojciec jak taki bardziej melancholijny Piłsudski)... no, w każdym razie nie wygląda on na Tatulka. O nie.&lt;br /&gt;Moja Mama za to jako Matka występuje wyłącznie w, nazwijmy to, poetyckich zestawieniach, których staram się tworzyć jak najwięcej, stosownie do sytuacji. &lt;br /&gt;Matko Sałatko - mówię więc czule, gdy mi chudnie i chudnie. Matko Sensatko.  Matko Surykatko. Matko Denatko (ostatnio). Matko Degeneratko (szczególnie czule). Matko Kostropatko (kiedy dopiero planuje seansik z pedikiurzystką :) ). Matko Jubilatko (z życzeniami). Matko Szczerbatko (zdecydowanie przesadnie, jak się ząbek nadłamał). Matko Delegatko. Matko Gratko. Matko Dyplomatko. Matko Wariatko. Matko Literatko.  &lt;br /&gt;Oj. Lepiej skończyć, bo się litania zrobi. A do Mamy litanie nieszczególnie. Prędzej do Ojca. A "Ojcze" się rymuje znacznie mniej kreatywnie, choć jest zdecydowanie bardziej posągowy.&lt;br /&gt;Nierozwiązywalny ten dylemat rozwiązuję zatem kończąc posta.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-4851646871008725586?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/4851646871008725586/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=4851646871008725586&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4851646871008725586'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4851646871008725586'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/12/matko-ojcze.html' title='Matko, Ojcze'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-51225850748516834</id><published>2009-12-04T12:42:00.001+01:00</published><updated>2009-12-04T12:42:00.241+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imponderabilia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szczęście'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miłość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Chwilo, trwaj</title><content type='html'>Mąż mój, zaniemógłszy, poddał się w końcu i udał do lekarza. Lekarz, jak to w dobie gryp i zaraz, wręczył mu hojne zwolnienie na dni pięć. Następnie bohaterski ojciec na zwolnieniu przygarnął równie chyrlające dzieciątka, a ja rzuciłam się w wir. Wszystko wskazywało, rzecz jasna, na to, że świetnie się beze mnie bawią i do niczego im nie jestem potrzebna, poza porami posiłków. Zniechęcona, usiadłam więc w końcu przy nich, rozłożonych z książkami na kanapie, i pogrążyłam się w smętnych myślach, kiedy wtem zdarzyło się coś, co mnie natychmiast wyhamowało.&lt;br /&gt;Otóż zobaczyłam, że wprawdzie Kuba słuchał (z pasją) czytanego przez tatę (z pasją) "Pana Misia", ale Karol przycupnął pod kocykiem obok, na kolankach rozłożył książkę "Encyklopedię Małolatka - Nauka", i samodzielnie sobie ją czytał, po cichu, od czasu do czasu coś szeptem jeszcze składając. &lt;br /&gt;A w oczach, ach, a w oczach miał coś takiego, no coś takiego... Znacie to charakterystyczne zogniskowanie spojrzenia na tekście, ten wyraz - jakby - no, zachłanności czy żarliwości w oku czytelnika? &lt;br /&gt;To było to.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-51225850748516834?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/51225850748516834/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=51225850748516834&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/51225850748516834'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/51225850748516834'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/12/chwilo-trwaj.html' title='Chwilo, trwaj'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-5429637448049267170</id><published>2009-11-29T23:12:00.006+01:00</published><updated>2009-11-30T12:53:55.700+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zamyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miłość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Te czyste strony</title><content type='html'>Z mojego, i nie tylko mojego, bibliotekarskiego punktu widzenia wydawcy to naprawdę bardzo, ale to bardzo dziwni ludzie. Dane do opisu bibliograficznego umieszczają dosłownie wszędzie, albo wcale, ich poczucie humoru dotyczące paginacji przebija czasami możliwości Monty Pythonów, konsekwencja w obrębie serii budzi chęć walenia głową o ścianę, a ogólna skłonność do wymyślania nowych, edytorskich figlów jest wprost niepojęta.&lt;br /&gt;Ale przynajmniej jedna rzecz nie budzi już we mnie zgrozy ani wątpliwości, a mianowicie ten kiepski dowcip z numerowaniem pustych stron arkusza drukarskiego do samej wyklejki. &lt;br /&gt;Po krótkim zastanowieniu myślę, że już wiem, o co tu chodzi.&lt;br /&gt;Kiedy czytam ukochaną książkę, albo przynajmniej książkę pasjonującą, rzucam się w nią, zatapiam i ginę; świat rzeczywisty doprawdy niewiele ma, w porównaniu, do zaofiarowania. I nie ma chyba tęsknoty bardziej dojmującej, niż ta, która ogarnia czytelnika w chwili, kiedy dociera do tej ostatniej kropki. Nie wiem, jak kogo, ale mnie bez żadnej przesady ściska w tak zwanym dołku, kiedy kończę odpowiednio cudowną lekturę. Żegnanie się ze światem zasadniczo nie jest miłe, a nic nie pomaga, że chodzi o światy zmyślone.&lt;br /&gt;"I co dalej?" - indagujemy zatem książkę, której złote wargi już zamilkły. "Co było dalej? Przecież jesteś cała tą historią, czemu opowiadasz tylko jej wycinek? Halo? Przecież też tam byliśmy - kto nam tu okładką przed nosem macha, że pora wychodzić, pora wracać do siebie; czy ktoś nas może spytał, czy chcemy? Co dalej, pytamy?"&lt;br /&gt;Na tych czystych stronach, które niby z przyczyn technicznych łopoczą w tej tam ariergardzie, na tych kartkach są nasze pytania, jest nasza niecierpliwość, zawód, żal, odrzucenie i tęsknota. Wypełnia je niewidzialne pismo, tłoczą się na nich niewidzialne postaci: to my, to nasze pragnienie, żeby to się jeszcze nie kończyło, albo żeby przynajmniej jeszcze raz zdarzyło się nam po raz pierwszy.&lt;br /&gt;Tak, te strony przynależą do książki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;____________________________&lt;br /&gt;Nota bene: "złote wargi" książek są nie moje, tylko jednego wściekle znanego i praktycznie nie czytywanego poety, który użył tego sformułowania grzmiąco i jakby pogardliwie, więc właśnie wykonałam manewr, kiedy dokładny cytat staje się parafrazą :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-5429637448049267170?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/5429637448049267170/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=5429637448049267170&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5429637448049267170'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5429637448049267170'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/11/te-czyste-strony.html' title='Te czyste strony'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-943770339461037833</id><published>2009-11-26T22:22:00.005+01:00</published><updated>2009-11-26T22:35:39.549+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metafizyyyyyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chichoty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kura'/><title type='text'>Miejsce pani domu</title><content type='html'>Od dawna już zastanawia mnie jedna rzecz.&lt;br /&gt;Otóż gdziekolwiek mieszkamy, jakkolwiek ustawiony jest stół, jakiekolwiek jest jego zorientowanie względem kuchni - moja teściowa zawsze i bezbłędnie przychodząc z wizytą zajmuje moje ulubione miejsce. Raczej jej nie podejrzewam o jakieś demoniczne intencje w tej akurat kwestii, ale gdy sytuacja jęła się powtarzać w trzecim z kolei naszym mieszkaniu, zaczęłam się czuć nieswojo.&lt;br /&gt;No bo są takie możliwości:&lt;br /&gt;  - albo teściowa w wyniku podstępnych obserwacji wie, gdzie siaduję, i całkiem świadomie mnie podsiada, ale w to raczej wątpię :);&lt;br /&gt;  - albo teściowa instynktownie wyczuwa, gdzie siedzę i - z powodów bliżej nieokreślonych - nieświadomie mnie podsiada;&lt;br /&gt;  - albo też całkowicie błędnie ocenia sytuację i zajmuje przypadkowo miejsce, które jej się wydaje najbardziej niczyje :);&lt;br /&gt;  - albo istnieje jakieś uniwersalne, archetypiczne i mityczne "miejsce pani domu" i ona, przyzwyczajona do zajmowania go, to właśnie czyni.&lt;br /&gt;Zaznaczam, że nigdy nie posiadaliśmy takiej kuchni (ani takiego stołu) żeby zajęcie jakiegoś miejsca szczególnie skracało drogę dojścia do kuchenki czy coś takiego. Nie, zazwyczaj takie wygodne miejsca są przynajmniej trzy. Obserwuję to, obserwuję, i szczerze powiedziawszy - jedyne, co mi przychodzi do głowy to cytat z pana Kwaśniewskiego Aleksandra: tu musi działać jakaś metafizyka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-943770339461037833?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/943770339461037833/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=943770339461037833&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/943770339461037833'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/943770339461037833'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/11/miejsce-pani-domu.html' title='Miejsce pani domu'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-5471993632230415599</id><published>2009-11-18T12:11:00.002+01:00</published><updated>2009-11-18T22:56:24.265+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biblioteki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zamyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metafizyyyyyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Zasadzki bibliotekarstwa</title><content type='html'>Bibliotekarz to zawód, który w najlepszym wypadku przywołuje przed oczy duszy obraz orangutana stworzonego przez Pratchetta, a w najgorszym - kojarzy się z niekomunikatywnymi, zaschłymi i strupieszałymi damami w kardiganach i ciepłych kapciach, choć obecnie nosimy raczej polary :)&lt;br /&gt;Tymczasem ogół bibliotekarzy mnie osobiście bardziej kojarzy się z czarującymi, sympatycznymi ludźmi z krakowskiej Biblioteki PAU, zaś niemiło bywało mi tylko w Jagiellonce, a i to nie we wszystkich działach.&lt;br /&gt;No, a poza tym - bibliotekarstwo kryje w swojej pozornej szarości i przykurzeniu rozmaite przygody.&lt;br /&gt;Na przykład?&lt;br /&gt;Na przykład nikt mnie nie uprzedził, że człowiek o wrażliwych nerwach może w bibliotece co i rusz doznawać różnych szoków. A licząc i opisując materiał ilustracyjny w książkach obejrzałam sobie w ostatnich miesiącach:&lt;br /&gt; - milicyjne zdjęcia zamordowanej dziewczynki z obdartą skórą twarzy,&lt;br /&gt; - fotografie rozkładających się zwłok,&lt;br /&gt; - również raporty archeologiczne z grobów w Katyniu i Charkowie, akurat dość niefajne,&lt;br /&gt; - zamarznięte trupy dzieci na Syberii&lt;br /&gt;i tak dalej.&lt;br /&gt;Są to sprawy, o których człowiek niby wie, że tak, to na tym świecie, ale kiedy się je bez ostrzeżenia ogląda, to - no, jakby to... - nie są łatwe do zniesienia.&lt;br /&gt;Robi też człowiek rozmaite odkrycia: &lt;br /&gt; - że na stronie tytułowej dzieła o radioaktywności Maria Skłodowska-Curie była nie tylko podpisana "Madame P. Curie", ale obok, na zdjęciu, była fotografia jej męża;&lt;br /&gt; - że dwa wieki temu książki religijne we Francji - we Francji - miały po piętnaście i więcej wydań;&lt;br /&gt; - że można mieć w bibliotece jeden z pięciu w Europie egzemplarzy danej książki i nawet jej nigdy nie rozciąć...&lt;br /&gt;Przychodzą wreszcie różne zamyślenia:&lt;br /&gt; - nad zbiorem referatów z konferencji ekonomicznej (Berlin, rok 1938). Każdy referat kończy się jakimś wezwaniem w rodzaju: A teraz proponuję, abyśmy wszyscy powstali i wznieśli swoje głosy w braterskim okrzyku Sieg Heil! I absolutnie nie są autorami sami hitlerowcy, także ekonomiści z Anglii, Francji, Włoch...&lt;br /&gt; - nad tym, co można znaleźć w takich starych książkach - od podziękowania za przybycie na pogrzeb z 1928 roku, przez amatorskie zdjęcie z jasełek z lat 30, aż po ręcznie malowane święte obrazki...&lt;br /&gt;I jak tu katalogować w spokoju?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-5471993632230415599?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/5471993632230415599/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=5471993632230415599&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5471993632230415599'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5471993632230415599'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/06/zasadzki-bibliotekarstwa.html' title='Zasadzki bibliotekarstwa'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-9013657758198125373</id><published>2009-11-16T13:23:00.005+01:00</published><updated>2009-11-16T13:54:04.239+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jesień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='talenty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>Jesień jako niezawodne źródło inspiracji</title><content type='html'>Chodzę sobie z tym uczuciem i sprawdzam ostrożnie, czy nie przechodzi, coś jak z ćmiącym zębem tylko na odwyrtkę, bo nie chciałabym, żeby przeszło.&lt;br /&gt;Dawałam już wiele razy wyraz swojemu obrzydzeniu wobec intelektualnego potencjału lata: nadal uważam, że lato nadaje się akurat na zadania o umysłowym skomplikowaniu nie przekraczającym zagadnienia, jak najszybciej odkręcać butelki z wodą. Nieraz też mówiłam, że jesień zazwyczaj dokonuje we mnie cudu regeneracji sił twórczych, jakie tam mam.&lt;br /&gt;No i jest, może późno trochę, może mi przeleciało babie lato, ale jest, to uczucie, że mogę siąść i napisać to wszystko, co mi się od dawna snuje między uszami. No, może nie aż wszystko, ale trochę. Siąść i narysować to albo tamto. I zrobić sobie lampę. Ale przede wszystkim pisać.&lt;br /&gt;Trafiłam u Mad na bardzo podobną myśl, więc tym mi przyjemniej: jedno to odczuwać różne takie przyjemności, a drugie - znaleźć się ze swoimi stanami ducha w dobranym towarzystwie.&lt;br /&gt;I w ogóle, mam powoli, powolutku wrażenie, że zaczynam odzyskiwać jakieś promile, drzazgi własnego życia. Których nie omieszkam wykorzystać całkowicie nieracjonalnie.&lt;br /&gt;Już dawno się przekonałam, że zachowania praktyczne prowadzą wyłącznie do rozgoryczenia i złych wiadomości, a z nieracjonalnych, które w ostatecznym rozrachunku również mniej więcej tam prowadzą, przynajmniej ma się po drodze trochę frajdy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-9013657758198125373?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/9013657758198125373/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=9013657758198125373&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/9013657758198125373'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/9013657758198125373'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/11/jesien-jako-niezawodne-zrodo-inspiracji.html' title='Jesień jako niezawodne źródło inspiracji'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-1476694129096495137</id><published>2009-11-06T22:07:00.004+01:00</published><updated>2009-11-06T22:50:49.416+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='głosy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Netrepko</title><content type='html'>Puściłam dzieciom bajeczkę jakąś na komputerze i, przyznaję, odeszłam od nich na moment w celu wyciągnięcia prania z pralki. Wyciągam więc sobie pogodnie, aż tu nagle za drzwiami rozbrzmiewa jakże znajomy początek "Libiamo ne'lieti calici" z Traviaty.&lt;br /&gt;Pobladłszy, cisnęłam kłąb rajstopek w czeluście bębna i rzuciłam się do moich dzieciątek. Zastałam synów zasłuchanych i wpatrzonych w Annę Netrebko, gnącą się w czerwonej sukience na równie czerwonej sofie, w otoczeniu samców.&lt;br /&gt; - S-s-skąd żeście to wzięli? - spytałam, osłupiała.&lt;br /&gt;Karol odwrócił się do mnie z roztargnieniem.&lt;br /&gt; - No wpisałem sobie w Google - mruknął i powrócił do kontemplacji.&lt;br /&gt; - Co wpisałeś?? - rzuciłam się do komputera i zerknęłam w okienko Google'a.&lt;br /&gt;A to, co tam przeczytałam, doprowadziło mnie do potrójnej ekstazy: jako matkę, jako profesjonalistkę i jako melomana.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Opera&lt;/span&gt;, było tam napisane, i: &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;netrepko&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Jako zazdrosna kobieta, oczywiście, zostałam ugodzona w samo czarne od jadu serce, nieprawdaż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ja w ogóle nie mam z nimi łatwo. Ogólnie nie ma na co narzekać: to fantastycznie, że mam dzieci, które potrafią z przejęciem i bez momentu dekoncentracji słuchać całego "Addio di passato", a na moje głupie:&lt;br /&gt; - Ale to przecież smutne! - odpowiadać, jak Karollo:&lt;br /&gt; - Ale bardzo piękne.&lt;br /&gt;Jednakże. No jednakże :)&lt;br /&gt;Otworzyłam pewnego razu skrzyneczkę z szyciem i cerowałam sobie, więc moi synowie oczywiście zaczęli w niej buszować. Karollo wyciągnął mój czerwony sztuczny kwiat i zaproponował:&lt;br /&gt; - Przypnij sobie mamo, jak ta pani.&lt;br /&gt; - Która pani? - spytałam nieuważnie.&lt;br /&gt; - No, ta pani, którą kocha tatuś.&lt;br /&gt;Zanim mnie odpowietrzyło, i zanim się zorientowałam, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=-D8fd95anYw"&gt;o co idzie&lt;/a&gt;, minęło kilka doprawdy pełnych konfuzji chwil.&lt;br /&gt;Cóż.&lt;br /&gt;Jeśli akurat w ten sposób mają zamiar wdrapać się do świata muzyki, to niech im będzie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-1476694129096495137?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/1476694129096495137/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=1476694129096495137&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1476694129096495137'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1476694129096495137'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/11/netrepko.html' title='Netrepko'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-670286915063570870</id><published>2009-11-04T01:00:00.004+01:00</published><updated>2009-11-04T01:17:24.401+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zamyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><title type='text'>Błyski i trzaski</title><content type='html'>Mama czuje się lepiej, a przynajmniej tak twierdzi. My się zorganizowaliśmy, oczywiście, i działamy - szczególnie mnie cieszy mnogość jakże efektownych przejawów zaradności mojego Brata. Ha! &lt;br /&gt;Lecą pracowite dzionki, ale jakoś tak mi się na nich nie może zatrzymać uwaga: za szybko lecą. &lt;br /&gt;Co innego wieczorami, kiedy nie śpię już tylko ja.&lt;br /&gt;Na przykład ogień.&lt;br /&gt;Bardzo lubię, kiedy nadchodzi sezon grzewczy. To znaczy - nie lubię, kiedy przychodzą rachunki, ale lubię, kiedy zaczynamy palić w piecu. Zwłaszcza wieczorem.&lt;br /&gt;Siada sobie człowiek przed tym piecem, pogrzebaczem grzebie, drewna dorzuca. Ciepło bije od pomarańczowego sześcianu żaru, który jakby unosił się w ciemnościach piwnicy. Olcha syczy, stuka (tak, drewno w piecu stuka) i trzeszczy w płomieniach.&lt;br /&gt;Jak cicho, jak wyraźnie.&lt;br /&gt;Doskonale rozumiem starą, ludzką potrzebę wcielenia ognia we wszelkie obrzędowości i symboliki. Ten dziki, ale przecież chwilowo ujarzmiony żywioł, panujemy nad nim, prawda? Patrzę w płomienie z upodobaniem, ale ani na sekundę nie daję się zwieść: to taki sam ogień spalił niedawno dachy na czterech sąsiednich domach.&lt;br /&gt;Nigdy nie oswojony.&lt;br /&gt;Trzepocze nad pochodniami, skwierczy w zniczach, szaleje po ruinach, zwęgla heretyków, mruga pod garnkami, huczy na ofiarnych stosach, gaśnie w sercu, pochłania lasy, trzaska sennie w moim piecu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-670286915063570870?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/670286915063570870/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=670286915063570870&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/670286915063570870'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/670286915063570870'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/11/byski-i-trzaski.html' title='Błyski i trzaski'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-8039166129730452728</id><published>2009-10-28T13:07:00.003+01:00</published><updated>2009-10-28T13:52:22.676+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zamyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mama'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='imponderabilia'/><title type='text'>Oś</title><content type='html'>Osi to nie widać, no nie? Oś siedzi w środku i robi swoje. I jak działa, to w porządku. A jak się coś zepsuje...&lt;br /&gt;Dzwoni do mnie Ojciec, bardziej ponury niż Kłapouchy, dzwonią Babcie, to zmartwione, to zdezorientowane. Ja dzwonię do Natalii, w nadziei, że przekażę jej wieści mimo wszystko mniej denerwująco, niż Ojciec, który ma nastrój, powiedzmy, wyjątkowo Kłapouchowy (choć i tak ilekroć czytam "Kubusia Puchatka" mam w głowie głos Taty, który idealnie się nadaje do interpretacji kwestii Kłapouchego). Paru osobom puszczają nerwy, ktoś komuś robi wyrzuty, ktoś kogoś zadręcza opowieściami o swoich emocjach na wieść. Po jakimś czasie mam wrażenie, że przeorganizowuje się pół Polski (macki informacji się wiją po Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie, Chrzanowie i Wieliczce, i Bóg wie gdzie). I nie mogę wyjść z podziwu, jaką ilość spraw ma na głowie moja Mama, i ile się nagle ich zatrzymuje, kiedy Mama ląduje w szpitalu.&lt;br /&gt;Niby oficjalnie się zawsze mówiło, że Mama pracuje w domu. Zarobkowo - na zlecenia, więc też w domu. Bardzo kobieco. No więc nic prestiżowego, powie niejeden idiota. Nic istotnego. Wnuki, mamy, rachunki, zakupy, kopie obrazów, niezliczone telefony z - mogłoby się wydawać - rozmówkami kobiecymi, kwiaty, książki, obiady, lekarze, córki, wywiadówki, skarpetki, rysunki, odkurzacz, wystawy, jazz, obiady do pracy, przyjęcia, i miliardy innych, ważnych, nieważnych, trochę ważnych spraw. &lt;br /&gt;Fik - i jak się to wszystko nagle wykopyrtnie, to o wiele wyraźniej się widzi, ile tego jest.&lt;br /&gt;Nie, żebym w normalnych warunkach miała szczególne kłopoty z dostrzeżeniem powyższych faktów. W końcu sama, w swojej mniejszej skali, należę do zakonu wykonawców nieistotnych prac. Ale i ja - wyraźniej to widzę, większy niż zazwyczaj szacunek odczuwam.&lt;br /&gt;Nie przedłużając: moje na ten temat rozmyślania idą w kierunku konkluzji, że kto zachłystuje się medialnością zawodów i gardzi rzeszą domowych kur, ten jest umysłowy ił, ten jest prawdziwym ugorem, na którym nie ma co orać, i ten niech w kłopotach sobie reklamy poogląda i zapowie teleturniej. I nie będę przepraszać za wymysły.&lt;br /&gt;A Ty zdrowiej, Mama.&lt;br /&gt;No.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-8039166129730452728?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/8039166129730452728/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=8039166129730452728&amp;isPopup=true' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8039166129730452728'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8039166129730452728'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/10/os.html' title='Oś'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-5539077136579647976</id><published>2009-10-16T23:08:00.002+02:00</published><updated>2009-10-16T23:15:55.895+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zabawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chichoty'/><title type='text'>Zabawy dziecięce</title><content type='html'>W wyniku niesłychanie dramatycznych okoliczności przyrody Karol nie poszedł wczoraj ni dzisiaj do przedszkola. W związku z tym miałam dziś w domu dwóch małych łosi, szalenie zadowolonych nawzajem z własnego towarzystwa i rozbawionych.&lt;br /&gt;Widząc, jak się wesoło bawią, zaczęłam wieszać pranie i na chwileńkę odpłynęła mi uwaga, bo akurat z dachu sąsiadów zjeżdżała upiorna zaspa. Ocknęłam się, kiedy szczebiotanie Karolla zmieniło się w nerwowe kwiki, a Kuba właśnie proponował mu, trzymając wzniesioną nad głową miotłę:&lt;br /&gt; - Stój spokojnie, Kalolu, bo tak się pobawimy: ty będziesz drzewo, a ja tymczasem będę dlwal!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-5539077136579647976?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/5539077136579647976/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=5539077136579647976&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5539077136579647976'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5539077136579647976'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/10/zabawy-dzieciece.html' title='Zabawy dziecięce'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-6786469966518256256</id><published>2009-10-04T22:59:00.001+02:00</published><updated>2009-10-04T22:59:00.510+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='głosy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zamyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miłość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina'/><title type='text'>"Nawet gdy stracę ciebie (ten gest, śmiech chropawy, który kocham)..."</title><content type='html'>Nie mogę zupełnie zrozumieć, po co się kręci filmy ze ślubów czy innych rodzinnych uroczystości, bo jakoś niespecjalnie do mnie przemawiają ruchome obrazki jako takie. Musi to być coś nadzwyczajnego - sztuka po prostu - żeby w ogóle miało sens dla mnie. Tak mam. &lt;br /&gt;Natomiast porusza mnie do głębi rejestracja głosu.&lt;br /&gt;Była u nas w domu taka kaseta - Mamo, popraw mnie, jeśli coś kręcę - na której nagrała się cała rodzina i taki to list poszedł do babci Niny, którą stan wojenny zatrzymał we Francji. Była taka, na której moja siostra, lat pewnie ze trzy, wstydzi się zaśpiewać i tylko mówi: "Ale ja nie moooogę". Nieżyjący już wujek Edward i jego głos, który zawsze mi się kojarzył z pohukiwaniem mądrej a życzliwej sowy. I jeszcze pasują do tego nagrywane przez mojego niewielkiego podówczas brata słuchowiska z udziałem Taty, najgenialniejszego z lektorów świata. &lt;br /&gt;Nagrywane już na komórkę pierwsze rozmowy z Karolem, wierszyki, wreszcie przedszkolne piosenki; Kuba w końcu, całkiem niedawno recytujący z namaszczeniem do telefonu: "Woda nie leci, więc żona zła woła do męża: zreperuj KRAAAAA".&lt;br /&gt;To już było i nie będzie - zostały tylko takie echa, małe i nieważne. Zdjęcia rodzinne, listy, ordery jakoś mieszczą się w rozmaitych historycznych czy kulturowych panopticach, z czymś je można poskładać, a te głosy są najzupełniej prywatne - wręcz intymne - osobom postronnym niewiele powiedzą, może nic.&lt;br /&gt;A ja, słysząc je z mniejszej lub większej odległości w czasie, odczuwam to niedające się niewzniośle opisać wzruszenie, ściśnięcie serca nad przemijaniem, kruchością wszystkich najważniejszych rzeczy, wiecznym smutkiem prawdziwej miłości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-6786469966518256256?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/6786469966518256256/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=6786469966518256256&amp;isPopup=true' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6786469966518256256'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6786469966518256256'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/10/nawet-gdy-strace-ciebie-ten-gest-smiech.html' title='&quot;Nawet gdy stracę ciebie (ten gest, śmiech chropawy, który kocham)...&quot;'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-3380727409921698362</id><published>2009-09-23T13:21:00.004+02:00</published><updated>2009-09-23T13:31:44.024+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='braterstwo broni'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobiecość'/><title type='text'>Przypadeczek</title><content type='html'>Wczoraj wieczorem szłam sobie z pracy z książką. No dobra: niech będzie, że ją tak trochę czytałam, i co z tego?&lt;br /&gt;Skręciłam z Kopernika w Radziwiłłowską i niestety, bęc! wpadłam prosto w wychodzącą zza rogu starszą panią.&lt;br /&gt;Przeprosiłam natychmiast, usłyszałam równie zakłopotane "przepraszam", podnoszę wzrok - &lt;br /&gt;Ach! &lt;br /&gt;Starsza pani przyciskała do kardiganka rozłożoną książkę.&lt;br /&gt;Uśmiechnęła się, łypnęła okiem zza okularów, co też czytam. &lt;br /&gt;Uśmiechnęłam się, łypnęłam okiem zza okularów, co też czyta pani.&lt;br /&gt;I rozeszłyśmy się, każda w swoją stronę, każda ze swoją lekturą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-3380727409921698362?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/3380727409921698362/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=3380727409921698362&amp;isPopup=true' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3380727409921698362'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3380727409921698362'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/09/przypadeczek.html' title='Przypadeczek'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-521333531538837759</id><published>2009-09-16T13:32:00.003+02:00</published><updated>2009-09-16T14:03:32.050+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozmowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wychowanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozwój'/><title type='text'>Rozmowy z dziećmi</title><content type='html'>Nierzadko się spotykam z, delikatnie mówiąc, niezrozumieniem, kiedy rozmawiam z dziećmi normalnym językiem, może nieco mniej ozdobnym i delikatnie uproszczonym, objaśniając w przypisach trudniejsze terminy. Już mi zarzucano (kobiety, oczywiście), że dzieciom dzieciństwo odbieram, że do dziecka trzeba mówić brum brum zamiast samochód, że będą mieli emocjonalne niedobory i tak dalej. Hihi.&lt;br /&gt;Mnie się tam zdaje, że jeśli ich przytulam, całuję, mówię, że ich kocham, czytam im, rozmawiam i mówię do nich używając, owszem, czułych słówek, to wystarczy. No i jak świat światem, od mówienia, powiedzmy, że rana to ziaziu - boleć nie przestaje, a prędzej czy później będzie się musiało dziecko dowiedzieć, że to jednak uraz, stłuczenie, rozbite kolano, skaleczenie. Albo i co gorszego.&lt;br /&gt;Ostatecznie przekonała mnie zaś prosta rzecz: rozmowa z dzieckiem. Rozmowy. Setki rozmów. &lt;br /&gt;Nota bene: Karol, co oczywiste, jest zupełnie innym dzieckiem, niż Kuba. Zawsze mnie zdumiewa, że tak się to ułożyło: w ciąży z Karolem byłam w skowronkach - aktywna, radosna - a w ciąży z Kubą - zmęczona, na lekach, kątem u Rodziców, z nieobecnym i zabieganym do upadłego Mężem. A tymczasem Karol jest bardziej refleksyjny, emocjonalny, czasem wręcz zamknięty w sobie, a Kuba - śmiały, stanowczy, czuły, otwarty. Przynajmniej jak na razie, bo wiadomo - do dorosłości jeszcze im się pewnie z pięć razy poprzekręca. Natomiast jedno jest pewne: obaj są niegłupi i obaj - ciekawi świata.&lt;br /&gt;No i Karol przed zaśnięciem lubi słuchać - nie, nie bajek, bo one mu wieczorem za bardzo działają na wyobraźnię, często się boi. Karol każe sobie opowiadać ukochaną historyjkę o Newtonie, który siedział pod jabłonią (co z tego, że to legenda). Prosi o wyjaśnienia w sprawie Unii Europejskiej, chce wiedzieć, co jest w ślinie, pyta, czy na wojnie umierają tylko żołnierze (moje wyjaśnienia przyjął, co mnie zaskoczyło, nie z przerażeniem, tylko z wyraźnym niesmakiem), dopytuje o środki ochrony roślin, chce wiedzieć, czy jest jedna religia czy więcej i co na to Pan Bóg, docieka o co chodzi z parlamentaryzmem, a na koniec prosi o śpiewanie kołysanek :).&lt;br /&gt;Oczywiście nie jest tak, że w ten sposób to formułuje, ale nie zmienia to faktu, że od najwcześniejszych lat tak on właśnie kombinuje, chcę czy nie chcę, bo przecież oczy ma, dorosłych naokoło też, świat cały... &lt;br /&gt;Kuba zaczyna kombinować równie dogłębnie.&lt;br /&gt;No i co, i jak ja bym miała im udzielać odpowiedzi, gdybym miała do dyspozycji słownictwo "dziecinne"?&lt;br /&gt;Źli ludzie robią bum bum z rurki nie tylko tam gdzie się umówili, że będą robić bum bum, ale przy okazji robią ziaziu innym ludziom, którzy mówią ojojoj?&lt;br /&gt;Bozia jest w kościółku świętego Klemensa i świętego Sebastiana na ołtarzu, jak robią dzyń dzyń na mszy?&lt;br /&gt;Niedobre robaczki zjadają wisienki i trzeba im zrobić ziaziu? Nie, chwilkę, to miało być o parlamencie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całe szczęście można prosto, ale po polsku, bo przy takich tematach bym nie zdzierżyła. &lt;br /&gt;Na razie zaś z ciekawością czekam, jakie jeszcze nam wyjdą tematy w najbliższej przyszłości.&lt;br /&gt;Gospodarka w Azji, silniki hybrydowe, skandale artystyczne? &lt;br /&gt;Do licha - najwyższy czas na powtórki z wiedzy ogólnej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-521333531538837759?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/521333531538837759/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=521333531538837759&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/521333531538837759'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/521333531538837759'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/09/rozmowy-z-dziecmi.html' title='Rozmowy z dziećmi'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-5710414142400542153</id><published>2009-09-11T12:37:00.004+02:00</published><updated>2009-09-11T12:44:13.837+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czas'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rzeczy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chichoty'/><title type='text'>Szu, szu, szu</title><content type='html'>Kuba zasnął, więc odkładam go ostrożnie na łóżeczko, przykrywam, całuję w głowę i uśmiecham się, zamykając drzwi małego pokoju.&lt;br /&gt;A następnie szu, szu, szu - szybko i cicho, ale przede wszystkim szybko, siadam do stołu.&lt;br /&gt;A następnie przyglądam się krytycznie, co też na tym stole się znajduje.&lt;br /&gt;Podgrzana kawa z rana.&lt;br /&gt;Książka założona klockiem lego. &lt;br /&gt;Otwarty laptop.&lt;br /&gt;Tacka z nożem i miska warzyw.&lt;br /&gt;Stosik prania do poskładania.&lt;br /&gt;Szycie.&lt;br /&gt;Talerzyk z pomidorem i białym serem.&lt;br /&gt;Lakier do paznokci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I co jeszcze?&lt;br /&gt;Nie mogę przestać się śmiać.&lt;br /&gt;Ech, błogosławione chwile dziecięcych drzemek.&lt;br /&gt;Szu, szu, szu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-5710414142400542153?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/5710414142400542153/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=5710414142400542153&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5710414142400542153'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5710414142400542153'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/09/szu-szu-szu.html' title='Szu, szu, szu'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-6302587323272161346</id><published>2009-09-04T12:39:00.003+02:00</published><updated>2009-09-04T12:59:45.883+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jesień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zachwyty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozdmuchane ego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gadanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metafizyyyyyka'/><title type='text'>Rządkiem, kolorowo</title><content type='html'>Stoją sobie słoje i słoiki dziesiątkami w naszej piwnicy: konfitury brzoskwiniowe, soki wiśniowe i malinowe, leczo, papryka, pomidory wedle fantastycznie prostego przepisu Sabiny Sąsiadki, ogórki konserwowe, grzybki, cukinia. Zamrażarka precyzyjnie zapełniona do ostatnich centymetrów sześciennych: tąż cukinią, bobem, malinami, truskawkami, grzybami, fasolką, brokułami i jeżynami. Nalewkowe butle szklą się ślicznymi kolorami na parapecie. A ja sieję ozime szpinaki i portulaki.&lt;br /&gt;W efekcie, oczywiście, chodzę od tygodnia spać o godzinie drugiej, a że dzieciątka jakoś nie chcą zacząć później wstawać, więc podpieram powieki kołkami i snuję się w stronę obowiązków na ostatnich nogach. Mąż mój porzucił męskie zajęcia typu tynkowanie, drzewa rżnięcie i układanie płytek i też przykłada się do zbożnego dzieła, które nam pozwoli zimą nie lękać się moich nieco pomniejszonych zarobków i widm kryzysu. Jak człowiek sobie pomyśli, że kupiona mrożonka na zupę jest ze cztery razy droższa, niż własnoręcznie przygotowana, to zaraz mu się zachciewa zakasywać rękawy. Nie mówiąc o przyjemności zjedzenia sobie w lutym makaronu z bobem i pomidorami. Mamy też zamiar robić dużo świeżych soków owocowych i warzywnych (seler! mniam!). &lt;br /&gt;To chyba znaczy, że kończy się lato.&lt;br /&gt;Bardzo mnie to cieszy - wulgarne ramiączka lata zastąpione zostaną przez miękkie kaszmiry jesieni, że się tak wyrażę. Kawa zacznie pachnieć mocniej, niebo zyska na przestrzeni i przejrzystości, opadnie kurz, a krajobrazy zamiast farb plakatowych będą wymagały akwareli i japońskich tuszów. Ach, jej.&lt;br /&gt;Jesienią te skrzydełka swędzą nad łopatkami. I jarzębiny zapalają czerwone lampki. I już sama nie wiem, jak powstrzymać napady dzikiej elokwencji, kiedy zaczynam myśleć o jesieni.&lt;br /&gt;Jesienią czuję się chwilami tak, jakbym była Olgą osobno, jeśli to w miarę zrozumiałe. To znaczy nie Bibliotekarką Olgą, nie Mamą Olgą, nie Grubą Olgą, nie Olgą Jowialną, nie Olgą Nieśmiałą, tylko jakbym właściwie znikła i była tym, co obserwuję i co odbieram. Wiem, że to brzmi trochę zwariowanie, ale kiedy się tak otrząsnę dobrze, to właśnie w ten sposób myślę o najbardziej swoim, wewnętrznym ja: istocie bez istoty, całej będącej, powiedzmy, procesem twórczym, odbierającej bodźce i w całości się spalającej na ich przetwarzanie. &lt;br /&gt;No, tak mi jesień robi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-6302587323272161346?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/6302587323272161346/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=6302587323272161346&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6302587323272161346'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6302587323272161346'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/09/rzadkiem-kolorowo.html' title='Rządkiem, kolorowo'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-7058723807853056460</id><published>2009-07-17T22:40:00.004+02:00</published><updated>2009-07-19T12:00:09.724+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biblioteki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='harmonia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szczęście'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Zakurzone popołudnia</title><content type='html'>Czasem tak mam w pracy (a jak mam inaczej, to jeszcze kiedyś opiszę), że się znajduję zupełnie sama, samiuśka, w magazynie pełnym książek.&lt;br /&gt;Z natury rzeczy w takim magazynie nie może być za jasno, zawsze się jednak musi znaleźć taka smuga światła, która się znajdzie comme il faut i umożliwi drobinkom kurzu leniwe tańcowanie w.&lt;br /&gt;Jest więc cieniście, cicho, pachnie kurz i stary papier. Wciągam powietrze w płuca i - tak jest, to właśnie ono, czasem takie trudne do znalezienia: poczucie dzikiego szczęścia przepełniającego mnie aż po czubek głowy, a zważywszy na moją znaczącą objętość jest to bardzo dużo szczęścia.&lt;br /&gt;Kiedy się tylko da, biorę też do katalogowania same stare książki: one mają już ten zapach, który daje tylko długi czas spędzony wśród tego kurzu, w tym cudownym tłoku na regałach.&lt;br /&gt;W słoneczne popołudnie wyglądają, jakby drzemały.&lt;br /&gt;Na mój widok wydają się otwierać jedno oko i, uspokojone, zapadają z powrotem w tę drzemkę.&lt;br /&gt;Śnią im się zapewne straceńcze skontra i szalone wymiany międzybiblioteczne w świetle księżyca.&lt;br /&gt;Hi hi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-7058723807853056460?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/7058723807853056460/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=7058723807853056460&amp;isPopup=true' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/7058723807853056460'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/7058723807853056460'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/07/zakurzone-popoudnia.html' title='Zakurzone popołudnia'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-39610716609285956</id><published>2009-07-14T22:47:00.003+02:00</published><updated>2009-07-14T22:59:36.701+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziękuję'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gadanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='duch'/><title type='text'>O zaletach wiedźm</title><content type='html'>Przegięłam trochę ostatnimi dniami, zarywając noc za nocą do tego stopnia, że dzisiaj w pracy autentycznie zasypiałam nad książkami; nawet kawa niewiele pomogła, no, ale czego tu oczekiwać, skoro się sypiało po cztery, pięć godzin przez tydzień.&lt;br /&gt;A jednak uważam, że warto było.&lt;br /&gt;Odwiedziła mnie na przykład Ważna Wiedźma Mojego Życia i gadałyśmy, jak na moje standardy, bardzo dużo przez dwa dłuuuugie wieczory. I jeszcze, jak zawsze, kiedy się z nią widzę, otworzyły mi się jakieś takie drzwiczki w mózgu, że prawie uwierzyłam, że jestem w stanie napisać tę Swoją Książkę. I w ogóle to jest właśnie ta dziedzina, w której kobiety są naprawdę najwspanialsze: umiejętność inspirowania, pogłębiania, tworzenia i splątywania rozerwanych nitek, i wydobywania sedna.&lt;br /&gt;Kiedy się tylko wyśpię, będę taka twórcza, że jej.&lt;br /&gt;Dziękuję, Najwiedźmiejsza.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-39610716609285956?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/39610716609285956/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=39610716609285956&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/39610716609285956'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/39610716609285956'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/07/o-zaletach-wiedzm.html' title='O zaletach wiedźm'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-7139249266777224921</id><published>2009-07-02T23:09:00.000+02:00</published><updated>2009-07-02T23:15:47.229+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konflikty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przekłuwanie baloników'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobiecość'/><title type='text'>50%</title><content type='html'>Przeczytałam sobie artykuł w kobiecym dodatku "Newsweeka" - bardzo interesujący wywiad z Magdaleną Środą. Nigdy jej nie lubiłam i nadal nie lubię, bo pojąć nie mogę, z jakiego powodu żąda ona ode mnie w polityce solidarności z kobietami ogólnie. &lt;br /&gt;Ja bardzo lubię i chętnie popieram w różnych sprawach rozsądne i sympatyczne kobiety, których znam dużo, ale po co mi ten bagaż niepotrzebnego uogólniania? Niby dlaczego mam czuć solidarność z kobietami tylko dlatego, że są kobietami? Bardzo bym chciała wiedzieć, naprawdę. Zastanawiam się też poważnie, jak miałabym w praktyce stosować ten sposób myślenia: powinnam z racji jej płci z góry popierać w ewentualnym konflikcie swoją teściową, a nie męża, jakże obrzydliwie męskiego faceta, na przykład? &lt;br /&gt;No dobrze, powiedzmy, że to nie o taki kontekst chodzi, tylko o popieranie kobiet u władzy - ale dlaczego? W eurowyborach, na przykład, starałam się jak najwięcej dowiedzieć o poglądach kandydatów i ich zbieżności z moimi własnymi. Guzik mnie, szczerze mówiąc, obchodziło, czy dana osoba jest kobietą, czy mężczyzną - miałam raczej nadzieję natrafić na kogoś, kto będzie z grubsza reprezentował właśnie moje poglądy, i to nie na ilość kobiet na kierowniczych stanowiskach, ale na sprawy gospodarcze, zwłaszcza energetyki, czy na przykład wspólnej polityki zagranicznej Unii (obraża mnie ta wpisana w "kobiece" rozmowy o polityce pewność aktywistek, że interesuje mnie przede wszystkim sprawa aborcji i becikowego, zaś do szerszego spojrzenia nie jestem zdolna, naprawdę mnie to obraża). &lt;br /&gt;Parytet też jest, moim zdaniem, dla kobiet obraźliwy, bo jasno mówi, że się do formy walki politycznej, w której miałybyśmy jako płeć wziąć szerszy udział, nie nadajemy. Co te panie sobie myślą, że jak już wejdą do tego Sejmu, powiedzmy, to on się zmieni nagle w miłe, fajne miejsce, gdzie nikt nikogo nie podgryza, nie niszczy, nie ciągnie do siebie, per fas et nefas ani nie robi z siebie idioty/idiotki? Z połową bab, nie przeanielonych, idealnych bab przyszłości, które się kochają i jedzą sobie z dzióbków, tylko, eee, zwyczajnych; a drugą sfrustrowanych, zagrożonych facetów dziko kłębiących się na ograniczonym terenie? Cha, cha, cha. &lt;br /&gt;Żądza władzy i rozgłosu zawsze jest nieelegancka i wulgarna. Kiedy dają się jej ponieść mężczyźni, to jest już wystarczająco przykre. Ale w kobiecym wykonaniu budzi autentyczną grozę, a to dlatego, że byłybyśmy w tym nurzaniu się i uganianiu po prostu lepsze.&lt;br /&gt;Tylko sobie wyobraźcie, proszę. Te babsztyle, które z wdzięcznej, kobiecej dyplomacji robią narzędzie władzy i terroru - znacie, drogie panie, te straszne praciotki rządzące struchlałą rodziną, te przysłowiowe teściowe (moje usta milczą), te potworne aktywistki trójek klasowych snujące intrygi z demonicznymi paniami z sekretariatu...? Mnie one zawsze przyprawiały o autentyczną panikę; i ja mam im oddawać, oprócz nieformalnej, władzę formalną? Nie, dziękuję; jestem niestety pewna, że obok - wierzę w nie - wybitnych specjalistek, które i bez parytetu się przebiją, to właśnie one byłyby najsilniejszą grupą kobiecą w polityce. Gdziekolwiek wlezą, to w każdym razie są. A polityka jest już naprawdę dostatecznie obrzydliwa bez profesjonalistek w obrzydliwości.&lt;br /&gt;Z innej zaś strony... Mnóstwo kobiet pracuje uczciwie i porządnie, i pogląd, że miarą wartości ich życia i pracy jest to, czy się pojawią w mediach i załapią na rządową posadę, jest bardzo prymitywny - tak, jakby rozgłos oznaczał cokolwiek poza umiejętnością walenia w najgłośniejszy bęben. Media, ach, media i tak wolą kogoś, kto zarżnie niemowlę albo obsika pomnik papieża, od kogoś, kto zorganizuje kolonie dla dzieci albo wykopie studnię, nieprawdaż? To może się lepiej jednak nie pchać, skoro nagrodą jest takie towarzystwo... Przecież, na Jowisza, to nie o prestiż w życiu chodzi - mam nadzieję.&lt;br /&gt;Pozwolę sobie pozostać przy swojej prymitywnej i nieoświeconej metodzie wybierania przedstawicieli/przedstawicielek - wydaje mi się bardziej sprawiedliwa dla tych, co mają więcej do powiedzenia, niż tylko deklarację, co też znajduje się w ich ineksprymablach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-7139249266777224921?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/7139249266777224921/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=7139249266777224921&amp;isPopup=true' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/7139249266777224921'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/7139249266777224921'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/07/50.html' title='50%'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-7647438645919955043</id><published>2009-06-24T13:11:00.002+02:00</published><updated>2009-06-24T13:13:52.172+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uuuu...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='strachy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metafizyyyyyka'/><title type='text'>Czy wiesz, kiedy umrzesz?</title><content type='html'>Znalazłam takiego linka gdzieś i kliknęłam z ciekawości. Zaczęłam wypełniać test - dość trywialne zresztą pytania - i wiecie, co się stało?&lt;br /&gt;Przy osiemnastym pytaniu padł mi internet :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-7647438645919955043?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/7647438645919955043/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=7647438645919955043&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/7647438645919955043'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/7647438645919955043'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/06/czy-wiesz-kiedy-umrzesz.html' title='Czy wiesz, kiedy umrzesz?'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-737678995930344578</id><published>2009-06-02T00:03:00.002+02:00</published><updated>2009-06-02T00:17:14.546+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komunikacja interpersonalna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gadanie'/><title type='text'>Zapisz teraz</title><content type='html'>Napisałam całkiem sporo postów, których nie opublikowałam. Na przykład przed chwilą o teściowej,w złości i bezsilności. Albo kiedyś o religii, z bezradności.&lt;br /&gt;Teraz mnie tak tknęło, że przecież wciskając sobie w edycji notki "zapisz teraz" zamiast "publikuj posta" robię bardzo łatwo coś, czego w naturze zupełnie nie umiem zrobić, czyli tonuję i koryguję rozmaite swoje wyskoki i niezręczności. Och, jakże by było dobrze mieć taki, pozwalający na wyhamowanie, na zawahanie, edytor wypowiedzi! Autoryzację dyskusji, które zaczynałam z na wpół wyklarowanym poglądem, ale za to ze swadą! Streszczenie przydługich tłumaczeń, z których moi nieszczęśliwi rozmówcy wiedzieli jeszcze mniej, niż na początku!...&lt;br /&gt;Myślę sobie o tym, że swoboda sieciowej tożsamości nie polega na tym, że można wszystko, czego w realu nie wolno, bo to wiadomo, iluzja: wolność jest właśnie w tym, że można nie wszystko, można samą konkluzję, coś spójnego - i że można niemal zawsze wybrać "zapisz teraz". Albo wymazać przed publikacją. I wyskoków, i głupot jakoś mniej.&lt;br /&gt;Zazdroszczę tej sobie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-737678995930344578?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/737678995930344578/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=737678995930344578&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/737678995930344578'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/737678995930344578'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/06/zapisz-teraz.html' title='Zapisz teraz'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-8043474266880206531</id><published>2009-05-25T11:45:00.007+02:00</published><updated>2009-05-25T12:24:27.487+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieciństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='harmonia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozwój'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ojciec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przystosowanie społeczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zabawa'/><title type='text'>Luźne obserwacyjki</title><content type='html'>czyli nie do końca obmyślane myślenie o zabawach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - Nie bawiłaś się nigdy klockami? - pytamy znajomą pięciolatkę, która przyszła do nas i oczarowana równie jak chłopaki pudłem klocków lego, układała sobie różne tam płotki.&lt;br /&gt; - Nie - odpowiedziała z godnością - bo ja jestem dziewczynką.&lt;br /&gt;Tego samego argumentu używała już wcześniej, ale sprawa klocków osobiście mnie zapowietrzyła, bo obie z siostrą budowałyśmy z klocków w dzieciństwie miliony konstrukcji i jakoś nie zauważyłam z tego powodu jakichś nietypowych przestrojeń hormonalnych.&lt;br /&gt;Dodajmy tu więc jeszcze inne obserwacyjki: obśmiewanie chłopców wożących w wózeczku misia, tłumaczenie dziewczynkom, żeby się nie bawiły młotkiem i takie tam.&lt;br /&gt;Nie chcę tu wcale udowadniać, że nie powinno być w ogóle zabawek "przypisanych" płciowo - jeśli my tego nie zrobimy, to same dzieci sobie stosownie wybiorą "swoje", tak, tak, widziałam sama - zrobią to niezależnie od przekonań rodziców, naprawdę. Niektóre bardziej, niektóre mniej wyraźnie, oczywiście.&lt;br /&gt;Ale za to uważam za pomyłkę skali kontynentalnej negatywne wzmocnienia i beznadziejne uprzedzenia w sprawie wybierania zabawek "niezgodnych" z płcią. Chłopaki i tak będą przeważnie ganiać z rykiem za jakąś piłką albo krzywić dobre gwożdzie, a dziewczątka piastować laleczki czy urządzać spokojne zabawy tematyczne typu sklep. A uważam, że słuszne jest, żeby nie dusić w małym szowinistycznym męskim prosiaczku okazjonalnych opiekuńczych odruchów czy zainteresowania kulinariami - czy którakolwiek kobieta, której mąż bierze udział w wychowaniu dzieci i zajęciach domowych, będzie go od tego odwodziła? nie wieeeeerzę. I jestem zdania, że jednej z drugą wróżce w różu nie odpadną rączki od tego, że się oderwie od ciumciania dzidzi i wbije gwoździa albo ustawi z klocków wieżę.&lt;br /&gt; - Nie bądź babolem - mówił mi z obrzydzeniem mój Ojciec, gdy w dzieciństwie zaczynałam smędzić i ogólnie się rozwlekać ideowo. - Kobietą jak najbardziej, ale babolem - nie życzę sobie.&lt;br /&gt;Babol to w ogóle był taki rodzaj kobiety, który na niczym się nie zna, ale ogólnie ma za złe.&lt;br /&gt;No więc zostało mi z dzieciństwa przekonanie, że najgorsze, co dwie pcie mogą robić, to się wzajemnie zwalczać i podgryzać, tudzież demobilizować, a najlepsze - to się wspierać nawzajem, wykorzystując każda swoje najlepsze cechy. A żeby się nawzajem szanować, i umieć się z szacunkiem różnić i wspomagać, to trzeba od początku doceniać to, co to drugie akurat robi, i mieć wcześnie uruchomione jak najwięcej używanych połączeń między tymi tam neuronami. A nie zrozumiemy cudzego świata, jeśli nam się będzie wydawać, że to niestosowne.&lt;br /&gt;A taki numer, jaki wspomniałam na początku, to podkładanie nogi własnemu dziecku. Jak im zacieśnimy za młodu horyzonta, to nas potem synowe i zięciowie będą za plecami przeklinać, i będą mieć rację.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-8043474266880206531?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/8043474266880206531/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=8043474266880206531&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8043474266880206531'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8043474266880206531'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/05/luzna-obserwacyjka.html' title='Luźne obserwacyjki'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-6033000859931017781</id><published>2009-05-22T11:53:00.004+02:00</published><updated>2009-05-22T12:25:28.696+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><title type='text'>Dejbajdej</title><content type='html'>Sama nie zauważyłam, ile przeleciało czasu - napisałam ze dwie notki, nie nadające się do publikacji ze względu na niski pod każdym względem poziom, przemyśliwuję nad jedną o Grubej Babie, jedną o tolerancji i jakąś taką, którą bym się dopisała do &lt;a href="http://od-rana-do-wieczora.blog.pl/archiwum/index.php?nid=14251841"&gt;wspaniałej i buntowniczej notki Chudej&lt;/a&gt;, czasem bym coś szybkiego i błahego chyłkiem opisała, a tu już jutro, a tu już przyszły tydzień. Plewię, przycinam, ubieram, gotuję, zamiatam, usypiam, opisuję książki, przyglądam się, kocham - &lt;br /&gt;Życie mi się jakoś tak rozpędziło, aż widzę, jak furczy miesiąc za miesiącem. A lata dzieciństwa wydają mi się ciągle jakąś nieogarnioną, gigantyczną czasoprzestrzenią. Jeśli starość ma polegać na tym, że do przodu furczy coraz bardziej, a z tyłu coraz bardziej zieje, a na domiar złego jeszcze grozi wieczność z góry i z dołu, to, tego... no, właściwie to nic, hehe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może ta notka, chociaż jakby o niczym, mnie jakoś zdyscplinuje. I w końcu muszę coś znowu zrobić ładnego tymi ręcami, bo ileż można.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-6033000859931017781?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/6033000859931017781/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=6033000859931017781&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6033000859931017781'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6033000859931017781'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/05/dejbajdej.html' title='Dejbajdej'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-1664272809777399564</id><published>2009-04-23T01:18:00.001+02:00</published><updated>2009-04-23T01:21:30.927+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='harmonia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='duch'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Zaklęcia na odświeżenie ducha</title><content type='html'>Nie znalazłam dotąd sympatyczniejszego opisu tego, co czasem lektura może z człowiekiem zrobić, od sceny z "Podróży Wędrowca do Świtu" C. S. Lewisa. W scenie tej bohaterka odczytuje z księgi magicznej historię, która w całości jest zaklęciem "na odświeżenie ducha" (zresztą, to aluzja do Ewangelii, ale akurat nie o to mi w tej chwili chodzi).&lt;br /&gt;Z pewnością Lewis znał to uczucie, kiedy zamykając książkę widzimy świat inaczej i lepiej, i piękniej, choćby na chwilę; i potencjał twórczy nam rośnie, i powietrze jest pełne duchowego jakowegości ozonu...&lt;br /&gt;Ja też znam.&lt;br /&gt;Po całkowicie, dogłębnie, przenikliwie beznadziejnej dyskusji z pewnym empatycznym, ciepłym i sympatycznym jak na wpół rozmrożony filet z tilapii facetem - &lt;br /&gt;Po pracy, w której nadal nawet nie umiem po ludzku wykrztusić, co mi się cholernie nie podoba, i zamiast tego brnę w jakieś zapewne niezrozumiałe żale - &lt;br /&gt;Po fizjologicznie nad wyraz niebezpiecznym dniu - &lt;br /&gt;wchodzę na dwie minuty do księgarni, może być nawet taka w obmierzłej Galerii Krakowskiej;&lt;br /&gt;ładując naczynia do zmywarki łypię w to miejsce, o, tu mi się kartki same otwierają...&lt;br /&gt;Są takie książki, niekoniecznie muszą być wybitne, niekoniecznie muszą być w mojej biblioteczce, byle były w miarę dostępne. W tej chwili trzy mi przychodzą do głowy, ale jest ich oczywiście więcej. No więc na przykład - "Opowieści mojej żony" Mirosława Żuławskiego. Potem - "Jak mama została Indianką" Ulfa Starka, tak jest. I jeszcze "Błękitny zamek" Lucy Maud Montgomery, a co.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podnoszę wzrok znad lektury i wszystko, co rzeczywiste, staje się dwa razy bardziej rzeczywiste. Cóż to za bzdura, że czytanie całkiem odrywa od rzeczywistości! Odrywa na chwilę, a za to potem wszystko jest jakby dwa razy wyraźniejsze i zarazem łatwiejsze do zniesienia.&lt;br /&gt;Szłam tak niedawno przez paskudną, wyż. wspom. Galerię, uśmiechałam się do siebie i miałam wrażenie, że w moim umyśle przed chwilą spadł deszcz i pachną paprocie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-1664272809777399564?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/1664272809777399564/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=1664272809777399564&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1664272809777399564'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1664272809777399564'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/04/zaklecia-na-odswiezenie-ducha.html' title='Zaklęcia na odświeżenie ducha'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-2535821295415226074</id><published>2009-04-01T00:01:00.006+02:00</published><updated>2009-04-01T00:17:11.060+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='róże'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zachwyty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ogród'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiosna'/><title type='text'>Rosa lunatica</title><content type='html'>Dzień za mną pełen zmagań z materią, kończyny zawodzą, piasek oko zasypuje, ledwo na oczy, w związku z tym, patrzę, i może poszłam spać za przykładem mojego praktycznego Męża?&lt;br /&gt;A skąd, nie poszłam. &lt;br /&gt;Boże, Mama mnie znowu bez litości obśmieje :)&lt;br /&gt;Studiuję mianowicie róże pnące angielskie. Szczególnie w odmianie The Pilgrim. Przepiękna! Ja ją kiedyś będę mieć.&lt;br /&gt;Nic mnie nie powstrzyma,nic.&lt;br /&gt;Oprócz może powierzchni działki, chociaż i to niekoniecznie.&lt;br /&gt;Czy ma ktoś może niepotrzebne areały do ukwiecenia?...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nota bene, Paweł niedawno też sobie westchnął:&lt;br /&gt; - Przydałoby się mieć przynajmniej parę hektarów, żeby objeżdżanie ich konno miało jakiś sens.&lt;br /&gt;A pewnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-2535821295415226074?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/2535821295415226074/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=2535821295415226074&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/2535821295415226074'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/2535821295415226074'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/04/rosa-lunatica.html' title='Rosa lunatica'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-543656680033267217</id><published>2009-03-23T23:36:00.006+01:00</published><updated>2009-04-01T00:01:15.010+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konflikty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komunikacja interpersonalna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozdmuchane ego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='talenty'/><title type='text'>Konfuzję w refleksję</title><content type='html'>Dostałam kiedyś napastliwy i obelżywy list od pewnej kobiety, na stałe przyfastrygowanej do mojego życia. Nie mogę go zapomnieć, choć w zasadzie się nawet nie gniewam, bo po co, na kogo. I często w myślach odpowiadam sobie na ten jej list, mimo, że za nic nie odpisałabym na coś takiego w rzeczywistości. Czasami odpowiadam chłodno, czasami zimno, a czasami się z żarem tłumaczę - rozmaicie to bywa.&lt;br /&gt;Ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie umiała z tym postąpić w sposób twórczy.&lt;br /&gt;Bo zdolność do twórczego, jeśli nawet ociupinkę pozajączkowanego, myślenia to chyba jedyna zaleta, którą się wręcz szczycę, no.&lt;br /&gt;Mianowicie pomyślałam, że to właściwie rzadkość - pisać do kogoś tak szczerze: to co, że nieżyczliwie i poniżej pasa.&lt;br /&gt;I zaczęłam układać sobie w myślach listy. Listy do ludzi, do których naprawdę nigdy czegoś takiego nie powiem. Których nigdy o to nie zapytam. Którym się nigdy nie przyznam, że. &lt;br /&gt;Oczywiście - yyy - nie na tym poziomie, co wyjściowa korespondencja.&lt;br /&gt;Bardzo dużo we mnie rozterek i zahamowań, jeśli idzie o kontakty międzyludzkie (i czasem to wcale nie jest źle, a kiedy indziej wprost fatalnie). Tymi niewysłanymi, nienapisanymi listami jakoś je tak... zaszpachlowuję. Przy okazji przyglądam się sobie te listy wymyślającej, i chichoczę sobie w stosy prania, w ścierkę i w kaszkę.&lt;br /&gt;Myślę sobie, że ona, gdyby umiała, również by coś o sobie zobaczyła; gdyby zechciała ujrzeć swój list jako lustro, nie obraz.&lt;br /&gt;Myślę sobie, że nie umiem zdecydować, czy lepiej, czy gorzej by było, gdybym umiała kiedyś to wszystko powiedzieć Adresatom.&lt;br /&gt;Myślę sobie, że bliskość przejawia się na tyle dziwacznych sposobów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rany. Takie jamochłony naprawdę mają pod pewnymi względami o wiele lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. To znaczy nie, żeby Tamta Autorka niby właśnie została przeze mnie zwyzywana od jamochłonów, tylko te tam autentyczne jamochłony, jako istoty najprawdopodobniej z założenia niezbyt skoncentrowane na stosunkach międzyludzkich, mają lepiej. I w ogóle wychodzi znowu na to, że jestem nieprecyzyjna, bo z komentarzy wychodzi, że napisałam notkę o tym, że mnie dręczy głupi list, a miała być o tym, jaka jestem twórcza :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-543656680033267217?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/543656680033267217/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=543656680033267217&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/543656680033267217'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/543656680033267217'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/03/konfuzje-w-refleksje.html' title='Konfuzję w refleksję'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-1991902499366273372</id><published>2009-03-08T12:21:00.003+01:00</published><updated>2009-03-09T22:53:48.102+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='braterstwo broni'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Tolle, lege</title><content type='html'>Czasami wściekle trudno bywa się dostroić do sposobu myślenia dzieci. Się zaś musi, bo przecież nie można puszczać ich samych na dzikie pola aktywności intelektualnej. Nie zawsze za nimi nadążam, ale owocuje to także miłymi niespodziankami. Zapuszczają się w gąszcze zamyśleń i poznania i przynoszą, powracając, zaskakujące trofea: Kubica - niezliczone nowe słowa, składające się w coraz zgrabniejsze małe zdania. Karollo - bzyczące i wyrywające się czarne znaczki liter, które umie już całkiem zgrabnie złożyć w sylaby i wyrazy.&lt;br /&gt;Między innymi, bo myśliwi z nich znakomici.&lt;br /&gt;Cieszę się i pękam z dumy, ale czasami mam wrażenie, że z tego nieustannego przestrajania się na trzy sposoby myślenia mój własny umysł trochę się, że tak ryzykownie powiem, ochwacił :)&lt;br /&gt;Więc Panu Bogu niech będą dzięki, że natchnął ludzkość do wymyślenia książek. Bo te okładki otwarte to są mosty, po których tak łatwo do siebie dojść, i tak bezboleśnie. Kuba przybiega z naręczem książek, a Karol ślicznie czyta sam co któryś wyraz - a w ich oczach jest taki blask, że może nawet szkolne uśrednianie go nie zdoła zgasić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i tak. &lt;br /&gt;Tolle, lege.&lt;br /&gt;Lub: D-I-N-O-Z-A-U-R-Y, dinozaury!&lt;br /&gt;Albo: Choć mamusia wstań. Citamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P. S. Moja Mama poniekąd słusznie zwróciła mi za kulisami uwagę, że powszechne pisanie po łacinie wyszło z użycia jakiś czas temu, i że wypadałoby objaśnić cytat: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tolle, lege&lt;/span&gt; znaczy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Weź, czytaj&lt;/span&gt;. Augustyn święty, absolutnie nie o dziele "Alusiu, gdzie jesteś?". Ale mi to tak z rozpędu wyszło, a nie ze złej woli.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-1991902499366273372?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/1991902499366273372/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=1991902499366273372&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1991902499366273372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1991902499366273372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/03/tolle-lege_08.html' title='Tolle, lege'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-42630358281204721</id><published>2009-02-21T10:00:00.002+01:00</published><updated>2009-02-21T10:00:00.247+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biblioteki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zamyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metafizyyyyyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Mózg</title><content type='html'>Biblioteka powoli wypełza nam w końcu z pudeł. Paweł bohatersko montuje białe półki i przykręca je dziesiątkami wściekle wielkich śrub, żeby nam to wszystko nie spadło na jakieś dziecko.&lt;br /&gt;A ja sobie patrzę na te książki, które tak dobrze znam, że dwuletnie rozstanie nie odebrało mi ani jednego detalu, ani jednego wspomnienia, niczego.&lt;br /&gt;I myślę sobie o nich, że kocham je tak, jak nie śmiem kochać żadnego człowieka.&lt;br /&gt;Dla ludzi jakbym rezerwowała miłość bardziej cywilizowaną.&lt;br /&gt;Mniej zaborczą, bardziej empatyczną.&lt;br /&gt;Jakoś tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiedziałam paru osobom, jak to czuję, i im się podobało porównanie: jakbym przez cały czas rozłąki z książkami miała mózg ściśnięty w ciasnym pudełeczku i dopiero teraz on się, jak i one wypakowany, rozprostowywał i wracał do normalnego stanu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-42630358281204721?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/42630358281204721/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=42630358281204721&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/42630358281204721'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/42630358281204721'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/02/mozg.html' title='Mózg'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-6276345177184604558</id><published>2009-02-17T23:11:00.006+01:00</published><updated>2009-02-18T00:30:28.554+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='iluminacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pratchett'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='meeen'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ojciec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='śpiewanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mąż'/><title type='text'>Upiór Opery</title><content type='html'>A wszystko to przez to, że - przywołując zawsze stosownego Pratchetta - zasada, że sopran to piętnaście akrów łona w rogatym hełmie, należy już do przeszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już wzmiankowałam, moi Rodzice wyprawili nas, z okazji urodzin, do opery. Krakowskiej. Na rzecz, która, jak wiadomo, opisuje pułapki stałych związków uczuciowych oraz jednostronnie patriarchalnego modelu rodziny, piętnuje także zmaskulinizowane społeczeństwo i promuje ochronę zdrowia - "Traviatę" mianowicie. &lt;br /&gt;Spędziliśmy tam nadzwyczaj miły wieczór - podśpiewując i żartując wracaliśmy potem do domu, a mój Mąż rozważał, czy nie dałoby się zostać na kolejny spektakl... Jednakże nasze dusze drążył kołatek muzycznego niepokoju. &lt;br /&gt;Wiadomo, że tenor to ryzykowna barwa głosu - może być powalający albo, no, niepowalający. Ten, którego wysłuchaliśmy w roli Alfreda, był jak dla mnie niepowalający i miał problemy z wymową włoską. W tym akurat dziele jest to problem o tyle, że pojawiający się co jakiś czas i nadzwyczaj romantyczny motyw, mówiący o naturze miłości, w oryginale brzmi następująco:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;amor che palpita&lt;br /&gt;Dell'universo, Dell'universo intero,&lt;br /&gt;Misterioso, altero,&lt;br /&gt;Croce e delizia cor.&lt;br /&gt;Misterioso, Misterioso altero,&lt;br /&gt;Croce e delizia al cor. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nie trzeba chyba dużej wyobraźni, żeby pojąć, jak straszliwie brzmią ostatnie wersy, kiedy się je zaśpiewa twardo i po polsku.&lt;br /&gt;No tak.&lt;br /&gt;Poczułam więc potrzebę pogłębienia sprawy i zbadania, czy w innych wykonaniach brzmi to choćby odrobinę lepiej. Kuba uprzejmie nie uniemożliwił mi szybkiej kwerendy na YouTube, i wkrótce znałam już kilka nader zadowalających wersji "Un di felice". &lt;br /&gt;Wieczorem opowiedziałam Pawłowi z rozmarzeniem, że Di Stefano, Villazon i w ogóle, a potem nieopatrznie zachwyciłam się inscenizacją "Traviaty" z Salzburga, z &lt;a href="http://www.annanetrebko.com/"&gt;Anną Netrebko&lt;/a&gt; w roli Violetty. To naprawdę bardzo piękna i pomysłowa wersja, z wstrząsającą scenografią, kilkoma celnymi ideami inscenizacyjnymi - no, a przede wszystkim wykonanie jest świetne. O, ja niebaczna! Nawet mu to sama włączyłam!&lt;br /&gt;Pół godziny później mój Mąż, rozmarzony, siedział przy pianinie i podpierając głowę ciężką od marzeń uśmiechał się błogo do Anny Netrebko w czwartej wersji &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Tltje8l2VNI"&gt;"Addio di passato"&lt;/a&gt; (koszula nocna, oko błyszczące niezdrowo, włos rozpuszczony). &lt;br /&gt; - Wiesz - westchnął z zachwytem - dla takiej to ja bym się nawet zadłużył.&lt;br /&gt;Zanim wyjaśniliśmy sobie, że chodziło mu o wzięcie pożyczki na wyjazd i bilety na koncert takiej klasy, minęło kilka bardzo nerwowych chwil.&lt;br /&gt;To jeszcze nie koniec.&lt;br /&gt;Następnego dnia opowiedziałam wszystko Mamusi, zwyczajem wszystkich wstrząśniętych żon. Moja Mama pokiwała głową.&lt;br /&gt; - Twój Ojciec, drogie dziecko - powiedziała melancholijnie - też bywa dziwnie często widziany przy studiowaniu opery. Co ciekawe, jeśli idzie o Netrebko, to jakoś nie słucha płyt ani radia, tylko siedzi przy komputerze z listą filmików.&lt;br /&gt;Dowiedziawszy się o tym, Paweł przystąpił do działania.&lt;br /&gt;"Tato", zaesemesował, "Anna Netrebko śpiewa w Wiedniu 11 maja"&lt;br /&gt;Tata odpisał mniej więcej:&lt;br /&gt;"Wiem. Nie ma już biletów".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Upiór Opery, mosterdzieju.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-6276345177184604558?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/6276345177184604558/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=6276345177184604558&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6276345177184604558'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6276345177184604558'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/02/upior-opery.html' title='Upiór Opery'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-4005028321498703334</id><published>2009-02-09T11:56:00.005+01:00</published><updated>2009-02-09T12:13:55.336+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czas'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rzeczy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiosna'/><title type='text'>Ach!</title><content type='html'>1. Żeby była wiosna już. W tym roku będzie ona z wielu powodów znacznie, znacznie przyjemniejsza, niż w zeszłym - choćby dlatego, że rok temu spod śniegu wynurzało się błoto, gruz i klepisko, a w tym - trawa i wdzięcznie na niej rozsiane kiełkujące krokusy, tulipany i przebiśniegi.&lt;br /&gt;2. Żeby była już wiosna. Cała moja domowa drużyna rwie się na pole i ja ich doskonale rozumiem; nie zmienia to jednak faktu, że pod dachem bywa już zdecydowanie zbyt nerwowo.&lt;br /&gt;3. Żeby już wiosna była. Żeby warzywa świeże nadciągały, i czas na zimną maślankę z ogórkami, i wodę z limonką. Pachnące jasnozielone gałązki na świerkach i kwitnące drzewa owocowe, i krzewy.&lt;br /&gt;4. Żeby wiosna już była. Żebym mogła się przesiąść na dżinsowy płaszczyk mój i zaprzestała ubierania młodzieży w tę cholerną pasmanterię i galanterię, i krawiectwo ciężkie, czy jak im tam.&lt;br /&gt;5. Żeby już była wiosna - bo coś musi być na rzeczy, jeśli tęsknię za nią jak jeszcze nigdy w życiu. To jest na tyle podejrzane - zawsze lubiłam zimę, nawet jej końcówkę, za długie wieczory, spokój i punktowe światło w kątach, i herbatę, i takie tam - że aż z tego, nadzwyczaj wszak banalnego, tematu robię osobną notkę, i to w tonie niemal kategorycznym&lt;br /&gt;No więc? &lt;br /&gt;Drogi Panie Boże, ja wiem, że Ty takich rzeczy nie robisz, że niby nam by się w głowach poprzewracało i kurs zmyliło moralny, gdybyś nas tak za bardzo rozpieszczał docześnie. Alealeale. Czy mógłbyś chociaż ten jeden raz zmienić swoją znaną politykę względem prywatnych i społecznych próśb i albo wypuścić już tę nieszczęsną porę roku, albo przynajmniej pozwolić mi niezasłużenie wygrać naprawdę dużą sumę pieniędzy, co bez wątpienia pozwoliłoby mi na oderwanie myśli od rozpamiętywania sprawy wyżej wspomnianej wiosny? &lt;br /&gt;Hehe.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-4005028321498703334?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/4005028321498703334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=4005028321498703334&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4005028321498703334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4005028321498703334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/02/ach.html' title='Ach!'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-5989100313946026821</id><published>2009-02-03T17:00:00.003+01:00</published><updated>2009-02-04T17:21:46.998+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rzeczy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ojciec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzyna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mama'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zabawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miłość'/><title type='text'>Pluszowatość świata</title><content type='html'>...to termin, jaki wymyślił mój Ojciec, kiedy dawno temu pisałam, rycząc ze śmiechu, bardzo poważną rozprawę krytycznoliteracką na temat zbioru poezji "Paskudny miś i inne zwierzątka" bodajże. Był to prezent urodzinowy dla kolegi, który w charakterystycznym dla siebie ataku twórczej głupawki popełnił cykl poetycki, tak to ujmijmy, o misiu, który nie podaje łapy (i w większości przypadków szczęśliwa to okoliczność).&lt;br /&gt;Tak się jednak składa, że całkiem poważnie pluszowatość świata to przypadłość, która dotknęła nas z Pawłem już dawno, a obecnie przeszła już na naszych synów; tak, tak, nie odwrotnie.&lt;br /&gt;Zaczęło się od pluszowego kota, którego dostałam kiedyś od Pawła na Walentynki, albowiem pożałował mnie on, że dotknięta alergią Mamy nie mogę mieć rudego kota. Rudy pluszak dostał na imię Fiłip, na pamiątkę kota brata Pawła, którego to kota omyłkowo kiedyś skoszono (i to wcale nie jest śmieszne).&lt;br /&gt;No, w każdym razie Fiłip bardzo się ze mną zżył i, głównie jako poduszka, przewędrował ze mną kawał świata, od Bieszczad po Anglię. Po drodze zyskał reputację rozbójnika i donżuana, a także - zawziętego kawosza, nie mam pojęcia dlaczego.&lt;br /&gt;W prezencie ślubnym od Wojtka dostaliśmy centralną postać naszych pluszowych oddziałów: Ikeowskiego, wielkiego, białego niedźwiedzia. Nie mając początkowo pewności, czy to samiec, czy samiczka, nazwaliśmy go Misiako, że to niby z japońska albo nie, zależy co i jak. Misiako już wkrótce okazał się stuprocentowym facetem: jeść, spać i okazjonalnie jakieś awantury i sporty ekstremalne. Początkowo żarł się straszliwie z Fiłipem, ale mniej więcej po roku doszli do porozumienia i od tej pory stanowią diabelski duet, podwójną sprężynę wszelkich ekscesów. Misiako znany jest na przykład z tego, że dopisuje się na listach zakupów:&lt;br /&gt;- FAFELKI, TRZEKOLADA, HAÓWA I KIEŁUBASA&lt;br /&gt;niestety, ortografia nie jest jego mocną stroną, i Fiłip często się z niego nabijał; dopiero naga przemoc zakończyła naigrawania.&lt;br /&gt;Następnie, kiedy urodził się Karol, kupiliśmy mu na Allegro Misia K. Miś K. (jak Karol) to nieduży, ale we właściwy sposób uszyty biały niedźwiadek (na czterech łapach, nie teddy bear, tylko niedźwiedź normalny). Też ewoluująca osobowość: z początku odrobinę nieśmiały, ugodowy i preferujący butelkę z mlekiem, stopniowo nieco się zaktywizował i rozszerzył menu.&lt;br /&gt;Kolejny w ferajnie jest Miś z Warszawy. Podarowany Karolowi przez moją chrzestną, ciocię bywałą i onieśmielająco naukową, z początku był on lekko wyniosłym, angielskim dżentelmenem, na dodatek - maniakalnym wegetarianinem. Dłuższy kontakt z Misiakiem i Fiłipem, obawiam się, wyleczył go z dobrych manier. Ale nie z wegetarianizmu: Miś z Warszawy zawsze jest pierwszy do cukinii i w ogóle wszelkich warzyw i owoców, raz go nawet w nocy ściągaliśmy z grządki z cukinią. Obecnie najbardziej kocha go Kuba, a ponieważ nie wymawia porządnie litery s, nazywa go rozczulająco Mihiu, przy czym to h jest fufnięte pod nosem, coś pośredniego między h a f.&lt;br /&gt;Misiako, a za nim i reszta, nazywają mojego męża"Duży", często podbierają mu a to portfel, a to kluczyki od auta i jadą na imprezę albo na włam do cukierni, albo namawiają go na kupno większej ilości słodyczy, albo żądają dostarczenia wreszcie jakichś pluszowych lasek - różnie, zależnie, czy dzieci słuchają.&lt;br /&gt;Karol nauczył się już dawno przemawiać do Misiaka bardzo stanowczo:&lt;br /&gt;- Misiako! Najpierw się je obiad, a potem słodycze, i na pewno nie tak dużo!&lt;br /&gt;albo:&lt;br /&gt;- Misiako! Za dużo słodkiego!&lt;br /&gt;Fiłip poluje na moją kawę poranną... no... całodniową, bo tylko czasami udaje mi się ją wypić rano :) Miś z Warszawy obgryza kwiatki. Misiako protestuje przeciwko temu, że zabieramy mu nasze kołdry. Na obrzeżach tego towarzystwa powarkuje czasem milkliwy, ale stale brany pod uwagę Lew, tuli Karola jego ukochany - ale ciekawe, nie przejawiający jakichś szczególnych cech charakteru - Piesek, a także inne zwierzęta, których szeregi od czasu do czasu próbuję odrobinę przerzedzić i nieodmiennie powstrzymują mnie ponure spojrzenia całej rodziny (i samych pluszaków).&lt;br /&gt;Czuję się z miejsca jak jakiś miniaturowy Dżugaszwili i odkładam nawet tę zezowatą, jakby zmutowaną mysz.&lt;br /&gt;Zaś niedawno - to nadal jest na ten sam temat, proszę nie przecierać okularów - moi Rodzice, w nieustannym wysiłku nie pozwolenia mi na stoczenie się w otchłanie kurnika, dali nam w urodzinowym prezencie bilety do opery w pakiecie z wieczorem babysittingu (moje wdzięczne modły płyną w Ich intencji do Niebios bez przestanku). Wróciliśmy szczęśliwi jak mróweczki. Dzieci spały. Mój Ojciec, znużony adoracją zachwyconych wnuków i ogólnie bohaterstwem, spał również. W końcu pluszaki przywitały nas w łóżku pobłażliwie i z sympatią ("a co przynieśliście dla nas? czy ta opera to według tego przepisu z Le Cordon Bleu?").&lt;br /&gt;Wolę sobie nie wyobrażać, co bym usłyszała, gdybym im się odważyła powiedzieć, że podobno w Illinois istnieje prawo zabraniające wchodzenia do opery z pluszowym misiem. Zaryzykuję twierdzenie, że zaraz by zaczęli kombinować bilety. Oczywiście na nasz koszt.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-5989100313946026821?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/5989100313946026821/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=5989100313946026821&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5989100313946026821'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5989100313946026821'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/02/pluszowatosc-swiata.html' title='Pluszowatość świata'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-2234102822463251665</id><published>2009-01-28T11:38:00.000+01:00</published><updated>2009-01-28T11:43:25.441+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Karol'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kuba'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='braterstwo broni'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><title type='text'>Syzyfowe prace, dzieci i robótki ręczne</title><content type='html'>Oto, co mnie ostatnio zajmuje w stopniu z rzadka tylko pozwalającym na odprężenie. W tej właśnie chwili Karol jest w przedszkolu, a Kuba, po niedługim, lecz wściekłym oporze, w końcu zasnął - już rył nosem w podłodze, nieszczęsny.&lt;br /&gt;Co to za dziwaczne dziecko jest, no jeszcze chwila, a w znaki zodiaku uwierzę. Jakim cudem nam się zdarzyło dziecię, które znajduje frajdę w układaniu widelców w przegródkach, segregowaniu klocków na różne kolory, wycieraniu ściereczką powierzchni płaskich, myciu rąk i zębów (kilkanaście razy dziennie), zbieraniu zabawek i w ogóle, to nie wiem - niektórzy by powiedzieli, że co się tu dziwić - Panna, i tyle. Panna, nie Panna, pisz pan Panna - lepsze takie wytłumaczenie, niż żadne, bo jako żywo w rodzinie po obu stronach nawyki sprzątaniowe są raczej wyuczone, niż płynące z temperamentu. Do licha, to niepokojące! Cała nadzieja w destrukcyjnym wpływie Karolla, w którego Kubica wpatrzony jest jak w obrazek; stety i niestety.&lt;br /&gt;Niestety, bo Karollo stosunek do sprzątania ma, hmm, niejednoznaczny.&lt;br /&gt;Stety, bo Kuba łapie od niego mnóstwo umiejętności i podejmuje liczne próby rozwoju w rozmaitych kierunkach.&lt;br /&gt;Karol składa litery w książeczkach - to Kuba w skupieniu studiuje swoje książki, paluszkiem pokazując wyrazy i obrazki.&lt;br /&gt;Karol wspina się po pudłach z naszą biblioteką, wyczynowo - Kuba pokonuje przewieszki trop w trop za nim.&lt;br /&gt;Karol prowadzi rozbudowane konwersacje - Kuba trajluje jak umie, a umie coraz więcej i coraz bardziej do rzeczy.&lt;br /&gt;Karol recytuje, prawda, zasłyszane u ojca okrzyki kibicowskie w rodzaju "Jazda, jazda, jazda - Biała Gwiazda!" - Kuba staje pod podarowanymi przez moje koleżanki wiślackimi wlepkami, przyklejonymi do szafy i woła: "Biała, biała!" (meeeeeen...)&lt;br /&gt;Karol nadzwyczaj starannie koloruje moje jakże subtelne szkice w pięknym notesie Moleskine świńskim różem, kładzionym z rozmachem i naciskiem...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-2234102822463251665?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/2234102822463251665/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=2234102822463251665&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/2234102822463251665'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/2234102822463251665'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2009/01/syzyfowe-prace-dzieci-i-robotki-reczne.html' title='Syzyfowe prace, dzieci i robótki ręczne'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-5734868476276744135</id><published>2008-12-14T00:41:00.003+01:00</published><updated>2008-12-14T01:12:26.549+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Karol'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mama'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gadanie'/><title type='text'>Człowiek zdecydowany</title><content type='html'>- Kiedy dorosnę, to zostanę tatą, dużym jak mój tata - informuje mnie Karol. - Będę miał trzy dzieci.&lt;br /&gt; - Troje - podpowiadam.&lt;br /&gt; - Troje. Trzech synów i trzy córeczki. Dokładnie sześć.&lt;br /&gt;Po krótkim zamieszaniu wywołanym tłumaczeniem, ile właściwie ma być tych dzieci, a potem dyskusją na temat liczebników, opowieść snuje się dalej:&lt;br /&gt; - Będę do was przyjeżdżał z nimi na wakacje. Bo będę mieszkał w Krakowie, kiedy dorosnę.&lt;br /&gt; - Wiesz - wtrącam, - będziesz też mógł ich czasem z nami zostawić, żebyś mógł iść z żoną na przykład do kina.&lt;br /&gt;  - I będziemy wszyscy ustawiać się w oknie i wam machać - dodaje Paweł.&lt;br /&gt;Karol kiwa głową i rzecze uspokajająco:&lt;br /&gt; - Ale wieczorem wrócimy z Patrycją i ich z pewnością odbierzemy.&lt;br /&gt;Aha.&lt;br /&gt;Patrycja to córeczka sąsiadów, blondynka rezolutna i obdarzona wolą z hartowanej stali - coś mi się wydaje, że moje dziecko lubi ostre kobiety. Ale jak dotąd świetnie, będziemy z sąsiadami pędzić wnuki przez dziurę w płocie i w ogóle to oni sympatyczni ludzie są.&lt;br /&gt; - Synkowie będą się nazywali Mikołaj, Mateusz i Kacper, a córki -  Gabrysia, Oliwka i  Julka.&lt;br /&gt;Otóż i macie Państwo przegląd popularnych  imion  dziecięcych. Boże kochany, jak mu się nie odmieni, będę mieć wnuczkę Oliwię.&lt;br /&gt;I tak się toczy opowieść w samochodzie, aż do samego domu.&lt;br /&gt;Ale potem, przy usypianiu, Karollo mamrocze do mnie jeszcze sennie:&lt;br /&gt; - Będę mieszkał w Krakowie, ale blisko babci Beatki, żebym nie musiał do niej tak dojeżdżać i dojeżdżać.&lt;br /&gt;Co tam, że to babcia dojeżdża do niego - i tak mnie, w imieniu Mamy, rozczulił.&lt;br /&gt;Wiadomo, co jest najważniejsze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-5734868476276744135?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/5734868476276744135/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=5734868476276744135&amp;isPopup=true' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5734868476276744135'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5734868476276744135'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/12/czowiek-zdecydowany.html' title='Człowiek zdecydowany'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-6067157850694408227</id><published>2008-12-08T11:05:00.002+01:00</published><updated>2008-12-08T11:38:27.298+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dobranoc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='strachy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zimna krew'/><title type='text'>Nazgule u wrót</title><content type='html'>Sprzątałam sobie więc ciemną nocką, starając się nie zbudzić śpiących mężczyzn, którzy posapywali przez nosy w idealnie równym rytmie, i podczytując przy myciu garnka "Władcę pierścieni", do którego wróciłam z przyjemnością po raz enty, hehe.&lt;br /&gt;Trochę się czułam przy tym nieswojo, bo w książce właśnie Nazgule pełzały po Hobbitonie, na zewnątrz róża machała pazurami, w szybie lśniły czerwono rozmazane cyferki zegara przy piekarniku - całkiem jak upiorne oczka, a jeszcze cały dzień działy się dziwne rzeczy.&lt;br /&gt;Włączyła mi się sama płyta w wieżyczce - tak się składa, że "Muzyka fajerwerkowa" Haendla, w samo południe.&lt;br /&gt;Kiedy usypiałam Kubę i zaczęła się gotować woda, gaz pod nią sam się wyłączył.&lt;br /&gt;Ogień rozpalił się w piecu, w którym mi się wcześniej był zdusił, kiedy tylko popatrzyłam przez piwniczne okienko.&lt;br /&gt;No więc w końcu, wśród nocnej ciszy zapakowałam do zmywarki ostatnie łyżeczki i talerze, wsadziłam kostkę, włączyłam guzik zasilania i odczekałam, aż się pokaże w okienku wybór programu...&lt;br /&gt;Aaaaaaa!&lt;br /&gt;W okienku pokazał się wybór programu, następnie - sam zjawił się kod programu, który miałam zamiar włączyć, a w końcu wszystko bardzo grzecznie samo ruszyło.&lt;br /&gt;I teraz nie mam pewności, czy to skrzat jakiś sympatyczny był,&lt;br /&gt;czy te... no... Nazgule mnie chciały nastraszyć albo co, a nie ma skuteczniejszego sposobu na przestraszenie mnie, niż spowodowanie, że normalne i codzienne rzeczy zachowują się strasznie i niespodziewanie.&lt;br /&gt;Zwłaszcza o północy, z pazurkami róży skrobiącymi po szybie, uuuuuu...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-6067157850694408227?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/6067157850694408227/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=6067157850694408227&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6067157850694408227'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6067157850694408227'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/12/nazgule-u-wrt.html' title='Nazgule u wrót'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-2407818287831096684</id><published>2008-12-05T22:48:00.005+01:00</published><updated>2008-12-05T23:25:59.244+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobiecość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kura'/><title type='text'>Pazurem w Augiasza</title><content type='html'>Właśnie skończyłam codzienną porcję robót Absolutnie Niezbędnych; Niekonieczne i Ozdobne przesuwając sobie, szczerze mówiąc, ad calendas graecas. Herbatkę wlałam w kubek, padłam na płask nad laptopem i tak się zastanawiam, jak to jest.&lt;br /&gt;Bardzo bym mianowicie chciała wiedzieć, jak to robi większość, jak mi się zdaje, innych matek, że mają w domu mniej więcej posprzątane, ich dzieci nie są przy tym zaniedbywane, praca nie jest nadganiana po północy, i w ogóle jakoś na wszystko niby że znajdują czas z pomalowaniem sobie paznokci włącznie? Mam wrażenie, że całymi dniami nic innego nie robię, tylko na bieżąco składam zabawki, zamiatam, odkurzam, zmywam, składam, zamiatam, piorę, wieszam, szoruję, wycieram i tak dalej, oczywiście w przerwach między daleko ważniejszymi: przytulaniem i tarzaniem się po podłodze, czytaniem książeczek, budowaniem z klocków, komentowaniem dziennej porcji Boba Budowniczego, rysowaniem szambodżetów, wycieraniem nosów, podawaniem zupy, recytowaniem "Skumbrii w tomacie"... I prawie nigdy, mimo starań i uczciwej roboty do późnych godzin wieczornych, nie udaje mi się osiągnąć choćby tyle, żeby uniknąć taktownie tłumionej dezaprobaty mojej Mamy, która jednakowoż w domu ma posprzątane, i zgrozy w oku mojej Siostry, która czasem wpada, a której mieszkanie można by bez zapowiedzi najść w celu zrobienia sesji fotograficznej do ekskluzywnego czasopisma, a gdyby się wcześniej zapowiedzieć, to można śmiało prowadzić subtelne badania laboratoryjne w szafce z kubłem na śmieci.&lt;br /&gt;Wygląda na to, że naprawdę jestem, do licha, jakąś czarną owcą czy coś. Bo przecież one obie też są zajęte i zapracowane. A ja, do licha, naprawdę się staram, zwłaszcza, że śnią mi się po nocach czasami koszmary, w których mój dom wygląda jak dom... no... wiecie czyj.&lt;br /&gt;Jakiś czas byłam pewna, że jestem jakoś źle zorganizowana, ale to też nieprawda, wydaje mi się. Nie jestem może systematyczna, ale jednak potrafię po swojemu i odrobinę od czapy posprzątać szybko i nie zamiatać przy tym pod dywan. Zwłaszcza, że nie mam dywanu. Tylko że tych rzeczy do posprzątania to jest 33928759738372 5 tysięcy, a ja jedna - chłopcy na razie są raczej edukowani i przyzwyczajani, więc ich udział w sprzątaniu jest raczej kontrowersyjny, choć entuzjastyczny. Paweł zazwyczaj jest w pracy. Albo tynkuje piwnicę.&lt;br /&gt;I w efekcie, no, coś strasznego, w efekcie nawet nie mam czasu, żeby zarobić sobie na znaną reputację matek pracujących w domu i pomalować tipsów ani leniwie sączyć... no, czegoś co się wtedy sączy, przy wtórze serialu.&lt;br /&gt;Jedyne, na co mnie chwilowo stać, to obcięcie sobie paznokci przy lekturze streszczeń serialowych odcinków w gazecie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hehe, są nieodmiennie wspaniałe. Jedno takie moja Siostra nawet kiedyś nosiła w portfelu, takie było cudne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-2407818287831096684?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/2407818287831096684/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=2407818287831096684&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/2407818287831096684'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/2407818287831096684'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/12/pazurem-w-augiasza.html' title='Pazurem w Augiasza'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-8557206496176085254</id><published>2008-11-26T22:38:00.005+01:00</published><updated>2008-11-26T22:48:20.994+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dobranoc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='macierzyństwo'/><title type='text'>Aaaaaaargh, kotki dwa</title><content type='html'>Ostatnio regularnie sypiam "na słupa". Polega to na tym, że leżę na plecach. Jedną rękę mam wyciągniętą w jedną stronę i przytulam nią Karolla. Drugą symetrycznie przytulam Kubę.&lt;br /&gt;I oczywiście, kiedy próbuję się poruszyć, następuje powszechne budzenie się, marudzenie, pełzanie za mną po łóżku, włażenie sobie wzajemnie na łebki i ogólnie zachowania przez większość ludzi kojarzone raczej z kierdlem nietrzeźwych owiec czy płaszczem z żywych chomików, a nie z dwoma małymi chłopcami.&lt;br /&gt;No to się nie ruszam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-8557206496176085254?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/8557206496176085254/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=8557206496176085254&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8557206496176085254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8557206496176085254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/11/aaaaaaargh-kotki-dwa.html' title='Aaaaaaargh, kotki dwa'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-4389956874878058327</id><published>2008-11-22T23:55:00.003+01:00</published><updated>2008-11-23T00:22:11.282+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zima'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zamyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kura'/><title type='text'>Ratując prosionki</title><content type='html'>Pierwszy paroksyzm zimy zastał nas z piwnicą pełną olchowych kłód i szczap. Pryzmę drewna sukcesywnie zmniejszamy, paląc skrzętnie w naszym cudownym piecu, wspomagającym ogrzewanie gazowe. Ja to bardzo lubię i chętnie robię - czuję się wtedy prawie jak na harcerskich obozach, na których zawsze w czasie służby w kuchni starałam się załapać na palenie w piecu.&lt;br /&gt;Pryzmę drewna lubią też, oczywiście, prosionki (porcellio scaber). Prosionki na pewno każdy zna, chociaż pewnie nie każdy z nazwiska - to te małe, ciemnoszare, wielonogie robalki o owalnych pancerzykach; gnieżdżą się pod kamieniami, pniami, w ziemi - ogólnie tam, gdzie ciemno i wilgotno. W sągach niewysuszonej olchy też.&lt;br /&gt;Niejednokrotnie więc zdarza mi się, że ładując drewno do pieca, natrafiam na prosionki łażące sobie bez najmniejszego poczucia zagrożenia po kłodach. I je zawsze ratuję. Chociaż nie lubię ich.&lt;br /&gt;- Idźże - mówię oschle do prosionka - najchętniej daleko od mojej piwnicy, ale na razie przede wszystkim daleko od ognia, okej?&lt;br /&gt;- Jasne, dzięki, nie ma sprawy - odpowiada zapewne prosionek, rusza przyjaźnie czułkiem i odchodzi w pośpiechu, nieświadom mojej niechęci.&lt;br /&gt;A ja zostaję przy piecu i znowu się sobie dziwię, czemu - nie cierpiąc tych stworów z całej duszy - jakoś nie mogę znieść myśli, że się żywcem spalą.&lt;br /&gt;Może dlatego, że są takie brzydkie i ciche.&lt;br /&gt;Może dlatego, że mi się wydaje, że stworzenia brzydkie i ciche coś w sobie kryją.&lt;br /&gt;Może dlatego, że mi ich szkoda - nie dość, że są brzydkie i ciche, to jeszcze miałyby tak umierać paskudnie.&lt;br /&gt;A ciekawe czemu bym się przyglądała, co bym kontemplowała, gdybym była piękna i pewna siebie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-4389956874878058327?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/4389956874878058327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=4389956874878058327&amp;isPopup=true' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4389956874878058327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4389956874878058327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/11/ratujc-prosionki.html' title='Ratując prosionki'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-5851789847717609770</id><published>2008-11-10T23:00:00.004+01:00</published><updated>2008-11-10T23:20:13.611+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzyna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina'/><title type='text'>Najmłodszy</title><content type='html'>Powiększyła nam się rodzina. Kuba nie jest już najmłodszym jej członkiem!...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znaczy, chomika kupiliśmy Karolowi.&lt;br /&gt;Mój Mąż przemawia do zwierza, podtrzymuje na duchu i czule go dogląda.&lt;br /&gt;Karol z zapartym tchem reaguje na opuszczenie przez niego kokosowej skorupy. Wbrew moim niespokojnym podejrzeniom, odnosi się do chomika odpowiedzialnie i sympatycznie. Trzeba było zobaczyć, jak wiózł go ze sklepu w pudełku, najostrożniej na świecie trzymanym na kolanach i jak przemawiał słowami pełnymi otuchy, a także upominał Pawła, żeby jechał płynnie i powoli.&lt;br /&gt;Kuba wznosi okrzyki entuzjazmu i każe się podnosić na wysokość sprzyjającą obserwacjom. Wtyka też, mimo ostrzeżeń, paluchy między druty klatki i nie mogę się już doczekać, aż chomik go ukąsi, a przynajmniej opierniczy.&lt;br /&gt;Nie da się tego inaczej nazwać, to znaczy, da się, ale nie łagodniej: zwierzę, które przynieśliśmy do domu potrafi wydać z siebie odgłosy kojarzone raczej ze skrzyżowaniem Nazgula z piłą łańcuchową. Albo czymś takim. Jak to chomik, wykonuje też szaleńcze szarże w kołowrotku i wspina się wyczynowo.&lt;br /&gt;Nic więc właściwie dziwnego, że Karol wybrał mu niezwykłe imię, doskonale oddające wyjątkowość ducha ożywiającego to małe ciałko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Traktor.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-5851789847717609770?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/5851789847717609770/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=5851789847717609770&amp;isPopup=true' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5851789847717609770'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5851789847717609770'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/11/najmodszy.html' title='Najmłodszy'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-6032761267199036757</id><published>2008-11-02T13:08:00.001+01:00</published><updated>2008-11-02T22:38:19.625+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pieniądze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rzeczy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='talenty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kura'/><title type='text'>Tygrysica biznesu</title><content type='html'>Po jakże dającej do myślenia naradzie w pracy - nazwijmy ją tak z braku lepszych wyrazów - w obliczu kryzysu, podwyżki cen gazu, anginy Karola oraz w związku z faktem, że obiecałam Mamie, która i tak, podejrzewam, ma już o mnie ogólną opinię gorszą niż o ludziach, którzy w galeriach sztuki współczesnej twierdzą, że też tak potrafią, no więc w każdym razie z różnych okazji &lt;a href="http://www.allegro.pl/item472363273_abazur_recznie_malowany.html"&gt;wystawiłam wreszcie na Allegro coś, co ozdobiłam sto lat temu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Oczywiście, przy okazji wykazując się biznesowym talentem, a to:&lt;br /&gt;1. nie wystawiając draństwa natychmiast po ukończeniu w strachu, że na pewno nikt tego nie kupi;&lt;br /&gt;2. w końcu wystawiwszy, przeżywać męki nad opisem, żeby tylko nie wychwalać się zanadto, bo to w złym guście w końcu;&lt;br /&gt;3. lamentując nad horrendalną koniecznością określenia się co do ceny ("ale to tylko taki sobie abażurek.... tak, ale malowałaś go sześć godzin... no i co, nikt tego za tyle nie kupi... a jak kupi za dychę to będziesz szczęśliwa? itd.");&lt;br /&gt;4, cierpiąc męki nad faktem, że być może ktoś jednak go kupi i będzie trzeba zawrzeć transakcję;&lt;br /&gt;5. gryząc się, że może wszelakoż nie kupi;&lt;br /&gt;6. pięciokrotnie bez powodzenia usiłując poprawić brak spacji w opisie aukcji.&lt;br /&gt;Cebedeu.&lt;br /&gt;Ale, pomijając patologiczne efekty mojej wiary w siebie, umiejętności handlowych, poczucia własnej wartości oraz znanej śmiałości... to nadal nie rozumiem, dlaczego tzw. Współczesny Świat stoi umiejętnościami marketingowo-pijarowymi. W zasadzie bez tego to już wszystko jedno, bo duszą i kwintesencją jest talent menedżerski, i tak go właśnie będę nazywać. Jest tak, jakby było obowiązkowe umieć handlować. I jakby się trzeba było wstydzić nieumiejętności autopromocji jak wstydliwej choroby jakiejś. A to przecież nie jest jak z PESELem, że niby każdy musi mieć.&lt;br /&gt;No bo co w końcu, kurczę blade. Czy nazywa ktoś Polską B tych, którzy nie potrafią wykonać nawet prostej konserwacji mebla antycznego? Czy wywalą kogoś na pysk ze współczesnych klas panujących za fałszowanie w kanonie? Czy można nie wybić się ze slumsów z powodu nędznie odmalowywanych akwareli? Czy mówi się pobłażliwie o kimś, kto nie odrobił swojego ABC w chirurgii ręki, hodowli paprotek oraz mediacji międzynarodowej? Nie? A właściwie dlaczego?...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-6032761267199036757?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/6032761267199036757/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=6032761267199036757&amp;isPopup=true' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6032761267199036757'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6032761267199036757'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/11/tygrysica-biznesu.html' title='Tygrysica biznesu'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-5473362483121238992</id><published>2008-10-15T11:18:00.003+02:00</published><updated>2008-10-15T11:25:57.243+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jesień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przekłuwanie baloników'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zachwyty'/><title type='text'>Melancholijna poro</title><content type='html'>Drgnienie w sercu z powodu jesieni - jej eksplozji kolorów, jej bizantyjsko-klimtowsko-prerafaelicko-irlandzkiej estetyki, jej katedralnej przestrzeni, czystości jej nieba, głębi jej powietrza, srebrzystości jej księżyców.&lt;br /&gt;Właściwie to dobrze, że nie mam za bardzo kiedy się zachwycać za długo. Jesień to dla mnie pora, kiedy włącza się - po letnim dusznym otępieniu - umysł i duch, a one lubią brać górę nad realiami codzienności. No więc dobrze, że mam za dużo zajęć na zbyt długie zachłyśnięcie się jesienią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co za dużo, to niezdrowo; a nadmiar piękna prostą drogą prowadzi do marzycielstwa.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mimo dość tłustego cielska&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Była bardzo marzycielska&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Odkąd przeczytałam ten dwuwiersz, naprawdę, w wieku lat pewnie około dziesięciu, już NIGDY nie pozwoliłam sobie na marzycielstwo bez domieszki autoironii :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-5473362483121238992?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/5473362483121238992/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=5473362483121238992&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5473362483121238992'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/5473362483121238992'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/10/melancholijna-poro.html' title='Melancholijna poro'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-8739653565985496520</id><published>2008-10-08T00:06:00.004+02:00</published><updated>2008-10-08T01:06:13.566+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieciństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzice'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kołysanki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='śpiewanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metafizyyyyyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Metafizyka plejlisty</title><content type='html'>To tylko taka notka, na nie zapomnienie - bo już dawno mnie korciło, żeby spisać przynajmniej kilka naszych kołysankowych hitów i odchyłów. Jest więc Pogodna "Orkiestra", "Sielanka o domu", "Lornetka" Golców, tak, tak, da się tym uśpić dziecko, "Going Home" Jima Jamesa, wiadoma kołysanka Brahmsa w dwóch wariantach... Śpiewam  klasykę, oczywiście: "Ach, śpij, kochanie", "Złotego jeża", "Idzie niebo ciemną nocą", "Był sobie król, był sobie paź" (moja własna ukochana kołysanka - zdrowo wymyrdana dawka melodramatu, horroru i humoru absurdalnego), "Na Wojtusia z popielnika" (dopiero niedawno dotarła do mnie chwytająca za serce uroda i smutek tej piosenki), "Uśnijże mi, uśnij" i takie tam. Kawałki ze starego, dobrego "Lata Muminków", bardzo piękne.&lt;br /&gt;Zawsze się boję, kiedy wybuchnie rodzinny skandal z powodu zacytowania przez Karola innej ulubionej piosenki, a ściśle mówiąc fragmentu "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Port to jest poezja rumu i koniaku&lt;/span&gt;".&lt;br /&gt;Śpiewamy sobie "Skrzypka na dachu", "Straszny dwór" i  troszkę Kurylewicza/Warskiej, a co. "Amazing grace", "Katiusza", "Skrzypek Hercowicz"... "Pusto w Gorcach jest jesienią" to ostatnio wałkowany kawałek. I jeszcze śliczne piosenki Wasowskiego z płyty Ewy Bem (rzadko się już spotyka coś dla dzieci zagrane z taką kulturą i dbałością - nam sprezentowała je Natalia). I Turnaua "Księżyc w misce", a szczególnie mruczanki Puchatka. Do tego w znacznej części "Pora na Telesfora" oraz "Alicja w Krainie Czarów" w starej, rozkosznej adaptacji z mojego dzieciństwa ("&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Śpij syneczku juuż, pieprz do nooska włóóóż..&lt;/span&gt;."). "Summertime", jakkolwiek Kuba ryczy ze śmiechu, kiedy śpiewam , że niby fish are jumpin'. "W żółtych płomieniach liści", które śpiewał mi Ojciec.&lt;br /&gt;Ciekawa jestem, ile chłopcy z tego zapamiętają. Czy też będą, jak ja głosy moich rodziców, mieli gdzieś, na dnie pamięci, mój głos, śpiewający im o truskawkach w Milanówku, Anatewce, miłości, która jest wieczna jak trawa, czterech zielonych słoniach?&lt;br /&gt;Bo ja czasami leżę sobie pod kołdrą, zwłaszcza, kiedy jestem bardzo zmęczona, i w tej chwili przed zaśnięciem słyszę nie wiadomo skąd, powiedzmy, "Grande Valse Brillante",  i nie śpiewa go pani Demarczyk, tylko chyba mój Ojciec, albo może Mama, albo oboje na zmianę...&lt;br /&gt;Ach - dobranoc...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-8739653565985496520?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/8739653565985496520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=8739653565985496520&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8739653565985496520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8739653565985496520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/10/metafizyka-plejlisty.html' title='Metafizyka plejlisty'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-720136496775559787</id><published>2008-09-22T23:41:00.005+02:00</published><updated>2008-09-23T02:11:42.921+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czas'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zamyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozdmuchane ego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='macierzyństwo'/><title type='text'>O zmianach</title><content type='html'>Czasami się zastanawiam, co bym zrobiła, gdybym zawczasu wiedziała, do jakiego stopnia urodzenie dzieci zmieni moje życie. Zniknęły z niego miłe popołudnia z książką, niespieszne powroty z pracy przez księgarnie, w ogóle zniknął szeroko pojęty spokój. Cała aktywność intelektualna, jeśli można to tak ująć, przesunęła się na późne godziny wieczorne, tak, że non stop dochodzi do dylematów w rodzaju: spać czy pisać opowiadanie. Nie ma już czegoś takiego, jak komfort zaczęcia i dokończenia jakiejś dłuższej pracy: to zresztą coś, co trudno było pojąć mojemu mężowi, który uważa, że przywilej dokończenia roboty to w ogóle żaden przywilej, tylko oczywistość. Tymczasem dla mnie możliwość, powiedzmy, zrobienia obiadu albo przesadzenia kwiatków bez licznych przerw na pieluchy, przytulanie, wycieranie nosów, pokazywanie literek, rozdzielanie walczących niedźwiadków i tak dalej to weekendowy luksus - i tak uważam się za szczęściarę, że Paweł chętnie i entuzjastycznie bawi się z chłopakami, kiedy tylko może.&lt;br /&gt;Zniknęła wielka ilość moich przyjemności, bo tak się składa, że lubię akurat zajęcia ciche, precyzyjne i długotrwałe: puzzle powiedzmy :)&lt;br /&gt;Zniknęła, no, ale to już niedługo się skończy, powiewająca biżuteria i szaliki.&lt;br /&gt;Żal mi tego wszystkiego, no żal. Być może, że jestem egoistyczne bydlę, ale mi żal. Dużo spraw, które musiałam odłożyć, już nie wróci, a te, które wrócą, nie będą takie same, co by nie mówić.&lt;br /&gt;Z drugiej strony, gdybym wiedziała, jak chwyta za serce cień rzęs na gładziutkim policzku; gdybym mogła przeczuć, jak to jest, kiedy z zaufaniem, jakiego nie miewają już dorośli, mała głowa przytula się do mojego ramienia... Gdybym umiała wywróżyć sobie Karola śpiewającego:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sam nie jozumiem skąd to mi się bierze&lt;br /&gt;Że jestem mitojogiczne zwierzę... mamo, czy niedźwiedź pjuszowy to też mitojogiczne zwierzę?&lt;br /&gt;Jijyka, jijyka, tkjiwa dynamika, angejojogia i daj...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jest Kuba, kiwający grzecznie główką w podziękowaniu, kiedy dostanie do łapy biszkopta. Jest oblężenie moich kolan, na wyścigi, kiedy rozkładam książkę albo laptopa. Są obłąkani dżokeje, wsiadający mi na plecy kiedy tylko schylę się ze ścierką pod pianino. Jest mój mąż, last but not least, którego obserwowanie w roli ojca zawsze mnie wzrusza i cieszy.&lt;br /&gt;No, może poza tymi chwilami, kiedy zaalarmowana ciszą łapię diabelską trójkę przy parapecie, na skupionym wyżeraniu pół kilograma wafelków czekoladowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie żaliłam się tam powyżej - rozumiemy się?&lt;br /&gt;Ciekawa jestem po prostu, do jakiego stopnia życie ma szanse iść do przodu tylko dlatego, że właściwie wskakujemy na główkę do nieznanej wody. Wiadomo, nawet najlepiej przemyślana teoria jakoś nie przemawia do człowieka tak, jak własne, prywatne doświadczenie. No więc - gdybyśmy wiedzieli?...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-720136496775559787?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/720136496775559787/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=720136496775559787&amp;isPopup=true' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/720136496775559787'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/720136496775559787'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/09/o-zmianach.html' title='O zmianach'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-6137855300406686463</id><published>2008-09-12T10:45:00.003+02:00</published><updated>2008-09-12T10:57:34.994+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Karol'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zimna krew'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'>Że się tak wyrażę - moja krew</title><content type='html'>No cóż - nie wdając się w szczegóły, mój starszy syn, jak to chłopaczysko, rozwalił był sobie wczoraj łeb. Nie ma co w zasadzie opisywać, poza tym, że mam cudownych sąsiadów - sąsiadka została z Kubą, a jej syn nas zawiózł na izbę przyjęć do Prokocimia, co mnie ustrzegło przed złamaniem prawa i jazdą bez prawa jazdy (mój pierwszy odruch, z którego jestem zresztą dumna). Całe szczęście już po wszystkim i Karol podziwia swój jakże męski opatrunek na czole.&lt;br /&gt;Ale ja o czym innym.&lt;br /&gt;Otóż kiedy odłożyłam na chwilę Karolla na kanapę i zaczęłam wrzucać do torby najważniejsze rzeczy, czyli papióry, pieniądze, pesele i dokumenty, moje dziecko wyszeptało pobladłymi usty:&lt;br /&gt; - Tylko nie zapomnij o mojej książeczce...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-6137855300406686463?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/6137855300406686463/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=6137855300406686463&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6137855300406686463'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6137855300406686463'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/09/e-si-tak-wyra-moja-krew.html' title='Że się tak wyrażę - moja krew'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-2794860351375240563</id><published>2008-09-09T01:02:00.004+02:00</published><updated>2008-09-09T01:20:22.643+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zimna krew'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='macierzyństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobiecość'/><title type='text'>Straszne skutki uboczne</title><content type='html'>Rozglądam się po świecie - a przynajmniej, na użytek tej notki, po części świata zaludnianej przez  matki - i dostrzegam pewne uniwersalne skutki uboczne, których się doznaje raz wdepnąwszy w macierzyństwo (chociaż uczciwie donoszę, że znam i przypadek skutków bez macierzyństwa).&lt;br /&gt;Że się w człowieku nagle otwiera otchłań nadwrażliwości na dzieci, ich cierpienie i krzywdę, to zrozumiałe - ma się swoje i śnią się różne rzeczy głupie. Że się nie czyta tomu, powiedzmy, przygód Fandorina, jak się domyśli, że się zanosi na skrzywdzenie dziecka, to też jasne; znam już całkiem sporo kobiet, które nie przeczytały z tego samego powodu. Ale coś takiego...&lt;br /&gt;W śmieciach segregowanych, w butelce, zaplątała się nam myszka. Paweł przyniósł mi ją pokazać. Należy tu zaznaczyć, że myszy to my tępimy - sypiemy trutkę i w ogóle bez drgnienia wyrzucałam już mysie trupki za ogony.&lt;br /&gt; - Tylko jak by ją tu ubić humanitarnie - zastanowił się zatem mój mąż.&lt;br /&gt; - NIE!!! Nie zgadzam się. Żadnego zabijania. Wypuść ją natychmiast! - zażądałam.&lt;br /&gt;Paweł zdziwił się nieco na tę niekonsekwencję, ale na razie położył butelkę do wiaderka i dał myszy wyjść, co trwało dość długo, bo była wystraszona, oczywiście.&lt;br /&gt;Kiedy mysz wyszła, a dyskusja eksterminacyjna wezbrała ponownie, przy siatce pojawiła się sąsiadka - jedno dziecko czteroletnie, drugie lada moment - i włączyła się do rozmowy.&lt;br /&gt; - Ale czemu akurat tej myszy nie pozwalasz zabić? Wlezie nam do piwnicy i zeżre książki i kurtki - załamał ręce Paweł.&lt;br /&gt;Sąsiadka spojrzała na mnie, na mojego męża, wzruszyła ramionami.&lt;br /&gt; - No jak to, nie rozumiesz? - spytała.&lt;br /&gt; - Ani trochę - odpowiedział, trochę już zirytowany.&lt;br /&gt; - BO TA MYSZ TO JESZCZE DZIECKO - powiedziałyśmy chórem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja wiem, że to się kupy nie trzyma, ale w danym momencie było kryształowo jasne i monolitycznie oczywiste.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-2794860351375240563?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/2794860351375240563/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=2794860351375240563&amp;isPopup=true' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/2794860351375240563'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/2794860351375240563'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/09/straszne-skutki-uboczne.html' title='Straszne skutki uboczne'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-3620118447735153022</id><published>2008-09-05T22:23:00.004+02:00</published><updated>2008-09-05T22:37:27.504+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ogród'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='małżeństwo'/><title type='text'>W krzakach</title><content type='html'>- Co to jest? - pytam, zaciekawiona, na widok Pawła chowającego coś liściastego wstydliwie za plecami.&lt;br /&gt; - Yyyy... noooo... - waha się mój mąż, ale jakoś się jednak przełamuje i pokazuje mi gałązkę hortensji.&lt;br /&gt;No tak - już wszystko wiem.&lt;br /&gt;Na komodzie stoją dwa słoiki: w jednym tkwią trzy gałązki fuksji, w drugim - jedna rokitnika. Ukorzeniają się, rozumiecie.&lt;br /&gt; - To ta fioletowa, od sąsiadów - wyjaśnia Paweł, ale ja już przecie zgadłam z wrodzoną bystrością, że to nie z naszej, różowej. - Ale ja już wiem, gdzie ona będzie rosła. Tam na drugim końcu rabatki.&lt;br /&gt; - Aha - łapię. - Tam przy Przyszłych Schodach.&lt;br /&gt; - Tak jest.&lt;br /&gt; - No to co będzie z tym rokitnikiem?&lt;br /&gt;Patrzymy sobie w oczy, odwracamy wzrok, chwila zakłopotania.&lt;br /&gt; - Eksmitujemy aronię - postanawiamy chórem i wsadzamy hortensję do wody.&lt;br /&gt;I się jakoś wszystko zmieści.&lt;br /&gt;Bo jak nie, to nie będzie wyjścia - trzeba będzie się porządnie pożreć.&lt;br /&gt;W tym stanie ducha postawić coś w totka, bo jak wiadomo wygrane pieniężne kolidują z harmonią uczuciową.&lt;br /&gt;Następnie zgarnąć wygraną, pogodzić się (teoretycznie nad naprawdę dużymi pieniędzmi powinno to przyjść całkiem łatwo :) ).&lt;br /&gt;I wreszcie - nabyć bardzo dużą działkę i na niej kontynuować szaleństwo ogrodnicze.&lt;br /&gt;Wściekle daleko potrafią człowieka zaprowadzić takie szczepki  w słoiku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-3620118447735153022?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/3620118447735153022/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=3620118447735153022&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3620118447735153022'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3620118447735153022'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/09/w-krzakach.html' title='W krzakach'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-14938166628779437</id><published>2008-08-28T21:50:00.004+02:00</published><updated>2008-08-28T22:54:56.708+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Karol'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przedszkole'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozwój'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szpony edukacji'/><title type='text'>Wyrzuceni za drzwi</title><content type='html'>- Horror normalnie - informuje smacznie tęgi Nastoletni Starszy Brat, nachylony nad dziurką od klucza. Ktoś nie wytrzymuje i ustawia się za nim w kolejce. Zza drzwi dobiega upiorny, choć stłumiony gwar i szum, kontrapunktowany okazjonalnymi okrzykami i - no, trudno, to było nie do uniknięcia - buczeniem i chlipaniem.&lt;br /&gt;Siedzimy na idiotycznie niskich ławeczkach, w rękach mamy książki, komórki, gazety, a na twarzach całe spektrum emocji, od zaniepokojenia przez ciekawość aż po totalną nirwanę okularnika na wiklinowej ławeczce. Jest tu też Niewzruszona Siwa Dama o aparycji zawodowca; sympatyczna, nieśmiała blondynka; miła Angielka wspaniale mówiąca po polsku; małżeństwo o studenckim wyglądzie i nerwowych uśmiechach; Trzy Zaprzyjaźnione Laski oraz oczywiście ja.&lt;br /&gt;Wszystkich nas wyrzucili za drzwi.&lt;br /&gt;Oczywiście dobrze zrobili, ale przez to teraz nas zżera ciekawość, co też się dzieje w sali trzylatków odbywających Dni Adaptacyjne.&lt;br /&gt; - Kamerkę by można założyć internetową - rzuca propozycję Wesoły Tatuś, któremu już kark zesztywniał od inwigilacji przez dziurkę od klucza.&lt;br /&gt; - W trzy laptopy byśmy wszyscy mogli popatrzeć - ocenia fachowo Blond Pantera.&lt;br /&gt; - Podobno w niektórych przedszkolach tak robili, i potem były awantury, że rodzice w pracy non stop siedzą na podglądzie przedszkola - dodaje Brzydsza Połowa Studenckiego Małżeństwa.&lt;br /&gt; - No, ale człowiek by się jakoś mniej denerwował - zastanawia się Wesoły Tatuś. - He he, można by nawet interaktywne opcje wprowadzić.&lt;br /&gt; - Przez internet dziecko pogłaskać - proponuje jedna z Lasek.&lt;br /&gt;Po chwili konspirujemy i knujemy już na potęgę.&lt;br /&gt; - Twarde holo tatusia by się mogło materializować.&lt;br /&gt; - Jak Lord Vader, hi hi. Dzień dobry, ja do synka.&lt;br /&gt; - Albo pagerem do przedszkolanek, żeby pogłaskały w naszym imieniu.&lt;br /&gt; - Grę we flashu zrobić - kliknij na swoje dziecko w skłębionym tłumie.&lt;br /&gt; - Z coraz trudniejszymi levlami. Biegałyby coraz szybciej, a jakby się pomyliło, to by się darły.&lt;br /&gt; - Jak w realu.&lt;br /&gt; - O... a czy to moje wyje?&lt;br /&gt; - Nie, mama, to jakiś chłopczyk, blondasek - donosi Starszy Brat od drzwi. - O, a teraz taka w różowym dziewczynka. O, a teraz jedna pani śpiewa z dziećmi, a cztery przytulają tych zaryczanych. Rany, a teraz to już jest Wietnam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zdążyło jednak dojść do zupełnej masakry, bo już wkrótce przed naszymi cokolwiek oszołomionymi oczami przegalopowało stadko dzieci, zmierzających do dużej sali. Niektóre wyhamowywały jakby i rozglądały się za rodzicami, ale czy Karol? Nie. Kiwnął mi tylko łebkiem, upewniając się, że się nie zdematerializowałam i pognał przed siebie.&lt;br /&gt;Dogoniłam go w połowie drogi.&lt;br /&gt; - I jak, fajnie? - spytałam.&lt;br /&gt; - Owszem, niezłe narzędzia - odpowiedział i wypruł do przodu.&lt;br /&gt; - I jak Karol? - spytałam jedną z przedszkolanek.&lt;br /&gt; - Świetnie sobie radzi - odparła. - Nie da się go tylko odciągnąć od warsztatu z narzędziami.&lt;br /&gt;Może konstruował tę kamerkę albo co.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-14938166628779437?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/14938166628779437/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=14938166628779437&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/14938166628779437'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/14938166628779437'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/08/wyrzuceni-za-drzwi.html' title='Wyrzuceni za drzwi'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-946136893235392829</id><published>2008-08-23T00:14:00.005+02:00</published><updated>2008-08-23T01:04:29.532+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='śpiewanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Me gusta tocar guitarra</title><content type='html'>Odkąd ujawniłam przed Karolem fakt posiadania gitary, jest nią nieodmiennie zafascynowany. Dzieli zresztą tę fascynację z dziećmi z sąsiedztwa, co zaowocowało niedawno zerwaniem struny w ferworze muzykowania, nieprawdaż.&lt;br /&gt;Ale na gitarze można też grać przy użyciu:&lt;br /&gt;- rakietki do badmintona&lt;br /&gt;- miotły&lt;br /&gt;- kija&lt;br /&gt;- szczotki do mycia pleców&lt;br /&gt;W każdym razie gitara rządzi, a moje muzykalne dziecko nie poprzestało na demonstracjach, tylko zażądało pokazu możliwości gitary, "ale nie tak, jak mamo gjasz, tylko jóżnie i ciekawie".&lt;br /&gt;No bardzo dobrze, pomyślałam i odpaliłam komputer. Znalazłam Tarregę, Piazzolę, de Fallę i Rodriga, a co; nieco fado i to i owo z jazzu. Wyczaiłam przesłynne "Friday Night in San Francisco" Di Meoli, McLaughlina i De Lucii.&lt;br /&gt;Zapodałam też dziecku i Hendrixa, Claptona, Page'a, no, sporo ich tam było, kończąc na Frusciante. I co tam jeszcze podpadło, starając się o możliwie pełne spektrum, no, może odrobinę obcinając od strony dudniącej i metalowej, bo w tej dziedzinie o edukację chłopcy dbają sami w wieku lat nastu, zwłaszcza w spokojne, letnie wieczory, w bliskim sąsiedztwie śpiących niemowląt (już dziś przepraszam ich mamy).&lt;br /&gt;A po tej feerii gitarowych brzmień, rozłożonej z konieczności na kilka dni, żeby nie przeginać z siedzeniem przy komputerze, co ja po niej słyszę?&lt;br /&gt;Synka mojego słyszę, który idzie sobie przez ogródek ze wspomnianą wyżej rakietką do badmintona, szarpie wyimaginowane struny w charakterystycznym rytmie i zawodzi:&lt;br /&gt;- &lt;a href="http://mdraptors.wrzuta.pl/audio/2b5JaYnYwy/"&gt;Smooooke on the waaaaaateeeeeer, fire in the skyyyyy!&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-946136893235392829?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/946136893235392829/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=946136893235392829&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/946136893235392829'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/946136893235392829'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/08/odkd-ujawniam-przed-karolem-fakt.html' title='Me gusta tocar guitarra'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-9566882281802553</id><published>2008-08-13T23:40:00.005+02:00</published><updated>2008-08-14T00:33:51.053+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='turyści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jaworki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szczęście'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lato'/><title type='text'>Turyści</title><content type='html'>- Masz być porządnym turystą - tłumaczył Karolowi Paweł i objaśniał, że turysta nie chodzi w góry w klapkach, nie zostawia śmieci nad strumykiem i dzielnie idzie do celu. A Karol kiwał głową i razem z Kubą z zainteresowaniem dokonywali oględzin przerażających, olbrzymich trepów mojego męża. Spakowaliśmy zatem nosidło na stelażu oraz chusty, jakieś potworne ilości ubranek i ubrań, porządne buty, małe plecaki i udaliśmy się do Jaworek.&lt;br /&gt;Jaworki to dla nas specjalne miejsce: tam się pewnej zimy - niemal dziesięć lat temu - poznaliśmy i tam wracaliśmy razem tyle razy, że znamy już chyba każdy kąt. To rodzaj prywatnej przestrzeni mitycznej i z przejęciem przyprowadziliśmy tam teraz naszych synków.&lt;br /&gt;Po pierwsze - co by moja mama nie mówiła, Wieliczka wsią nie jest i dzieci z okrągłymi oczami zarejestrowały fakt, że zaparkowaliśmy z grubsza między stadkiem owiec a cielęciem. Wszystko to  było nadzwyczaj interesujące, aż sama się złapałam, że próbuję też tak patrzeć jak chłopcy: zachłannie i z dziką ciekawością.&lt;br /&gt;No i oczywiście sprawa zasadnicza - góry. Zdążyliśmy jeszcze tego pierwszego dnia odwiedzić wąwóz Homole. Ach! Jeden po drugim znikają te śliskie, drewniane mostki. Karkołomne schody ze zbutwiałych deszczułek też już zamienili na metalowe, o wiele, niestety, wygodniejsze. Fuj! Wychodzą tam już nawet panienki na szpilkach.&lt;br /&gt;Karol wyszedł na szczyt również, zupełnie sam. Sam też pokonał pokaźną część okrężnej drogi powrotnej! Byliśmy z niego wściekle dumni. Następnego dnia tak samo dzielnie spisywał się na Białej Wodzie i wyprawie na grzyby. Zmęczyliśmy go dopiero dnia trzeciego, kiedy to zafundowaliśmy dzieciom wycieczkę: wyciągiem na Palenicę i potem do Jaworek górami. Zajęło nam to wszystko cały dzień, ale było warto. Zrobiłam tę trasę x razy, ale jeszcze nigdy nie szło mi się tak fantastycznie, jak w tym upale, z Kubą na plecach i czasami jeszcze plecakiem z przodu, a raz nawet z Karolem na barana, kiedy Paweł miał dość i przejął Kubicę. Po prostu nadzwyczajnie! Nie wiem, czy to motywacja jakaś szczególna, czy po prostu byłam taka szczęśliwa, że idziemy sobie dzielnie całą rodziną, moim ulubionym szlakiem. Przed Durbaszką otarłam sobie pięty - dawno nie chodziłam w moich butach i trochę stwardniały, niestety. Aaaale, co tam:&lt;br /&gt; - Jak góry? - pytaliśmy Karolla.&lt;br /&gt; - Pięęęękne, przepiękne! Jeszcze nigdy takich nie widziałem! - odpowiadał z uczuciem.&lt;br /&gt;Kuba miał, obawiam się, nieco mniej frajdy, zwłaszcza z tej długiej wyprawy - chociaż staraliśmy się o różne strumyczki, kamyczki, drzemki wśród macierzanki, korę, misie-patysie  i tym podobne przygody. Ale w nosidle go wytrzęsło, a w chuście też wymęczyło, i z wyraźną ulgą przyjął dzień ostatni, kiedy to wyjechaliśmy na Palenicę po raz drugi. Tam Karol z Pawłem ujeżdżali przerażające samochodziki w blaszanej rynnie, a ja z Kubą wspinaliśmy się to tu, to tam, wypróbowywaliśmy wiatraczki i ogólnie robiliśmy to, co młodego człowieka kręciło. Może to już było zachowanie bardziej wczasowe, niż turystyczne, ale ostatecznie przerobiliśmy całkiem przyzwoity repertuar jako turyści i nawet chyba udało nam się zainteresować dzieci mapami (każdego na jego własny sposób; ale Karol przed wjazdem na trasę dostał własną mapę okolic Szczawnicy, nabytą w punkcie PTTK).&lt;br /&gt;Krótko było, ale intensywnie i naprawdę bardzo, bardzo satysfakcjonująco i wesoło. To już, proszę wycieczki, była prawdziwa śmietanka z bycia rodzicami. Chociaż oboje byliśmy wykończeni jak mróweczki.&lt;br /&gt;Ale najbardziej ucieszył nas Karol już po powrocie.&lt;br /&gt; - Podobało ci się? - spytaliśmy sondażowo. - Pojedziemy jeszcze?&lt;br /&gt; - Taaaaaak! Kocham góry! - oświadczył Karol.&lt;br /&gt;Oj, my też.&lt;br /&gt;I naszych synków, dzielnych turystów, oczywiście.&lt;br /&gt;Wszystkiego ich jeszcze nauczymy, nie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-9566882281802553?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/9566882281802553/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=9566882281802553&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/9566882281802553'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/9566882281802553'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/08/turyci.html' title='Turyści'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-3061735633764983450</id><published>2008-07-09T19:42:00.003+02:00</published><updated>2008-07-09T19:46:46.175+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='iluminacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>Wymachując łyżką...</title><content type='html'>...nad dolewką zupy cukiniowej i przyglądając się niebu, Karol odezwał się do mnie nagle, z ukośnym uśmieszkiem, który już wiem, że należy przyjąć zdwojeniem uwagi:&lt;br /&gt; - A chmurki to są zmartwienia Pana Boga.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-3061735633764983450?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/3061735633764983450/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=3061735633764983450&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3061735633764983450'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/3061735633764983450'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/07/wymachujc-yk.html' title='Wymachując łyżką...'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-8304680815806351308</id><published>2008-07-08T00:11:00.005+02:00</published><updated>2008-07-08T00:26:57.090+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='owoce'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szczęście'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mąż'/><title type='text'>A już porzesty, agreczki...</title><content type='html'>Wszystko to można przecież kupić. Są hałdy dżemów, magazyny pełne galaretek, kontenery soków, nieprzeliczone armie ogórków kiszonych i konserwowych, marynaty i powidła, a także mrożonki, i świeże owoce przez cały rok, jeśli się uprzeć.&lt;br /&gt;A nam to jakoś nie wystarcza.&lt;br /&gt;Są oczywiście także względy finansowe, ale nawet nie próbuję udawać, że to tylko one.&lt;br /&gt;Dlatego, przy wtórze bulgotania w dymionie z winem agrestowo-porzeczkowym, wypisuję teraz etykietki: Galaretka porzeczkowa; Dżem truskawkowy; Kompot z czereśni... i tak będzie zapewne aż do końca września, albo kiedy tam zamknę sezon żurawinami z gruszką albo ze skórką pomarańczową.&lt;br /&gt;Po nocy oczywiście je robię. A dzisiaj mąż mi pomagał, przecierał porzeczki przez sito i, oczywiście, degustował i aprobował. A jak już zaaprobował, to klęknął na podłodze i surowym głosem odezwał się do naszej myszy pod pianinem (odkryliśmy wczoraj, że mamy własną mysz):&lt;br /&gt; - Słuchaj, myszo, ty! Jak rano przeliczę słoiki i któregoś nie będzie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-8304680815806351308?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/8304680815806351308/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=8304680815806351308&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8304680815806351308'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8304680815806351308'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/07/ju-porzesty-agreczki.html' title='A już porzesty, agreczki...'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-1888588031823633315</id><published>2008-06-12T00:05:00.003+02:00</published><updated>2008-06-12T00:19:23.481+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='iluminacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szczęście'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metafizyyyyyka'/><title type='text'>Noc, deszcz, myśl</title><content type='html'>Wiadomo, że noce w ogóle są bardziej. Wszystko lepiej słychać, a to, co widać, jest jakieś takie bardziej wyraziste; przemyślenia nabierają rozpędu, no, i, co nie bez znaczenia, dzieci śpią.&lt;br /&gt;A kiedy nocą pada deszcz, o, wtedy...&lt;br /&gt;Ten świeży, dziki zapach zza okna zwykle mnie zwabia na ganek albo do parapetu, wciągam powietrze i czasem zamykam oczy, a czasem przeciwnie, patrzę ile się da. Napływają pomysły, zdania do zapisania, całe sceny opowiadań; formułują się myśli; rozwijają historie. Historie, które może napiszę, może opowiem, a może tylko przejrzę w wyobraźni przed zaśnięciem albo w ogóle zaledwie wyśnię.&lt;br /&gt;Korytarze, zakręty, odcienie szarości, korzenie, schody, strugi, blaski, spojrzenia. zatrzymania, akordy, wizje, zasłony...&lt;br /&gt;Deszcz postukuje niecierpliwie w rynnę, a ja, oszołomiona ozonem, notuję szybko - na nic więcej pewnie nie znajdę czasu, ale jestem wierna tym chwilom i nie chciałabym, żeby poszły na marne.&lt;br /&gt;Nigdy nie czuję się tak twórcza i tak wolna, jak wtedy, kiedy w nocy pada deszcz.&lt;br /&gt;Gdyby nie te chwile, pewnie w ogóle nie byłabym sobą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-1888588031823633315?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/1888588031823633315/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=1888588031823633315&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1888588031823633315'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1888588031823633315'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/06/noc-deszcz-myl.html' title='Noc, deszcz, myśl'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-6427817856396628240</id><published>2008-06-04T21:40:00.004+02:00</published><updated>2008-06-04T21:58:50.561+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ogród'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='małżeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiosna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mąż'/><title type='text'>Wieczorem, wśród róż</title><content type='html'>Pięknieje nam ogródek; codziennie coś się robi ładniejsze, bardziej zadbane i zagospodarowane. Nieśmiało przycięty przeze mnie krzew róż zakwitł oszałamiająco - ha, tym razem przytnę drania śmielej!&lt;br /&gt;Pachnie maciejka, wyłażą liście frezji i mieczyków; ładnie puszcza pędy tamaryszek i jadalna róża, gęstnieje trawnik, z oddaniem pielęgnowany przez Pawła, bujnie rosną zioła, plewione przeze mnie.&lt;br /&gt;Wychodzi na to, że oboje to lubimy; kiedy to piszę, mąż mój łazi po trawie w kolczastych podeszwach przywiązanych do butów i napowietrza trawniczek, złorzecząc pod nosem, bo niektóre fragmenty naszych włości nawet pod trawą przypominają klepisko... Ach, to nic - z dnia na dzień milej siedzi się nam razem na schodach, z kubkami herbaty i miłą rozmową.&lt;br /&gt;A jednego wieczora to w ogóle...&lt;br /&gt;Chłopcy zasnęli wtedy o ósmej - nic nie jest tak piękne, jak widok śpiących dzieci, wiadomo. Popatrzyliśmy na siebie. Pawłowi błysnęło oko, ja się uśmiechnęłam - ach, ten błysk porozumienia! Obojgu nam to samo przyszło do głowy; wszak cały wieczór przed nami, noc jeszcze młoda, my względnie niezmęczeni...&lt;br /&gt;Nie musieliśmy się nawet porozumiewać: chwyciłam nożyce i motyczkę, mąż mój - szpadel i grabie i już o jedenastej skarpa była wyplewiona i wystrzyżona, kupa gruzu przed domem - wyniesiona i wyrównana, a chaszcze pod tujami - starannie wycięte!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-6427817856396628240?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/6427817856396628240/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=6427817856396628240&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6427817856396628240'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6427817856396628240'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/06/wieczorem-wrd-r.html' title='Wieczorem, wśród róż'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-4613880759797224597</id><published>2008-06-03T16:27:00.004+02:00</published><updated>2008-06-03T16:46:57.779+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='meeen'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mąż'/><title type='text'>Co ty tam robisz tak długo?...</title><content type='html'>Jak wiadomo, są dwa gatunki ludzi, na których się klnie pod drzwiami ubikacji: mężczyźni i czytelnicy. Nie, żebym miała coś przeciwko nim w ogóle. Wielu najbliższych mi ludzi jest mężczyznami. Albo czytelnikami. Albo...&lt;br /&gt;W każdym razie nie wiem, co mnie podkusiło, żeby - mając już w osobie mojego męża w domu mężczyznę - podkręcać go jeszcze jako czytelnika. Następnie urodzić mu dwóch synów, więc dwa potencjalne zagrożenia. I od urodzenia zachęcać ich do czytania.&lt;br /&gt;No bo tak.&lt;br /&gt;Późny wieczór to rytualna pora, kiedy mój mąż bierze gazetę, laptopa, rachunki, komórkę i oddala się z godnością. Wszystko to jest zrozumiałe i wybaczalne. Ale pewnego razu przebrała się miarka: długo, bardzo długo słuchałam stłumionych wybuchów śmiechu i parskania z łazienki, szukając jednocześnie po pootwieranych pudłach z książkami i stosach, aż w końcu dotarło do mnie, że ktoś, nie powiem kto, porwał moją "Fioletową krowę" i ją studiuje tam, gdzie mu nie mogę wydrzeć.&lt;br /&gt;Albo dzisiaj.&lt;br /&gt;Karol usadowił się wygodnie na toalecie, rozejrzał jakby niespokojnie, po czym zażądał:&lt;br /&gt;- Daj no mi gazetkę, mamo, tę, w której jest nasze zdjęcie.&lt;br /&gt;Bo z okazji relacji z gry miejskiej zorganizowanej w niedzielę przez Groteskę i GazWyb w krakowskim dodatku tej ostatniej opublikowano naszą fotkę.&lt;br /&gt;- Nie mogę Ci dać gazety - mówię - bo tu z Kubą wyładowujemy pranie; nie mogę go spuścić z oka na razie.&lt;br /&gt;- No to chociaż mi daj instjukcję napjawy naszego pieca - jęknął Karol.&lt;br /&gt;Ha!&lt;br /&gt;Jeśli zacznie czytać pod prysznicem, to zacznę mówić, że to już zupełnie moja krew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;____________________________________________________&lt;br /&gt;A jak młodzi mi kiedyś znowu zasną tak przyjemnie, jak w tej chwili, we dwóch na całe pół godziny, to napiszę jeszcze o Ludziach, Którzy Czytają Za Dużo, czyli właściwie ciąg dalszy :D&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-4613880759797224597?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/4613880759797224597/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=4613880759797224597&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4613880759797224597'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4613880759797224597'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/06/co-ty-tam-robisz-tak-dugo.html' title='Co ty tam robisz tak długo?...'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-1450889005659132420</id><published>2008-05-28T12:12:00.003+02:00</published><updated>2008-05-28T12:26:54.129+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='meeen'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><title type='text'>Niewinne i autentyczne, czyli...</title><content type='html'>Karol, rozjuszony tym, że karmiłam zupką Kubę, zabrał się do trzęsienia krzesełkiem z wyciem, które, jeśli je powtórzy, ściągnie mi kiedyś na głowę jakąś organizację od przemocy domowej. Unieruchomiłam nogą krzesełko i, z łyżeczką w ręku, przekrzykuję modulowane wycie.&lt;br /&gt;Zaraz.&lt;br /&gt;Właściwie może nikt nie zauważy tego wycia, bo ulicą obok często przejeżdża straż pożarna.&lt;br /&gt;No dobrze, więc przekrzykuję:&lt;br /&gt;- Karolu! Nie wyj! Tak! Okropnie! Bo! To nie jest! Sposób! Rozmowy! Który ci coś! Może dać! Czy może słyszałeś! Żeby, powiedzmy, tatuś albo ciocia! Kiedy czegoś chcą! Wyli, o, tak!&lt;br /&gt;Tu zebrałam się i najlepiej jak umiałam, powtórzyłam wycie (nadal wyte przez początkowego wyjca).&lt;br /&gt;Wyjec, w spazmach, spojrzał na mnie z załzawioną i zasmarkaną wzgardą.&lt;br /&gt;- Źje to wyjesz, mamusiuuuu!... yyy... zupełnie źjeeeee!...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-1450889005659132420?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/1450889005659132420/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=1450889005659132420&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1450889005659132420'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1450889005659132420'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/05/niewinne-i-autentyczne-czyli.html' title='Niewinne i autentyczne, czyli...'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-4956484458040197317</id><published>2008-05-23T22:15:00.006+02:00</published><updated>2008-05-24T15:17:56.173+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czas'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dobrzy ludzie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przystosowanie społeczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komunikacja interpersonalna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozdmuchane ego'/><title type='text'>Za długo i nie na temat</title><content type='html'>Jestem pewna, że trudno byłoby zostać moim przyjacielem. Wcale ludziom nie ułatwiam. Pomijam już fakt, że nie należę bynajmniej do szczególnych lwów salonowych, nie umiem też  rozkręcać niczego ani przeżywać masowo, i w ogóle to wiadomo, in angulo cum libro. Potrafię miesiącami mieć nadzieję, że mnie ktoś wyciągnie za uszy w jakieś wydarzenie towarzyskie, a potem nie wysyłam napisanego już maila w odpowiedzi na czyjś list. Zamęczam na gadu-gadu, a potem się wstydzę i znikam na całe tygodnie.&lt;br /&gt;Częściowo to po prostu przejaw komunikacyjnego debilizmu, może  także zmęczenia, w każdym razie czegoś, co powoduje, że napisanie lub oddzwonienie wydaje mi się jakimś heroicznym wyczynem, wymagającym długich godzin wolnego czasu. To oczywiście żaden argument dla Pokrzywdzonych, ale z mojej strony ma on i owszem, spore znaczenie. Nawiasem mówiąc, zetknęłam się czas jakiś temu z opinią, że właściwie na tym wychowawczym to co ja takiego robię - w domyśle, pewnie oglądam seriale, maluję paznokcie i przebieram w ciuchach - odzywa się we mnie w takich chwilach wewnętrzny boa dusiciel i szczerzy kły.&lt;br /&gt;Wracając do komunikacyjnych dziwactw, na pewno kluczową rolę odgrywa tu moja nieśmiałość, której zwykle nie widać, bo należę do gatunku kryjącego ją pod gadaniem i czymś, co z grubsza wygląda na pewność siebie. Mało kto mi nawet wierzy w tę nieśmiałość, a tymczasem to bodajże najbardziej charakterystyczna cecha, jaką mam. Nic, niestety, nie pomaga zażyłość z Pokrzywdzonym: tak samo mam z najbliższą rodziną, a nawet czasem ze specjalistą od otwierania - moim mężem.&lt;br /&gt;Jest wcale niemałe grono osób, o których myślę nawet nie codziennie, ale kilka razy dziennie. Zastanawiam się, co robią, przypominam sobie różne wspólne zdarzenia, dobrze im życzę, trzymam kciuki za różne rzeczy. Ale jakoś zawsze mnie coś, do licha, powstrzymuje przed kontaktem. Nie wiem, dlaczego. Można to opisać jako obawę, że to moje obfite i entuzjastyczne myślenie mogłoby się przełożyć na to, jakie byłyby te kontakty, i że to by mogło ich zniechęcić albo co. Zresztą, sama nie wiem. Jest też niewiara w swe ratownicze talenty (to z Barańczaka, "Drobnomieszczańskie cnoty", fantastyczny wiersz). Brnąc nadal w cytaty, czuję się trochę jak Natalia Borejko wobec swoich sióstr ("Nutria i Nerwus"). Zanim zdążę zebrać się, przestać wahać czy nie będę wścibska albo nie na miejscu - zwykle ci wszyscy dzielni ludzie są już kilometry za problemem.&lt;br /&gt;Z drugiej strony, często mi się zdarza troszkę wariować z samotności - nawet się niedawno złapałam na tym, że gadam sama do siebie, co mnie najpierw histerycznie rozśmieszyło, a potem odrobinę wystraszyło i teraz się pilnuję. A mimo to, mimo że tęsknię albo mam dół, albo sobie nie radzę z czymś, to zazwyczaj coś mnie powstrzymuje przed odezwaniem się do kogoś bliskiego, jakbym nieświadomie broniła się przed narzucaniem się niewinnym ludziom ze swoimi problemami. Poza tym jest jeszcze ten wewnętrzny przymus - że mam się nie rozklejać, tylko wziąć w garść i zabrać do roboty, nie powiem, że taki całkiem zły.&lt;br /&gt;Myślałam trochę o tym, i wyszło mi, że na pewno to jest sposób myślenia tęgiej kobiety, której wzorce kulturowe  podrzucają takie a nie inne możliwości - ach, jak pięknie opisał to Terry Pratchett w "Piątym Elefancie"! Nikt tak nie rozumie wszelkich pokrak, wariatów, grubych bab, geniuszy i innych ałtsajderów, jak on! Zalecam pilną lekturę, a sama pewnie niedługo wysmażę na ten temat jakąś większą notkę.&lt;br /&gt;Sytuacji nie ułatwia również fakt, że samą swoją obecnością wprost niewiarygodnie źle wpływam na sprzęt elektroniczny. Wysadzam korki, demoluję systemy komputerowe, niszczę dyski, stacje telefonów przenośnych, komórki. Ostatnio długi czas miałam zepsuty telefon - nie działał głośnik, a żeby było harmonijnie, klawisze niektóre też. W końcu mój mąż wziął sprawy w swoje ręce i zawiózł drania do serwisu (okazało się, że - prawdopodobnie z powodu przeżucia przez niemowlę - telefon zzieleniał i zaczął na żyznych glebach próchniczych wypuszczać te, no, kiełki). I, oczywiście, kiedy już go - po niejednej perypetii - odebraliśmy, zapodziała mi się gdzieś karta SIM. No, mała taka jest, a tylko jacyś niemożliwi pedanci chowają te małe zaraz po wyjęciu do portfela.&lt;br /&gt;Sprawdzałam już wszędzie i chyba już tylko internet mi pozostał do przeszukania...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rrrrrrreasumując (co też jest cytatem :) ) - jest jakoś tak, że nie zapracowałam sobie, żeby dla kogoś być niezbędną; żeby beze mnie coś się sypało albo nie miało sensu. Nie jestem nawet tym specjalnie rozgoryczona - bierz co chcesz, powiedział pan Bóg, i zapłać za to. Czasem mi żal, że to nie przychodzi samo.&lt;br /&gt;Mogłabym pisać tu jeszcze całe tomy, ale i tak ta notka już jest mocno przydługa i jakaś taka łzawa i ckliwa, choć zdecydowanie nie to było moim zamiarem.&lt;br /&gt;Lepiej maila napiszę. Wyślę go albo nie. Ale napiszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gwoli wyjaśnienia: to nie jest - na litość - notka pt. "Moje życie nie ma sensu". To jest notka pt. "Z komunikacji międzyludzkiej niedostatecznie". To duża różnica. Jakichś siedemnastu lat :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-4956484458040197317?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/4956484458040197317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=4956484458040197317&amp;isPopup=true' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4956484458040197317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4956484458040197317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/05/za-dugo-i-nie-na-temat.html' title='Za długo i nie na temat'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-7613114469444960959</id><published>2008-05-08T23:00:00.004+02:00</published><updated>2008-05-08T23:24:33.269+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ojć'/><title type='text'>Samica jelenia</title><content type='html'>Przeglądałam sobie z upodobaniem listę słów kluczowych, wedle których ludzie trafiali na &lt;a href="http://wmdesign.pl/justme/index.php/2008/03/17/szukajcie-a-znajdziecie/"&gt;bloga mojego brata &lt;/a&gt;i wesoło sobie rechotałam, kiedy nagle tknęło mnie, że przecież i ja mogę sprawdzić, czego szukali ci nieliczni (ok. 4% Gości), którzy tu trafili metodą guglania.&lt;br /&gt;O rany.&lt;br /&gt;Okazuje się, że w czołówce utrzymuje się "terror laktacyjny", co mnie pociesza i utwierdza w przekonaniu, że coś jest na rzeczy. Niepokojąco częste były wyszukiwania w rodzaju "czy karmienie piersią niszczy biust", bo się znowu poczułam nieprzyjemnie mleczną. Rozczuliło mnie za to wyrażenie "jestem chuda karmię piersią"...&lt;br /&gt;Całe szczęście nie było tylko w powyższej tematyce. Że zaprezentuję szybką listę: wszystkie rybki śpią w jeziorze (absolutny numer jeden);  kwiat lotosu na tafli jeziora (tak, to ja); seks małżeński (mmm...) a także: charakter Jakuba Wędrowycza... Co to jest polifonia (taka choroba oczywiście)... Przepis mam od cioci... Samica jelenia... Smok długodystansowiec (to pewnie samotny)... Mój mąż woli moją matkę ode mnie...&lt;br /&gt;Yyy... noo... momencik, on tam właśnie z oddaniem klei płytki w kuchni. Kochanie?!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-7613114469444960959?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/7613114469444960959/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=7613114469444960959&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/7613114469444960959'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/7613114469444960959'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/05/samica-jelenia.html' title='Samica jelenia'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-7644279528259490873</id><published>2008-05-04T21:43:00.004+02:00</published><updated>2008-05-04T22:04:41.933+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czas'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='brat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zamyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przystosowanie społeczne'/><title type='text'>Młodzież z wizytą w stuletnim domku</title><content type='html'>...czyli odwiedził nas mój brat. Spędził u nas kawałek długiego weekendu i jak zawsze pozostawił mnie z uczuciem niedosytu, a mojego męża w rodzaju oszołomienia: jak to możliwe, żeby z jednej strony nie być zdolnym do wyrzucenia po sobie opakowania po lodach i tak dalej, a z drugiej - do tego, żeby spędzić kilka godzin na oddanym, systematycznym paleniu śmieci i badyli i tak dalej ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały czas jestem świadoma, że mój brat i ja to już właściwie różne pokolenia - zdumiewające, że trzynaście lat różnicy już wystarczy. Nie, żebym się zaraz od tego czuła stara... no... ale... ale jeśli się nie mylę, z punktu widzenia Wojtka i jego rówieśników to już zupełne ze mnie próchno. Pewnie nawet nie mówią "próchno", tylko coś innego, wolę nie wiedzieć co :)&lt;br /&gt;Ciekawe, że własne dzieci nie budzą we mnie takiego uczucia, choć to przecież rodzicielstwo człowieka ostatecznie ustawia "po stronie dorosłych". No, ale oni jeszcze nie mają czegoś takiego, jak grupa rówieśnicza z prawdziwego zdarzenia i nie dostarczają mi tylu szoków.&lt;br /&gt;A jak mi się trudno pogodzić z tym, że pewne postawy i oczywisty dla mnie sposób myślenia tak strasznie szybko stały się niemodne, przestarzałe. Czy to się nie dzieje szybciej, niż kiedyś? Czy jeśli człowiek tłucze głową o ścianę z powodu jakiegoś młodzieżowego poglądu, to znaczy, że jest już nieelastyczny, czy że świat schodzi na psy, czy że po prostu nastąpiła wymiana pokoleń i należy się sobie z uprzejmym niezrozumieniem przyglądać? Niby to ostatnie wygląda najlepiej, ale na miłość boską, ja się jeszcze nie zdążyłam dobrze rozkręcić, a już mam uchodzić za dinozaurzycę?&lt;br /&gt;Śmieszne to i odrobinę straszne; a jak sobie człowiek pomyśli, że mój brat jest poza wszystkim osobą zdolną do refleksji, inteligentną i z poczuciem humoru, co wcale niekoniecznie musi cechować jego wszystkich rówieśników... oj... to się robi zupełnie strasznie.&lt;br /&gt;Pociesza mnie tylko fakt, że całe życie byłam dziwadłem, więc będę się na pewno mniej męczyć, niż ci wszyscy, co jeszcze nie byli. He, he.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-7644279528259490873?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/7644279528259490873/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=7644279528259490873&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/7644279528259490873'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/7644279528259490873'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/05/modzie-z-wizyt-w-stuletnim-domku.html' title='Młodzież z wizytą w stuletnim domku'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-1277320525633287371</id><published>2008-04-27T11:51:00.004+02:00</published><updated>2008-04-27T12:32:03.759+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='iluminacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rzeczy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='siostra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zachwyty'/><title type='text'>Moleskine</title><content type='html'>Nie kręcą mnie specjalnie buty; ubrania mają mnie ubrać i już. Biżuteria owszem, ale bez przesady - w tej dziedzinie wolę raczej żarty i sentymenty. Samochody - no cóż, chciałam jechać do ślubu wysłużonym dużym fiatem, ale nie pozwolili... Jedzenie - miło zjeść coś ekstrawaganckiego, ale kasza z maślanką też może być. No, może kawa i herbata powinny być bardzo dobre zawsze.&lt;br /&gt;Ale jeśli coś z dóbr luksusowych budzi od zawsze moją dziką namiętność, to piękne artykuły papiernicze. Szlachetne papiery, eleganckie ołówki, wieczne pióra, koperty - i notesy. Zaraz powiem, co i jak.&lt;br /&gt;Mam wyjątkowo wspaniałą siostrę. To kobieta o szlachetnej urodzie (żadna Pamela), wyszukanym guście, wrażliwa i mądra. Jest też niezwykle solidna i wszystko, co robi, robi mądrze i starannie. Sam proces obserwacji urządzania przez nią mieszkania mógłby wiele nauczyć niejednego, phi, dekoratora wnętrz: to mieszkanie żyje i staje się - wyrasta tak, jakby było organiczne, z mieszkańcami i dla nich, a cały czas jest przemyślane i konsekwentne.&lt;br /&gt;Siostra moja zrobiła też sztukę z przyjmowania gości. Pamięta o drobnych przyjemnościach, obserwuje ludzi, a potem człowiek dostaje zawrotów głowy, bo specjalnie kupiła kozi ser i mleko 2%, i oblekła tę samą poduszkę, i nawet znalazła idealny dla delikwenta film na wieczór, i tak na przykład trzy dni non stop.&lt;br /&gt;Tak samo jest z prezentami. Wiele lat kupowałam sobie różne notesy i zeszyty o pięknych okładkach, papierze takim jak trzeba i tak dalej, ale dopiero od Natalii dostałam najpierw piękne, kremowe zeszyty w kartonowej okładce, a potem szkicownik Moleskine. Rysowanie w nich jest absolutnie cudowne, same notesy wymuszają wyjątkowe podejście do tego przyjemnego zajęcia.  Oba typy, które mam, pięknie się zużywają, zrobiono je właśnie po to; starannie, powściągliwie. Po prostu cudowne.&lt;br /&gt;A najśmieszniejsze jest to, że w ogóle nie wiedziałam, że to taka odjechana marka, którą posługuje się cała plejada gwiazd i gwiazdeczek, co pewnie by mnie skutecznie zniechęciło - jam wszak człowiek zbuntowany mimo trzydziestki.&lt;br /&gt;Całe szczęście odkryłam także, że masa również i normalnych ludzi, artystów i amatorów, kocha swoje Moleskine nie mniej ode mnie i istnieją nawet internetowe grupy wyznawców. A niektórzy swoje notesy jeszcze ozdabiają - o, &lt;a href="http://www.engraveyourbook.com/"&gt;tu można zobaczyć&lt;/a&gt; na przykład. I w ogóle to rodzaj artystycznej (a czasami szpanerskiej) quasi-religii.&lt;br /&gt;Ale i ja się dopiero rozpędzam.&lt;br /&gt;Ach, Moleskine - wybaczę mu nawet ten Wielki Świat.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-1277320525633287371?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/1277320525633287371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=1277320525633287371&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1277320525633287371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1277320525633287371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/04/moleskine.html' title='Moleskine'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-9219361815467952907</id><published>2008-04-20T21:06:00.005+02:00</published><updated>2008-04-20T22:01:59.819+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biblioteki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kraków'/><title type='text'>Zaułki czytelnictwa</title><content type='html'>Widzę, że pisząc o dzieciach i domu serdecznie znudziłam tych wytrwałych, którzy tu zaglądają i już wracam do cnoty granic.&lt;br /&gt;Nie raz już zwierzałyśmy się sobie z Mamą z zawstydzeniem, że nie jesteśmy bardzo starannymi czytelnikami powieści. Zwłaszcza nowych. Owszem, obu nam się zdarza, ale każda z nas na swój sposób selekcjonuje i kombinuje z tymi lekturami.&lt;br /&gt;Mama moja jest, na przykład, pilną pogłębiarką wiedzy o historii obyczaju, najchętniej w krakowskich dekoracjach :). Zna się z Estreicherówną, Talowskim i Grabowskim, studiuje stare mapy, opisy sklepów i handelków, stare sensacje, urbanistykę i stroje, bale i przepisy, mosty i szkolne wspomnienia. Oczywiście - na Krakowie się nie zatrzymuje i w ten sposób zdobyła już wiedzę, która osobę  o temperamencie bardziej naukowym już by spokojnie co najmniej doktoryzowała. Cóż, kiedy wiedza Mamy jest raczej, jak by to rzec, hipertekstowa i bardziej się nadaje do uroczej przechadzki, powiedzmy, od handelku śniadankowego przy Małym  Rynku (konkurs: a gdzie tam były handelki śniadankowe?) do sklepu Himmelblaua...&lt;br /&gt;Nie próbuję powiedzieć, że Mamie dorównuję - ostatecznie ja działam krócej na tym poletku - ale i ja mam swoją dziedzinę: kolekcjonuję mianowicie i z radością czytuję książki o książkach. Nie tylko fachowe, chociaż chętnie, ale i takie, w których książki są bohaterami albo przynajmniej - osią intrygi; powieści, wspomnienia, kryminały i fantastykę, książki dla dzieci i encyklopedie... Być może, jest to temat obszerny i mało wyrafinowany, bo postmodernizm bawi się w takie rzeczy nieustannie, a i wcześniej nie brakowało takich książek, ale za to pozwala na nieustanne odkrycia, ożywcze porównania - i praktycznie nigdy nie zamyka się kolekcji...&lt;br /&gt;Wzięło mi się to stąd, że pewnego razu na studiach bibliotekoznawczych zostałam przyuważona i zaangażowana do pracy przy grancie. Do dzisiaj mnie zawstydza i rozczula myśl, że charakterystyczna dla mnie niesystematyczna i wybiórcza... no... powiedzmy... błyskotliwość wystarczała, żeby ci mili, inteligentni ludzie uważali mnie za coś obiecującego - na szczęście dla mnie i dla nich, w końcu rozeszliśmy się z wdziękiem.&lt;br /&gt;Ale ten grant.&lt;br /&gt;Spędziłam dzięki niemu sporo szczęśliwych i w zasadzie dobrze płatnych miesięcy studiując różne teksty w kilku krakowskich bibliotekach, szczególnie Jagiellońskiej i (wówczas) PAN. Notowałam cytaty, zwiedzałam różne kazamaty, kanciapy i podziemia... Był ktoś może, na przykład, w dziale czasopism zniszczonych w Jagiellonce? Ha.&lt;br /&gt;Złapałam wtedy na dobre tego bakcyla, który każe nie tylko kochać książki (tego nauczyłam się od rodziców w końcu), ale i traktować je jak nieustanną zagadkę, tajny związek, świat zamknięty między okładkami. Jedne książki prowadzą do drugich, to wiadomo - ale też istnieje niesamowita więź, która łączy je z bibliotekami i która łączy również ze sobą wszystkie biblioteki, publiczne, prywatne, półprywatne... Świat książek ma swoje meliny, świątynie, biura, burdele, targowiska, zakazane i eleganckie dzielnice. A ja czerpię niezwykłą wręcz przyjemność z faktu, że nie każdy tam trafia, a jeśli trafia osoba nieodpowiednia - to nawet nie wie, że można by gdzieś się dalej zapuścić. Dzięki temu świat książek (świadomie nie zawężam terminu do "literatury") pozostaje odrębny i nieskalany. A egalitaryzm, wiadomo, powinien się kończyć i kończy się po odłożeniu łyżki i zakupieniu lekarstwa.&lt;br /&gt;Odległe światy odkrywa się zawsze samemu, nawet, jeśli ktoś człowieka popchnie na początek. Ale i tak jestem wściekle wdzięczna moim bibliotekoznawczym studiom, wraz z co poniektórymi wykładowcami. Nie wiem, czy chcieliby, żeby ich nazwiskami szastać po jakimś tam blogu, ale przynajmniej tak ogólnie - chciałam o tym napisać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-9219361815467952907?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/9219361815467952907/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=9219361815467952907&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/9219361815467952907'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/9219361815467952907'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/04/zauki-czytelnictwa.html' title='Zaułki czytelnictwa'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-2629131539580570273</id><published>2008-04-12T13:17:00.004+02:00</published><updated>2008-04-12T18:26:00.189+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><title type='text'>W ogrodzie</title><content type='html'>Karol obecnie maluje bejcą drewniane słupki mające posłużyć do konstrukcji piaskownicy oraz inne tajemnicze deski, oszlifowane przez mojego męża na gładziutko. Bierze też udział w interesujących czynnościach w rodzaju:&lt;br /&gt; - zakładania trawnika;&lt;br /&gt; - sadzenia krzewów i kwiatów;&lt;br /&gt; - cięcia desek;&lt;br /&gt; - podlewania i plewienia.&lt;br /&gt;Oczywiście wtedy, kiedy ma na to ochotę, ale tak się składa, że zwykle ma.&lt;br /&gt;Wspina się na drzewa. W ogóle na wszystko się wspina. Śpiewa przy tym w domniemanym angielskim (piękne wyrażenie Małgorzaty Musierowicz) piosenki z "Mary Poppins" oraz bajeczek o Boowie i Kwali, a  co jakiś czas żąda ode mnie natychmiastowych, nadających się do śpiewania tłumaczeń. W ten sposób zgwałciłam język polski wymyślając kiedyś wersję "Let's go fly a kite" zaczynającą się od "Puszczamy latawca", z akcentem, niestety, na "-ca". No, ale śpiewać można.&lt;br /&gt;Liczy też pod nosem po polsku i angielsku, w obu językach konsekwentnie pomijając siódemkę.&lt;br /&gt;Tymczasem z drugiej strony nadciąga niepokojąco szybka pełzająca dywersja w postaci kapitana Jakuba Haka. Jakub Hak przemieszcza się od mniej więcej tygodnia na dowolne odległości i na kilka poziomów, albo może raczej by to robił, gdyby nie jacyś zbrodniarze, którzy mu zastawiają niektóre kierunki. Pełza, staje, raczkuje, podciąga się rękami, drepcze trzymając się łóżeczka i wywrzaskuje sobie i wyszczypuje pozycję w braterskim tandemie.&lt;br /&gt;Starsza część tandemu oscyluje między uważną troską i ogólną odpowiedzialnością za młodszego a bezprzykładną brutalnością młodocianych niedźwiedzi. Gdyby nie fakt, że Kuba już się nauczył ciągnąć za włosy i wrzeszczeć ostrzegawczo a przeraźliwie, to może bym się martwiła, ale na razie rozdzielam ich tylko, kiedy sprawy wymykają się spod kontroli. Ale spodziewam się raczej tylko rozkręcania się towarzystwa.&lt;br /&gt;No więc z tym wszystkim ogród, tak jak się spodziewaliśmy, okazuje się po prostu wspaniałą, cudowną rzeczą. W ogrodzie Karol ma mnóstwo do roboty, a Kuba śpi dłużej i pełza tylko po karimatach - trawa na razie go nieco onieśmiela, dotyka jej rączkami, gładzi, ogląda, pokrzykuje: "Da! Tada! Badała! Badała!" To "Badała" mnie rozkłada zupełnie, bo rzeczywiście kiedy tak wrzeszczy, to coś zwykle bada. Jest jeszcze, między innymi, Tatatatatata - kiedy coś trzeba zrobić albo gdzieś dosięgnąć, w każdym razie ogólne oznaczenie aktywności, oraz Mamamama, ciekawym zbiegiem okoliczności żądanie jedzenia, przytulenia i w ogóle przyhołubienia. Czujemy się docenieni w naszej koncepcji rodzicielstwa :)&lt;br /&gt;W ogrodzie kwitną drzewa i krzewy, w ogrodzie mrugają stokrotki; w ogrodzie rozmawia się z sąsiadami i psami z sąsiedztwa, w ogrodzie ślimaki machają różkami...&lt;br /&gt;I jak się wspaniale zasypia po całym dniu na polu!&lt;br /&gt;Ach, aż się chce żyć i podśpiewywać.&lt;br /&gt;No to jak to tam szło?...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Puszczamy latawca&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wysoko jak się da&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niech leci sobie, niechaj buja w górze,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niech frunie aż nad dach,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wysoko, że aż strach&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Puszczamy razem latawcaaaaa!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-2629131539580570273?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/2629131539580570273/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=2629131539580570273&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/2629131539580570273'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/2629131539580570273'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/04/w-ogrodzie.html' title='W ogrodzie'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-4885498258313952657</id><published>2008-04-08T10:39:00.003+02:00</published><updated>2008-04-08T11:32:57.647+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czas'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metafizyyyyyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina'/><title type='text'>Metafizyczny tort</title><content type='html'>Zdarzyło mi się niedawno coś drobnego, ale znaczącego - bywają takie rzeczy, choć to moje objawienie ma zdecydowanie charakter prywatny.&lt;br /&gt;Więc nie opiszę różnych bieżących a nieprzyjemnych spraw, żeby im nie dodawać wagi ani znaczenia, a za to opowiem o metafizycznym torcie.&lt;br /&gt;W książce kucharskiej mojej Mamy, kopię której obieśmy z siostrą dostały, mam przepis cioci Janki, ciotki Mamy właściwie. Jest to szczególna receptura, bo wojenna: orzechowy tort robi się tam z fasoli i w ogóle. Bardzo ten przepis lubię, choć nigdy nie wypróbowałam - jest dla mnie dumnym przedstawicielem szlachetnego gatunku Bohaterskich Erzacy (czy erzaców?) Polskich, które naprawdę jako  idea zasługują na więcej uwagi, niż im się poświęca, i może kiedyś napiszę o tym więcej.&lt;br /&gt;Tak by zapewne pozostało do dziś, gdyby cała sprawa nie uległa niejakiemu pogłębieniu w okolicach chrztu Kuby.&lt;br /&gt;Chciałam Kubie osobiście upiec tort, czego jeszcze chyba nie robiłam. Zadzwoniłam więc do mojej babci, kompulsywnej kolekcjonerki i zapisywaczki przepisów, i poprosiłam ją o pomoc. Babcia przegrzebała się przez swoje zeszyty i podyktowała mi przepis, który rodzinnym łańcuszkiem dotarł do niej z Anglii.&lt;br /&gt;To wszystko razem oznacza, w skrócie, że oba torty dotarły do mnie z dwóch zupełnie odrębnych gałęzi rodziny, które jednakowoż obie miały burzliwe, zakończone w Wielkiej Brytanii, perypetie.&lt;br /&gt;Tort upiekłam, choć oczywiście jestem organicznie niezdolna do trzymania się ściśle litery przepisu, więc nie wyszedł tak zupełnie idealnie - niemniej zadowalająco. Ale w trakcie rozszyfrowywania przepisu z telefonicznych notatek coś mnie nagle tknęło i rzuciłam się do przeglądania książki kucharskiej Mamy... Tak! Właśnie tak. Angielski przepis babci w sprawie proporcji, czasów, kolejności działań i tak dalej idealnie, niemal co do słowa pokrywa się z ciocinym, wojennym tortem fasolowym. Podejrzewam, że ten lub bardzo podobny przepis ktoś przerobił w potrzebie, zastępując co trzeba dostępniejszymi produktami.  &lt;br /&gt;Nie wiem, jak resztę świata, ale mnie takie głupotki niezmiennie fundują metafizyczny dreszcz. Niby błahe i nieistotne, takie różne zdarzenia i rzeczy krążą i zapętlają się po rodzinach. I, moim zdaniem, lepiej oddają zakręty i zawirowania historii, niż opisy politycznych przetasowań i zbiegów dyplomatycznych.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-4885498258313952657?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/4885498258313952657/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=4885498258313952657&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4885498258313952657'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4885498258313952657'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/04/metafizyczny-tort.html' title='Metafizyczny tort'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-1912849646221958579</id><published>2008-03-20T20:35:00.004+01:00</published><updated>2008-03-20T21:19:43.148+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wielkanoc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiosna'/><title type='text'>Naj</title><content type='html'>Najbrudniejsze: obecnie łazienka, ale zaczekajcie no z godzinkę i najbrudniejsza będzie jednak piwnica.&lt;br /&gt;Najśmieszniejsze: Karollo zrzędzący ponuro w drzwiach: "A miała być rzekomo wiosna" :)&lt;br /&gt;Najkrótsze: czas między rozmienieniem na targu stówki a wydaniem jej co do grosza.&lt;br /&gt;Najmniejsze: szanse, że rzeżucha wyrośnie na czas.&lt;br /&gt;Najbezczelniejsze: gołębie, które lirycznie zamieszkały nam nad okienkiem, gruchają, świecą przykładem życia rodzinnego i nie zgadniecie, co robią na parapety. Sąsiad zza ściany już zajrzał do mojego męża z morderczym błyskiem w oku:&lt;br /&gt;- Panie, jak we dwóch na ten strych pójdziemy, to we dwa palce im te łebki i raz, dwa!&lt;br /&gt;Co mnie nurtuje, to przerażająca myśl, co on, mieszkaniec od pół wieku, wie o tych gołębiach, że proponuje wyprawę we dwóch? Może bezpieczniej będzie jednak tylko przegonić...&lt;br /&gt;Najtrudniejsze: nie wywijać z ochrypłym rykiem dwuręcznym mieczem dzieciom nad głowami&lt;br /&gt;kiedy o godzinie osiemnastej siedem znajdą się w apogeum tego czegoś, co powoduje, że chciałoby się wywijać im nad głowami mieczem dwuręcznym, z ochrypłym rykiem.&lt;br /&gt;Najmilsze: wtulać nos na zmianę w dwie puszyste główki przytulone do mnie, w jednej z nieczęstych lecz wspaniałych chwil, kiedy chłopcy nie kotłują się ani nie spychają z czegoś nawzajem. A najlepiej - kiedy śpią, jak w czarującej chwili obecnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najważniejsze: że chciałam napisać o wiośnie, o śniegu, Zmartwychwstaniu, zrozumieniu i przymierzu, i obecności Boga, i krokusach, a zupełnie nie potrafię tego zgrabnie napisać - to musi mieć jakiś związek z szorowaniem i bieganiem, i niewypitą kawą. Ale na pewno nadal chcę Życzliwym Czytającym życzyć, żeby Im te Święta dały czas na wzięcie oddechu, i trochę zachwytu, i radość, i uważniejsze spojrzenie przez te umyte okna, bo moim zdaniem nie ma nic bardziej Wielkanocnego, niż myślenie i wdzięczność.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-1912849646221958579?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/1912849646221958579/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=1912849646221958579&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1912849646221958579'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1912849646221958579'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/03/naj.html' title='Naj'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-1412390621829293406</id><published>2008-03-11T00:55:00.005+01:00</published><updated>2008-03-11T01:28:43.863+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ojciec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dobrzy ludzie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mama'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mąż'/><title type='text'>Jeleń</title><content type='html'>Piję do tego, że bez przerwy obserwuję, jak ludzie karani są za swoją przyzwoitość, delikatność, dobroć, wrażliwość, zasady, empatię i mądrość.&lt;br /&gt;Mój Ojciec, na przykład. Porządny, dobry człowiek. Altruista.&lt;br /&gt;Albo mój Mąż. Solidny i przyzwoity facet.&lt;br /&gt;Takie miałam ostatnio dwa przykłady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tata bardzo rzadko rozmawia z ludźmi o czym innym, niż ich choroby. W niedzielę miałam okazję zaobserwować, jak był poruszony i zadowolony, kiedy jego rozmówca po prostu chciał się przez telefon podzielić przyjemnością ze zdobytej właśnie góry. I nie żeby nigdy nie rozmawiali o kłopotach zdrowotnych, bo nie wyobrażam sobie mojego Ojca, który przestaje być lekarzem. Po prostu - bywa, że mówią o czym innym. A wbrew pozorom to nie jest takie oczywiste.&lt;br /&gt;Potem jeszcze rozmawiałyśmy o tym z Mamą i  teraz sobie myślę, jakie to wściekle trudne: być kimś, o kim ludzie wiedzą, że na pewno jest dobrym człowiekiem, i na domiar złego - dobrym lekarzem.&lt;br /&gt;Samotność długodystansowca, prawda? A gdyby był przeciętniakiem, albo gdyby odpuszczał, albo gdyby był trochę mniej wspaniały i czasem powiedział, że ma w nosie cudze stawy i nadgarstki, to pewnie żyłoby mu się o wiele spokojniej i pewnie przyjemniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój Mąż po raz enty spędził mnóstwo czasu rozmawiając przez telefon ze swoją matką; pocieszając ją i przejmując się jej sprawami. Potem równie długo przekonywał swoją siostrę, że może też powinna się przejąć mamą bardziej niż jakimś swoim wyjazdem na narty. Sam kombinował, jak by tu urlop wziąć, coś przesunąć, gdzieś pojechać, autentycznie zaangażowany i - no właśnie - przejęty. Ale - dlaczego mnie to nie zdziwiło? - równie dobrze mógłby wyluzować, bo cała sprawa (jak już niejedna przedtem) się rozmyła nazajutrz rano bez śladu, jak niezłe przedstawienie, i tyle było z jego dobrych chęci, zmartwienia i przyzwoitości. Tak jest bez przerwy zresztą: jego ciepło i empatia są eksploatowane w bezwstydny sposób przez zdumiewającą ilość ludzi.&lt;br /&gt;Byłoby mu pewnie lżej, gdyby umiał się zdystansować, przywyknąć do tego, że nie każdy zasługuje na to, żeby rzucać wszystko i lecieć na pomoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za różne zalety zwykle się dostaje po głowie i tyle; i jeszcze człowieka jeleniem nazywają, jak się daje...&lt;br /&gt;A ja sobie na nich patrzę, i myślę, że przynajmniej jeleń - szlachetne zwierzę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-1412390621829293406?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/1412390621829293406/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=1412390621829293406&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1412390621829293406'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1412390621829293406'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/03/jele.html' title='Jeleń'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-7830564612891026547</id><published>2008-03-06T00:10:00.004+01:00</published><updated>2008-03-06T00:36:33.205+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina'/><title type='text'>O mało co, a bym zdążyła...</title><content type='html'>Ale mi się omsknęło o pół godziny. Nic to. Podobno 5 marca to Dzień Teściowej - a ja zachodzę w głowę, kto coś takiego wymyślił?&lt;br /&gt;Moim zdaniem, jeśli się teściową lubi, to się ją, jako mamę swojego współmałżonka, razem z nim wystarczająco uczci w Dzień Matki. Nie dlatego, żeby się koniecznie czuło jej córką/synem, ale dlatego, że ostatecznie punktem wyjścia dla teściowatości jest bycie czyjąś matką. No i chyba się w tym wszystko jakoś zgrabnie mieści. Bo niech mnie ktoś przekona, że kochanej teściowej będziemy zarzucać, że jest odrażającą matką i vice versa :)&lt;br /&gt;A jeśli teściowa jest nam cellulitem na gładkim udzie naszego życia rodzinnego, to specjalny dzień do czczenia jest w ogóle jakąś drwiną, a wszak drwin ani innych zaognień lepiej w takiej sytuacji nie aplikować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej jednak pozwolę sobie na złożenie stosownych wyrazów mojej Mamie, bo jako Teściowa występuje Ona w blogosferze i pod tym literackim kątem się Jej należy, a poza tym ma zatkane ucho i jest chora, i mam nadzieję, że mimo to szybko przeczyta tego nowego Pratchetta, to się zamienię na dwa Akuniny i Pamuka, którego obecnie czytam, a zakładam, że nie zdążyła przeczytać, zanim mi go Tata podarował :)&lt;br /&gt;Nota bene, czytajcie Pamuka, dziewczęta; na razie pochłonęłam "Nazywam się Czerwień" i do grona Uwielbianych Bohaterów Literackich dołączył mi właśnie jeszcze jeden. Ach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-7830564612891026547?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/7830564612891026547/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=7830564612891026547&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/7830564612891026547'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/7830564612891026547'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/03/o-mao-co-bym-zdya.html' title='O mało co, a bym zdążyła...'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-410730598952685354</id><published>2008-02-16T10:40:00.003+01:00</published><updated>2008-02-16T10:44:50.505+01:00</updated><title type='text'>Niech będzie, że mnie zmamusiło, ale nie mogę się powstrzymać...</title><content type='html'>- Umyłeś już ząbki, młody człowieku? - pytam Karola, wracając do łazienki z naręczem piżamek.&lt;br /&gt;Karol patrzy na mnie z powagą.&lt;br /&gt; - Smutna prawda jest taka, że nie - odpowiada.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-410730598952685354?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/410730598952685354/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=410730598952685354&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/410730598952685354'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/410730598952685354'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/02/niech-bdzie-e-mnie-zmamusio-ale-nie-mog.html' title='Niech będzie, że mnie zmamusiło, ale nie mogę się powstrzymać...'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-6125639518824355601</id><published>2008-02-11T21:22:00.000+01:00</published><updated>2008-02-11T21:49:57.907+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='księżyc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='śpiewanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zabawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina'/><title type='text'>Żyrafa laboratoryjna w stanie nieważkości</title><content type='html'>Projekt, z którego okazji Zła Korporacja więziła mojego męża w pracy przez ostatnie tygodnie, powoli wyhamowuje. Z tej okazji w sobotni wieczór odbył się lot kosmiczny z udziałem wszystkich moich panów.&lt;br /&gt;Mąż-pilot wystartował rakietą z naczelnym inżynierem Karolem oraz profesorem Kubusiem i jego zwierzęciem do badań laboratoryjnych, które okazało się przypadkiem żyrafką.&lt;br /&gt;Profesor miał za zadanie zbadać, czy zwierzę laboratoryjne, obgryzane w warunkach nieważkości, jest równie obgryzalne, jak na Ziemi. Inżynier dawał sprzeczne informacje co do stanu płaszcza rakiety oraz poziomu paliwa, czym niezwykle zaniepokoił Nawigację na Ziemi (w tej mało przygodowej roli wystąpiłam ja), która też wkrótce przedwcześnie zakończyła lot i zarządziła hibernację członków załogi w kapsułach kołderkowych.&lt;br /&gt;Fajnie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ogóle - coraz częściej nam się zdarzają takie sytuacje, że aż się uśmiecham, kiedy o nich pomyślę. Wracaliśmy na przykład wczoraj z Traumatycznej Imprezy Rodzinnej. Paweł, zły, prowadził w milczeniu, a chłopcy siedzieli sobie jak myszki w fotelikach z tyłu, kiedy Karol zobaczył księżyc i zażądał:&lt;br /&gt;- Śpiewaj, mamo, o księżycu w śmietanie.&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Księżyc raz odwiedził staw&lt;/span&gt;... - odśpiewałam solennie dwa razy.&lt;br /&gt;- A tejaz djugą o księżycu - naciskało moje dziecko.&lt;br /&gt;Przepatrzyłam w popłochu zasoby piosenek, bo onoż dziecko podaje zwykle zadziwiające słowa kluczowe, ale udało mi się trafić dość szybko.&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kotek wziął skrzypce&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przygrywa rybce&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Krowa przez księżyc robi skok&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Psy biją brawo&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Takim zabawom&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;A talerz z łyżką ucieka w bok!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Prześpiewałam to parę razy w obu znanych mi wersjach językowych i niespodziewanie włączył się mój mąż.&lt;br /&gt;A potem - Karol.&lt;br /&gt;Rany, ale świetnie jest tak sobie jechać i śpiewać razem! Żadna trauma nie wytrzyma.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-6125639518824355601?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/6125639518824355601/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=6125639518824355601&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6125639518824355601'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/6125639518824355601'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/02/yrafa-laboratoryjna-w-stanie-niewakoci.html' title='Żyrafa laboratoryjna w stanie nieważkości'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-4714201181090834431</id><published>2008-02-05T21:48:00.000+01:00</published><updated>2008-02-05T21:57:54.687+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szczęście'/><title type='text'>Siadła tak sobie</title><content type='html'>...i siedzi, i przegląda mentalną listę zajęć na dzisiaj, i gapi się na różową stópkę wystającą spod kołderki.&lt;br /&gt;Zaraz pójdzie tę stópkę przykryć.&lt;br /&gt;Zaraz wyrzuci śmieci, poskłada pranie, rozwiesi następne, rozładuje zmywarkę, puści pranie, zagotuje butelki, nastawi wodę, zamiecie, zmyje podłogi - to już ostatnie zajęcia na dzisiaj.&lt;br /&gt;Zaraz się będzie uśmiechać do dwóch przytulonych śpiących łebków.&lt;br /&gt;Zaraz otworzy mu drzwi, kiedy wreszcie wróci do domu, bo właśnie zniknął z GG w pracy.&lt;br /&gt;Zaraz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-4714201181090834431?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/4714201181090834431/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=4714201181090834431&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4714201181090834431'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4714201181090834431'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/02/siada-tak-sobie.html' title='Siadła tak sobie'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-1216956052600018141</id><published>2008-01-31T23:21:00.000+01:00</published><updated>2008-01-31T23:51:49.371+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='smoki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='baśnie'/><title type='text'>Smok wieczorową porą</title><content type='html'>Wieczorem usypiam Karola, usiłując sama przy tym nie zasnąć, bo zwykle czeka jeszcze masa roboty. Kiedy już uda mi się go zmusić do zaprzestania gimnastyki wyczynowej na łóżkach, przytulam go, owiniętego w kołderkę i ostatnio zamiast śpiewania opowiadam mu bajki o futerkowym smoku. Nie takim z "Niekończącej się historii", może bardziej w stylu smoków lengorchijskich?&lt;br /&gt;Smok ma trzy metry długości, futro, nosi kalosze i zieloną kurtkę od deszczu. Karol wybiera, co smok ma tym razem robić. Najbardziej lubi, kiedy smok i on sam pieką ciasto cytrynowe. Oczywiście - w cieście ląduje wszystko: puszka tuńczyka, soczewica, cukier, sok malinowy, proszek do pieczenia, olej, ser żółty, mąka ziemniaczana, biały ser, wieprzowina i - na koniec - pięć całych cytryn. Kończy się pożarem, smrodkiem dydaktycznym i happy endem w postaci malowania ściany przez protagonistów.&lt;br /&gt;Ale smok, zawsze w towarzystwie mojego syna, kupował także wzmiankowane kalosze (w fabryce musieli zrobić dla niego na miarę, bo nie wiedzieć czemu nie można było dostać nigdzie rozmiaru 64). Wiercił dziury pod haki na karnisz. Opiekował się młodocianą latoroślą Wawelskich, kiedy mama Wawelska poleciała do lekarza z powodu zaburzeń ziania. Wybierał (metodą crash testów) kanapę. Rąbał drzewo. Jadł lody (tajemnicze wypadki Family Frost). Negocjował podwyżkę u tatusia w pracy (opowiadałam ze szczególną satysfakcją, bo negocjacja podwyżki za pomocą smoka to właśnie to, czego bym im tam życzyła). Rozpędzał chmury. Miał katar...&lt;br /&gt;W końcu smok wraca na swoje miejsce (mieszka  ponoć na wieży u św. Józefa w Podgórzu), Karol cichnie i zwija się w kłębuszek u mojego boku.&lt;br /&gt; - Mamo - powiedział wczoraj sennie, - mamuniu, jesteś bajdzo kochana. Jubię z tobą być i kiedy mi opowiadasz i zawsze.&lt;br /&gt;Niech będzie, że to żadna historyjka, ale chwilowo nic mnie to nie obchodzi. Zasłużyłam sobie uczciwie, dostałam i noszę jak order.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-1216956052600018141?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/1216956052600018141/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=1216956052600018141&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1216956052600018141'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/1216956052600018141'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/01/smok-wieczorow-por.html' title='Smok wieczorową porą'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-4221730716349317431</id><published>2008-01-21T01:23:00.000+01:00</published><updated>2008-01-21T09:50:04.142+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komunikacja interpersonalna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miłość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='małżeństwo'/><title type='text'>Różne wnioski przy niedzieli</title><content type='html'>Po pierwsze: egzystuję na naszej-klasie już jakiś czas i zaobserwowałam coś nader niewygodnego. Otóż całe moje szczenięce lata, prawda, upłynęły pod znakiem "przepraszam, że żyję" na zmianę z "szarżuj jak nosorożec" - no, wiadomo, typowy idiotyzm, i to z tych, co zakłócają wypracowanie sobie normalnych relacji z ludźmi; z wyjątkiem wyjątków, oczywiście. Niby jak sobie je wykształcać, jeśli człowiek cały czas, jakże egocentrycznie, przekonany jest, że cały świat szepcze o nim za plecami nieprzychylnie i krytykuje człowiekowi łydki? Albo jeśli niebotycznie się mądrzy w histerycznej nadziei, że ludzie nie zauważą, jaki jest przerażony?&lt;br /&gt;Całe szczęście, później jakoś mi to przeszło i im starszą będąc poznaję ludzi, tym jakoś mniej się ich boję i mniej też się zastanawiam nad tym, co sobie o mnie myślą - raczej żywię nadzieję, że jeśli mi jest z nimi dobrze, to im jest ze mną nie gorzej, a jeśli mnie nie lubią, to mi nie będą szkodzić.&lt;br /&gt;Ale na naszej-klasie jakoś to się, do licha, odzwierciedla czy coś. Jest tam dużo ludzi, których znam - normalna sprawa. I zupełnie się nie obciachuję jeśli chodzi o machanie i proponowanie "zakontaktowania" osobom, które poznałam już jako dorosła kobieta, no, przynajmniej - już nie nastolatka. A jeśli chodzi o tych znanych z dawnych czasów... no, jakby wszystko wracało. Znalazłam kolegę, którego bardzo lubiłam i o którym nadal myślę ciepło i chętnie słucham wieści o nim i jego rodzinie, choć nie widzieliśmy się sto lat. Odruchowo kliknęłam wysłanie zaproszenia... uch, i zaraz zaczęłam kombinować: a skoro on się do mnie nie odezwał pierwszy, to może mnie wcale nie chce sobie przypominać, a teraz zaakceptuje zaproszenie z grzeczności, oj, ale fatalnie, może trzeba było zaczekać, w końcu bywa też, że się zaproszenie akceptuje z czystej niechęci robienia otwartych afrontów... i tak dalej. Albo odezwał się inny kolega, ale jego - znana mi lepiej - żona - nie. Zaraz zaczęłam stare kombinowanie, co też to musi oznaczać i w ogóle. Musiałam się walnąć w głowę i przypomnieć sobie, że świat się jakby nie kręci wokół mojego profilu na n-k ;)&lt;br /&gt;No i jest jeszcze taki jeden, moja pierwsza miłość, hehe. Nigdy nie śmiałam nawet okazać, że go lubię i oczywiście teraz też nie potrafię się odezwać, chociaż pewnie nadal jest miłym facetem. Głupie, nie?&lt;br /&gt;Co by nie powiedzieć, przeszłość można za sobą, Bogu dzięki, zostawić, ale zmienić jakby nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A po drugie: wyszliśmy z imprezy u teściowej zmaltretowani i zniechęceni do wszelkich następnych odwiedzin. Dowiedzieliśmy się, że chrzciny były fajne, ale jedzenia było za dużo, a Karol i mój mąż byli ostrzyżeni za krótko i szwagier już dawno zrozumiał, że nie powinien się strzyc jak idiota, więc dlaczego oni nie. Dowiedziałam się, że wywijam dzieckiem i kiedyś się tak nie robiło (no pewnie, dawniej się wiązało w słupek i wciskało do kołyski, nie?). Dowiedziałam się, że komputer ogłupia dzieci, a telewizor nie. Nikt nie przyjechał z własnej inicjatywy wytrzepać dywanu, to teraz ściągaj buty. Kuba na pewno chce jeść, no dajże mu jeść, jak to jadł godzinę temu. Na jakim talerzu sobie ten bigos nakładasz. Oj, biedne dzieciątko, niewygodnie mu tak leżeć. Pediatra dopiero teraz ustalił rozszerzanie diety, a ja już miesiąc temu mówiłam, znaczy że miałam rację. I tak dalej. Uff. Wsiedliśmy do samochodu. Popatrzyliśmy na siebie, a oka nam zabłysły.&lt;br /&gt;Ha! Już dawno nie czułam się aż tak kamiennie, szybkoschnąco, monolitycznie lojalna, kochająca i małżeńska, jak wtedy, kiedy zrzucałam pantofelki mężowi do towarzystwa w sprawie dywanu, a i on jakoś tak na mnie spojrzał w tym aucie, że aż się zarumieniłam...&lt;br /&gt;Konfuzję w refleksję, konfuzję w refleksję ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-4221730716349317431?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/4221730716349317431/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=4221730716349317431&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4221730716349317431'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/4221730716349317431'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/01/rne-wnioski-przy-niedzieli.html' title='Różne wnioski przy niedzieli'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-8349263840769123024</id><published>2008-01-18T21:49:00.000+01:00</published><updated>2008-01-18T21:54:26.175+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='meeen'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>Meeeeeen...</title><content type='html'>Oto wierszyk, jaki stworzył dzisiaj przy usypianiu (żeby nie było, zainspirowany ubocznie dziwnym repertuarem kołysankowym) mój starszy syn, skądinąd fanatyk fajerwerków:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rakieta, rakieta&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;to taka kobieta&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;leci do góry i wybucha.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmm.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-8349263840769123024?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/8349263840769123024/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=8349263840769123024&amp;isPopup=true' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8349263840769123024'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/8349263840769123024'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/01/meeeeeen.html' title='Meeeeeen...'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-20449169.post-423863755246214778</id><published>2008-01-14T11:10:00.000+01:00</published><updated>2008-01-14T11:15:18.315+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='śmieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='remont'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><title type='text'>Livingstone i Stanley przedstawiają: Strych.</title><content type='html'>Jako że nie posiadamy wciąż schodów, zarówno do piwnicy, jak i na strych dostajemy się po drabinie. Piwnica to codzienność - pali się tam w piecu, żongluje słoikami i butelkami, a Karol bucha młotkiem i w ogóle czym popadnie.&lt;br /&gt;A strych mamy dziki i niesamowity. Poprzedni właściciele nie usunęli zalegających tam zwałów dziwnych przedmiotów oraz dwóch gołębników (z przegródkami). W efekcie staliśmy się właścicielami metra sześciennego deseczek ze starych skrzynek, hałdy dachówek, dwóch beczek tekturowych, kufra (który wygląda, jakby najlepsze lata spędził zakopany na Umrzyka Skrzyni, johoho), drewnianej skrzynki po herbacie z napisem Chinese National Black Tea i drugiej, absolutnieśmy się w niej zakochali, z napisem po niemiecku i polsku: Szafa wyłącznie do przewozu pieniędzy :). Oprócz tego nabyliśmy porcelanowe części do jakiejś elektryki, jakieś metalowe szuflady, coś w rodzaju chomąta, pewną ilość zardzewiałych rur, i bretnali, i wiele innych atrakcji, a wszystko to na pięćdziesięciometrowym strychu z klimatycznymi okienkami o szybach porozbijanych i zasnutych pajęczynami. Aha, pajęczyny - oczywiście - występują obficie również i w pozostałych częściach strychu, bo nasze pająki są pracowite i solidne, jakby wciąż miały z domownikami kontrakt na penicylinę; nie żadne nowomodne cherlaki. Więźba dachowa jest wspaniała, z grubych, modrzewiowych bali. Słowem - coś pięknego.&lt;br /&gt;Będziemy ten strych w przyszłości chcieli zaadaptować na piętro, oczywiście o ile zasoby się jakieś pojawią, więc planujemy ten malowniczy bałagan unicestwić. Tektury palimy, złom zbieramy na stos do wywiezienia... Po trochu spalimy też gołębniki, fuj. Większość klimatycznych okienek - te, na które pozwolił konserwator zabytków, z grubsza biorąc  - brutalnie wymieniliśmy na nowe. Zamiast drabiny będą tam prowadziły schody... Ale na razie jeszcze jest gdzie kręcić horrory...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/20449169-423863755246214778?l=silene-acaulis.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/feeds/423863755246214778/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=20449169&amp;postID=423863755246214778&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/423863755246214778'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/20449169/posts/default/423863755246214778'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://silene-acaulis.blogspot.com/2008/01/livingstone-i-stanley-przedstawiaj.html' title='Livingstone i Stanley przedstawiają: Strych.'/><author><name>S.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='12' height='32' src='http://img101.imageshack.us/img101/7853/mesm2xm.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry></feed>
